Jakie powinno być idealne auto do miasta? Stereotypy mówią, że musi być małe, powinno się lekko prowadzić, mieć na pokładzie systemy parkowania, a kierowca powinien mieć doskonałą widoczność we wszystkich kierunkach. Silnik koniecznie małej pojemności i zużywający kilka kropel paliwa na 100 km, najlepiej bezemisyjny. Dobrze, jeśli będzie w stanie przewieść 4 osoby. Co ciekawe, bo patrząc na drogi nawet w dużych SUV-ach spotkać można jedynie kierowcę i ewentualnie pasażera. Kanon wszyscy znamy na pamięć, ale w ofercie producentów znaleźć można modele, które zaskakują swoimi walorami. Koncentrując się na oczywistych wyborach, często zapominamy o samochodach, które pozostając nieco w cieniu bestsellerów, oferują doskonałą zabawę za kierownicą.

Nissan Micra – wcale nie taka mała

Choć nazwa sugeruje niewielkie gabaryty, to najmniejszy dostępny w Polsce model japońskiego producenta, poważnie urósł w stosunku do swojego poprzednika. 17,5 cm długości prawie 8 cm szerokości i rozstaw osi zwiększony o 7,5 cm sprawiają, że auto zaczyna wymykać się regułom klasy miejskiej. 4 metry długości to już „poważne” auto, a wnętrze rzeczywiście imponuje przestronnością. Tym samochodem wygodnie pojadą 4 dorosłe osoby i nie będą trącać się łokciami. Miejsca w kabinie jest wystarczająco dużo, a producent zadbał o to, by pasażerom nie było nudno. Pakiety wyposażenia obejmują bowiem kilka wzorów kolorystycznych tapicerki i deski rozdzielczej, które sprytnie przełamują szarości elementów z tworzyw sztucznych. Pod maską znaleźć może się kilka jednostek napędowych, z których osobiście rekomendowałbym najmocniejszy w gamie 1.0 DIG-T o mocy 117 KM. Jest równie oszczędny, jak podstawowa 100-konna jednostka, ale fantastycznie radzi sobie z rozpędzaniem karoserii. Niezłym gadżetem jest zaprojektowany specjalnie do tego modelu system audio BOSE Personal z dodatkowymi głośnikami w zagłówku kierowcy. Auto okazuje się bardzo wygodne w ruchu miejskim, a po okresie pandemii bez problemu zabierzecie nim znajomych na weekendowy wypad za miasto.

Hyundai i10 – stylowy i nowoczesny

Ten koreański „maluch” właśnie trafił do salonów sprzedaży i gdyby nie koronawirus, który wstrzymał wielkie kampanie reklamowe, z pewnością prezentowałby się nam we wszystkich mediach. Nowy Hyundai i10 jest nowy nie tylko z nazwy. To kompletnie nowa konstrukcja, która udowadnia, że Koreańczycy doskonale opanowali sztukę projektowania samochodów i fantastycznie odczytują potrzeby europejskiego klienta. Samochód jest nie tylko ładny, ale i sprytnie zaprojektowany. Dwukolorowe nadwozie wyróżnia się z tłumu, a design i linie nadwozia zachwycają swoja lekkością. System multimedialny pozwala na korzystanie z funkcji smartfona, więc wszystko, co najważniejsze możemy mieć pod ręką. Pod maską pracować mogą dwie jednostki napędowe: pierwsza, trzycylidrowa 1.0 MPI o mocy 67 KM i druga, poważniejsza, czterocylindrowa 1.2 MPI o mocy 84 KM. Warto zaznaczyć, że oba silniki to konstrukcje wolnossące, równomiernie rozwijające moc w całym zakresie obrotów. Nawet mocniejszy motor nie sprawi, że i10 będzie demonem prędkości, ale w ruchu miejskim sprawdzi się idealnie. Jest oszczędny a dzięki swojemu nieskomplikowanemu nadwoziu prawdopodobnie także bezawaryjny. 

Suzuki Swift Sport Hybrid – jak zabawkowa wyścigówka

Japoński producent jest wybitnym specjalistą w budowie niewielkich, ale niezwykle dzielnych samochodów terenowych. Do legendy motoryzacji przeszły już możliwości terenowe modeli Samurai, Vitara, czy Jimny. Jednak Suzuki fantastycznie radzi sobie także w produkcji samochodów miejskich. Szczególnym przykładem jest model Swift, który doczekał tak zwanej „miękkiej hybrydy”, która  występuje w odmianie Sport! Jednostka 1.4 Boosterjet jest wspomagana elektrycznym silnikiem pełniącym rolę rozrusznika i generatora, dającego silnikowi spalinowemu zastrzyk dodatkowych 50 Nm momentu obrotowego. Ten zabieg ma na celu nie tylko zmniejszenie zużycia paliwa i emisji spalin, ale też podrasowanie osiągów. Lekki Swift zachowuje się na drodze jak gokart, a koła znajdujące się w samych narożnikach nadwozia sprawiają, że układ napędowy daje mnóstwo frajdy podczas jazdy. 129 KM w ważącym 1020 kg samochodzie sprawia, że mamy do czynienia z Hot Hatchem. Wyobraźcie sobie, że to maleństwo jest w stanie osiągnąć prędkość maksymalną równą 220 km/h! Najlepiej wygląda w kolorze żółtym i wierzcie mi, ten samochód niczego nie udaje. Zwinny Suzuki Swift Sport jest doskonałą zabawką do miasta.

Citroen C1 – wyzwala pierwotne instynkty

To niepozorne autko jest wspólnym projektem koncernu PSA i Toyoty. Trzeba przyznać, że zachwyca zwinnością i zwrotnością, która jest kwintesencją miejskiego stylu. Auto nie jest najlepiej wyposażonym modelem w tym zestawieniu i nie może pochwalić się najmocniejszym silnikiem, jednak frajdę jaką daje podczas jazdy, porównać można do zjazdu ze stoku na dętce od traktora. „Jedynka”, gaz do dechy, „dwójka” i znów gaz w podłogę. Trzycylindrowy silnik chętnie wchodzi na obroty i ciekawie brzmi. Szybka redukcja i znów wciskasz gaz, gdy nagle spostrzegasz, że cała ta zabawa mieści się w granicach prędkości dozwolonych w mieście! Do tego zużycie paliwa jest na tyle małe, że będziecie się tak bawić w nieskończoność. We wnętrzu znajdziecie wyłącznie niezbędne wyposażenie, ale ostatecznie na krótkich dystansach niewiele jest potrzebne. Surowy wystrój wnętrza i odsłonięte blachy na drzwiach tylko potęgują pierwotne instynkty. To zadziwiające, że samochód legitymujący się mocą 72 KM może dawać tak cudowną, pierwotną radość z jazdy. Tajemnica tkwi w masie małego Citroena. Ten miejski maluch waży zaledwie 840 kilogramów.

MINI electric – gokart na prąd

Na koniec samochód, który dla wielu jest pierwszy skojarzeniem z miastem. Najstarasze MINI wymyślone przez Sir Aleca Issigonisa stało się protoplastą dzisiejszych małych samochodów. Dzisiejsze modele są większe, lepiej wyposażone i występują w wielu odmianach nadwoziowych. Swojego pradziadka przypominają już tylko z wyglądu, ale nie można odmówić im stylu i właściwości jezdnych. W cieniu doniesień o rozprzestrzeniającym się wirusie swoją premierę miała elektryczna wersja nowego MINI. Model napędzany jest silnikiem elektrycznym o mocy 184 KM i dysponuje momentem obrotowym na poziomie 270 Nm dostępnym od muśnięcia pedału przyspieszenia . Pierwszą „setkę” osiąga zaledwie po 7,3 sekundy, ale spróbujcie nadążyć za nim spod świateł. MINI electric to prawdziwa rakieta, która zapewni wam tyle radości z jazdy, że nie będziecie chcieli z niego wysiąść. Jedyne, co będzie w stanie ograniczyć waszą zabawę są baterie o pojemności 32 kWh. Zmagazynowana w nich energia pozwoli wam pokonać dystans około 230 kilometrów. To powinno wystarczyć na kilka dni zabawy z osiągami rodem z supersamochodów. A do tego będziecie mogli poruszać się nim po buspasach i bezpłatnie parkować.