Para decyduje, że oglądają porno. Czasem razem, przed ich wspólnym zbliżeniem, czasem oddzielnie. Któregoś dnia ona wchodzi do sypialni, widzi, że on ma włączony film, i zaczyna żartować, że trzeba znaleźć mu nowe hobby. Ale wychodząc, słyszy, że z komputera dochodzi kobiecy głos adresowany do jej partnera: „Jak tam? Doszedłeś już?”. Okazuje się, że to rozmowa na komunikatorze internetowym. Ona uważa, że to zdrada, on – że „personalizowane porno”. Zdradził czy nie?

Zależy, na co się umawiali. Każda para ma swoją hierarchię wartości, reguły i normy, którymi się kieruje. Dla jednych sam fakt, że partner pokaże się przed kimś nago, będzie zdradą. Albo flirtowanie przez telefon, bez erotycznych propozycji. A dla innych nawet seks nie będzie nosił znamion zdrady. Ludzie mają różne poziomy zawłaszczania drugiej osoby. Wynika to z cech osobowości, wychowania, zaburzeń lękowych, socjalizowania seksualności i norm, które uznają w życiu za ważne. Ogólnie o zdradzie mówimy wtedy, kiedy zdradzona osoba traci poczucie bezpieczeństwa z powodu zachowania tej pierwszej.

Mężczyźni są bardziej zazdrośni o fizyczność czy sferę emocjonalną?

Odpowiem przewrotnie: u kobiet bardzo często nawiązanie romansu wiąże się z gotowością do przewartościowania w zakresie emocjonalnym.

Czy to nie jest odrobinę staroświeckie? Przecież kobietom też czasem chodzi tylko o seks!

To nie jest staroświeckie – po prostu nie można ludzi wrzucać do jednego sita i mówić: „Tu są kobiety, a tu mężczyźni i to wszystko jest dla nich charakterystyczne”. Sita mają różne oczka i można przez nie przesiać z pozoru jednorodną grupę mężczyzn na osoby, które będą miały bardzo różne przekonania. Możemy trafić na kogoś, kto całe życie kieruje się zasadami religii, jest głęboko wierzący – i on właśnie z tego powodu nie będzie zdradzał. Wszelkie formy zdrady będą dla niego krzywdzące i już.

Bez względu na płeć?

Tak. Możemy też trafić na osoby z podwójną moralnością: mówią, jak bardzo trzeba piętnować zdradę, a jednocześnie mają kogoś na boku. W kontekście zdrady i płci tylko jedno wydaje mi się pewne: przez co najmniej trzy tysiąclecia kobiety, zdradzając, musiały wykazywać się większym sprytem, bo system patriarchalny osadził ich seksualność w sztywnych gorsetach. One socjalizowały się seksualnie na zasadzie zakazu: tego ci nie wolno, tamtego też nie. I były pacyfikowane. Myślę, że to nie pozostało bez wpływu na geny. Kobiety, które teraz chcą zdradzać, potrafią się do tego doskonale przystosować. Mam pacjentkę, która zdradza męża od ponad 20 lat. Mówi: „Seks dla mnie był zawsze bardzo ważny, więc kiedy po wstępnych uniesieniach mój mąż poświęcił się pracy, rozwojowi zawodowemu i ewidentnie wykazywał, że ma mniejsze potrzeby seksualne, zaczęłam szukać innych partnerów. Co nie zmienia faktu, że męża bardzo kocham: zawsze kiedy idę spotkać się z kochankiem, gotuję wyjątkowo dobry obiad. Dbam o to, by mężowi i dzieciom nie stała się krzywda. Oni są dla mnie najważniejsi. A to, że mam swoją małą tajemnicę, która pozwala mi trochę zaszaleć? Nikogo przecież nie krzywdzę”.