Kino „Relax” to była legenda. Pół wieku temu w samym centrum Warszawy powstał budynek projektu Zbigniewa Wacławka, generalnego projektanta tzw. Strony Wschodniej, czyli m.in. Domu Towarowego „Junior”, Teatru Małego i kina. W plebiscycie jednego z dzienników mieszkańcy Warszawy wybrali dla powstałego kina nazwę „Relax” – koniecznie przez x na końcu, bo brzmiało bardziej światowo. A były to czasy, w których Polska szykowała się do tego, żeby być drugą Japonią. I tak od 1970 roku kino „Relax” było przez dziesiątki lat jednym z najważniejszych miejsc dla stołecznych i nie tylko stołecznych kinomaniaków. To tam odbywały się specjalne pokazy, premiery, spotkania z wybitnymi twórcami. Ogromna widownia na ponad sześćset miejsc, przylegający do niej hol i – najważniejsze – znakomita lokalizacja w samym centrum miasta, sprawiły, że „Relax” był królem warszawskich kin. Niestety, król abdykował pod naporem multipleksów, ale nie na długo. Właśnie powrócił z charakterystycznym neonem i logotypem. „Relax” dziś jest wspaniałym, dumnym, pięknym 50-latkiem, który znów walczy o prymat w Warszawie. Ale nie jako kino, a jako centrum artystyczne z nową, teatralną sceną.

Na stołecznej ulicy Złotej kilku mądrych, poważnych inwestorów zainaugurowało pod koniec sierpnia powstanie nowego teatru Scena Relax (w planach mają otwarcie również na nowo sceny Teatru Małego!). Inauguracja była nie byle jaka. Dwoje wybitnych aktorów - Beata Kawka i Mirosław Zbrojewicz - zagrało pierwszy spektakl w Relaxie: „Małe zbrodnie małżeńskie” Schmitta w reżyserii Karola Jerzego Wróblewskiego. O samym spektaklu pisałem już kilkanaście tygodni temu, podczas inauguracji teatru online, ale możliwość zobaczenia tego wystawienia na żywo, zaadaptowanego na warszawską scenę była mega rozkoszą. 

Kawka i Zbrojewicz to swoiste „supermaszyny do grania”, czyli dwie kosmiczne, aktorskie rakiety, które świetnie współpracując ze sobą, zabierają widzów w kosmos! Jak oni wspaniale grają! Jak sobie partnerują! Beaty Kawki nie widziałem na scenie już bardzo długo. Ale kiedy ją zobaczyłem, to poczułem, jakbym czekał na nią całe moje teatralne życie. Przyszła po swoje, złapała widzów za gardło i nie puściła do ostatniej chwili przedstawienia. Mirosław Zbrojewicz doskonale partnerował Kawce, nie oddając pola ani na minutę. Dramat Schmitta jest werbalnym ping-pongiem, nieustanną małżeńską grą o przetrwanie, a może nawet o wszystko. Jeśli dołożymy do tego mądre odczytanie dramatu przez Wróblewskiego, który olśnił mnie pomysłami na jego inscenizację oraz magiczny nastrój stworzony przez Ewę Garniec (co za fenomenalna reżyserka światła!), to mamy teatralny hit. 

To, że Beata Kawka zagrała w pierwszym przedstawieniu Sceny Relax jest o tyle znamienne, że to ona jest Przewodniczącą Rady Artystycznej tej sceny i doradza inwestorom w wyborze repertuaru. 

A że jej rady i gust są znakomite, potwierdziła kolejna premiera w Relaxie, czyli „Tajemnica Tomka Sawyera” w reżyserii Antoniusza Dietziusa. O ile w przypadku „Zbrodni” mamy propozycję dla dorosłych, o tyle w przypadku „Tomka” dostajemy wspaniały musical dla całej rodziny, choć całość skrojona jest głównie pod dzieci. Ale zapewniam, rodzice również nie będą się na tym spektaklu nudzić! Większość z nas zna (czytało lub słyszało) książkę Marka Twaina „Przygody Tomka Sawyera” o urwisie, który mieszka ze swoją ciotką Polly. Na szczęście Jerzy Andrzej Masłowski, autor libretta, postanowił odkurzyć literacką ramotę i dostosować ją w języku do współczesnych realiów. Oprócz tego napisał fantastyczne słowa piosenek, które zostają w uszach na długo po wyjściu z teatru. Za warstwę muzyczną spektaklu odpowiada wspaniały muzyk Sławomir Wierzcholski. Jego bluesowe serce pobrzmiewa szczególnie pięknie w lirycznych piosenkach zawartych w musicalu. Wielkie brawa należą się reżyserowi spektaklu i zarazem autorowi scenografii, Antoniuszowi Dietziusowi, bo niełatwo jest stworzyć familijny spektakl, który zachwyci najmłodszych, na podstawie niewspółczesnej, choć w wydźwięku uniwersalnej historii, dokładając do tego muzykę, piosenki i niemalże niemożliwą choreografię Arkadiusza Borzdyńskiego. Układy choreo są zachwycające i jednocześnie nadają musicalowi szalonego tempa – tego, czego oczekują dziś od teatru muzycznego młodzi widzowie. Składając to w całość Dietzius sprawił, że nie ma nudy! 

Reżyser dobrał do współpracy wspaniały, młody zespół aktorski i taneczny, w którym na szczególne wyróżnienie zasługuje Maciej Dybowski, grający Tomka i Karol Osentowski w roli Hucka. Ależ oni są wspaniali! Grają na scenie przyjaciół, ale odnoszę wrażenie, że bardzo lubią się również poza sceną. Są precyzyjni, dynamiczni, skuteczni i brawurowi. Maciej Dybowski prowadzi cały spektakl z niesamowitą energią. Osentowski w niczym mu nie ustępuje. Widać po obu radość z bycia na scenie i grania. Dybowskiego widziałem już w innych przedstawieniach i byłem przygotowany na to, że wspaniale zagra i zaśpiewa, ale Osentowskiego zobaczyłem pierwszy raz i w moim odczuciu ze swoją vis comica może dotrzeć na szczyty, dorównując w przyszłości takim postaciom jak Gołas czy Michnikowski. Trzymam za niego kciuki! 

Panom bardzo dobrze partnerują, zakochane w Tomku Becky - Katarzyna „Anielski Głos” Kanabus i Amy - Julia Szewczyk (Amy). Duże brawa należą się Jackowi Kopczyńskiemu, który idealnie wtopił się w rolę nawróconego pijaczka Muffa Pottera. Zrobił to pysznie! Odnalazł w tej postaci prawdę i poprowadził ją do końca. No i jest jeszcze Ciotka Polly! I tu mamy niesamowitą niespodziankę, bo Antoniusz Dietzius zaangażował do tej roli wspaniałą wokalistkę Danutę Błażejczyk. To nie pierwsza musicalowa przygoda tej piosenkarki, nie dziwi więc, że w „Tajemnicy Tomka Sawyera” sprawdza się pierwszorzędnie. Kiedy w środku spektaklu zaśpiewała piękny song o głębokiej, choć skrytej miłości do swojego siostrzeńca, to cała dorosła część publiczności poczuła jak bardzo tęskni za głosem Danuty Błażejczyk, którego na próżno szukać w szmirowatej muzyce serwowanej przez największe stacje radiowe. Ten swing, to frazowanie, ta chrypka, te góry, ta moc! 

Scena Relax zaczęła pięknie, choć wszyscy zdajemy sobie sprawę, że czas na wystartowanie z teatrem jest szczególnie niesprzyjający. Tym większe uznanie dla twórców sceny, że się nie przestraszyli. Jestem wielce szczęśliwy, że Relax wrócił na kulturalną mapę stolicy. I to wrócił z przytupem. Już po dwóch tygodniach działalności ma w repertuarze dwie rozpędzone, artystyczne lokomotywy. Z niecierpliwością czekam na to, co zaproponują widzom w przyszłości. Tymczasem bardzo mocno trzymam za tę scenę kciuki i życzę jej bardzo dużo szczęścia i kompletu publiczności. Niech neon „Relax” przy Złotej świeci długo, jasno i relaxacyjnie!

  • TAJEMNICA TOMKA SAWYERA
  • libretto i teksty piosenek: Jerzy Andrzej Masłowski
  • muzyka: Sławomir Wierzcholski
  • reż. Antoniusz Dietzius
  • Scena Relax w Warszawie
  • premiera: 5 września 2020 roku

ZOBACZ: Koniec Teatru Telewizji, początek teatru w sieci. „Małe zbrodnie małżeńskie” [RECENZJA]

CZYTAJ TEŻ: Idealni nieznajomi: spektakl „Dobrze się kłamie” na scenie Spektaklove w Małej Warszawie [RECENZJA]

TAKŻE O PREMIERACH W TEATRZE: Zabawa w niedomówienie, czyli „Trzy dni deszczu” w Teatrze WARSawy [RECENZJA]

Z NOWOŚCI: Stracona rewolucja, czyli spektakl o spektaklu. „Powrót Tamary” w Teatrze Studio [RECENZJA]