Zbigniew Rybczyński urodził 27 stycznia 1949 roku w Łodzi. Choć swoje dzieciństwo spędził przede wszystkim w Warszawie, powrócił do rodzinnego miasta wraz ze studiowaniem w łódzkiej szkole filmowej, zgłębiając tajemnice kunsztu operatorskiego. Po obronie swojego dyplomu w roku 1973, kontynuował ścieżkę reżysera krótkich form wizualnych, trafiając do wytwórni „Se Ma-For”, znanej z takich postaci polskiej popkultury jak Miś Uszatek, czy Colargol. Rybczyński jednak nie tworzył bajek, lecz krótkometrażowe animacje live action, za co został doceniony między innymi przez amerykańską Akademię Filmową, wyróżniając go Oscarem. Niestety, wydarzenia Sierpnia ’80 zawiesiły filmową działalność Rybczyńskiego na terenie swojego rodzinnego kraju. Wraz z wprowadzeniem Stanu Wojennego, Rybczyński wyjechał ze swoją rodziną do Austrii, gdzie udało im się uzyskać azyl polityczny. Rok później, przeprowadzili się wspólnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie Rybczyński stał się wziętym reżyserem muzycznych teledysków.

Bo do „Tanga”, trzeba reżysera

Zbigniew Rybczyński praktycznie od początku swojej kariery reżyserskiej współpracował z „Se-Ma-Forem”. W trakcie siedmiu lat swojej działalności w tej wytwórni, stworzył aż dziewięć krótkometrażowych filmów, które były przede wszystkim związane z eksperymentalnymi formami animacji. Wśród jego najciekawszych prac z tego okresu można wyróżnić filmy „Zupa”, „Oj! Nie mogę się zatrzymać!”, czy powstały w oparciu o wiersz Juliana Tuwima „Lokomotywa”. 

Choć Rybczyński nigdy nie liczył na międzynarodowy sukces, ten spotkał go gdy ledwo co zamieszkał w Stanach Zjednoczonych. Mowa tu rzecz jasna o „Tangu”, filmie powstałym w roku 1980, na krótko przed sierpniowymi protestami „Solidarności”. Dzieło to zabiera nas do absurdalnej rzeczywistości, gdzie trzydzieści sześć różnych postaci przeżywa swoje życie na powierzchni jednego, dość niewielkiego pokoju, zupełnie nie zwracając na siebie uwagi. Pomimo wielu istniejących interpretacji tego dzieła, sam autor stwierdził, że w istocie nic ten film nie oznacza. Nie zmieniło to jednak faktu, że stworzenie „Tanga” zajęło Rybczyńskiemu równe pół roku, przez sześć godzin każdego dnia, co daje nam łącznie ponad 1000 godzin pracy. Na dodatek, działo się to w oparciu o jeszcze wtedy powszechne rolki filmowe, a nie program komputerowi, które są dziś podstawowym narzędziem współczesnych twórców. 

Dzięki swojemu zaangażowaniu w projekt, Rybczyński został wyróżniony w kwietniu 1983 roku Oscarem w kategorii najlepszy animowany film krótkometrażowy. W ramach 55 rozdania nagród Akademii, zwycięzcami byli również między innymi Meryl Streep (najlepsza aktora w filmie „Wybór Zofii”), Jessica Lange (najlepsza aktora drugoplanowa w filmie „Tootsie”) oraz twórcy filmu „E.T.”, za jego udźwiękowienie, montaż, ścieżkę dźwiękową oraz efekty specjalne. 

Jedyny Polak na księżycu… muzycznym 

Wraz z przeprowadzką na nowym kontynent, należało znaleźć dla siebie jakieś nowe zajęcie. Dla Rybczyńskiego okazał się nim fach reżysera wideoklipów. W tamtym czasie, muzyczna telewizja „MTV” istniała wtedy na rynku dopiero od dwóch lat. Naturalną zatem była chęć reżysera, by sprawdzić w tym dość nietypowym jak na tamte czasy gatunku filmowym, tym bardziej będąc świeżo upieczonym laureatem Oscara. 

Jednym z jego pierwszym teledysków był ten stworzony dla niejakiej Ricki Lee Jones do piosenki „The Real End”. Choć utwór jest praktycznie nieznany współczesnej publiczności, swego czasu uplasował się na całkiem przyzwoitym 83 miejscu listy najbardziej popularnych utworów Ameryki magazynu „Billboard”. Jednak prawdziwym przełomem dla Rybczyńskiego okazał klip z roku 1984 do piosenki „Sign Of The Times” autorstwa niejakiego Grandmastera Flasha. Flash w latach 80. był prekursorem tak zwanego scratchingu, czyli takim przesuwaniu płyty winowej na powierzchni gramofonu, aby stworzyć nowe wcielenie utworu się na nim znajdującego. Zabieg ten był szczególnie charakterystyczny dla wykonawców hip hopowych tamtego okresu, z czym kojarzony jest do dziś. 

W kolejnych dwóch latach swojej pracy, Rybczyński stworzył klipy dla takich artystów jak Pet Shop Boys („Opportunities”), Yoko Ono („Hell In Paradise”), Lou Reed („The Original Wrapper”), Cameo („Candy”), czy pośmiertnie John Lennon („Imagine”). To właśnie ten ostatni teledysk, nie tylko okazał się jednym z istotniejszych w karierze Rybczyńskiego, ale i technik filmowych w ogóle. Jako jeden z pierwszych, reżyser wykorzystał w swojej działalności technikę HDTV, która pozwoliła na stworzenie obrazu nie tylko o wyższej rozdzielczości oraz ostrości, ale co za tym idzie również i jakości. „Imagine” w interpretacji Rybczyńskiego zostało wyróżnione nominacją w kategorii najlepszy film krótkometrażowy festiwalu filmowego w Canness w roku 1987, ostatecznie nie zgarniając głównej nagrody. 

Popularność, jak i umiejętności reżysera sprawiły, że w roku 1986 został wyróżniony prestiżową statuetką MTV VMA Michael Jackson Video Vanguard Award za znamienne zasługi dla sztuki teledysku oraz współczesnej popkultury. Pomimo, że była to dopiero trzecia gala rozdania MTV Video Music Award, Rybczyński nie pogardził tym jednak bardzo komercyjnym z dzisiejszej perspektywy wyróżnieniem. Tym samym stał jest jednym z siedmiu reżyserów wideoklipów wyróżnionych tym tytułem, oraz jedynym nieanglosaskim laureatem statuetki Moon Mana, mogąc pochwalić się przynależnością do grupy takich osobistości jak Madonna, Kanye West, Missy Elliott, Beyoncé, czy Michael i Janet Jacksonowie. 

Powrót na ziemię

Wraz z przyznanymi mu w latach 80. wyróżnieniami, Rybczyński zaczął powoli odchodzić od tworzenia teledysków, chcąc powrócić na łono kina, choć niekoniecznie krótkometrażowego. Choć jeszcze w ‘87 zrobił kilka wyjątków, jak chociażby dla Micka Jaggera, tak był to ostatni regularny rok jego działalności dla przemysłu fonograficznego. 

Wraz z przełomem dekady, skupił się na tworzeniu dłuższych form filmowych, pozostając bliskim swoim eksperymentalnym korzeniom. Pierwszym z nich był eksplorujący tajemnice czwartego wymiaru „The Fourth Dimension” (1988), gdzie za muzykę odpowiadał sam Michał Urbaniak. Drugim był „The Orchestra” (1990) za co został wyróżniony nagrodą Emmy za najlepsze efekty specjalne. Trzecim natomiast był „Kafka” (1992), doceniony głównie przez krytyków za spektakularne posłużenie się iluzją oraz proporcjami reżyserowanych postaci oraz obiektów. „Kafka” był jego ostatnim dziełem Rybczyńskiego w XX wieku, by swój kolejny krótkometrażowy film, „The Vision”, opublikować dopiero w roku 2010. 

Pomimo niewątpliwych osiągnięć Zbigniewa Rybczyńskiego jeśli chodzi o sztukę filmową oraz muzyczną, był dla mnie postacią praktycznie anonimową, a być nie powinien. Niech zatem zasługi Rybczyńskiego dla współczesnej popkultury idą w świat, bo z pewnością zasługuje na pamięć i na szacunek tych, którym obrazowana przez niego muzyka w duszy gra.