Kiedy dojrzałeś do tego, by być dobrym ojcem?

Dotarło do mnie w momencie, w którym zapadła decyzja, że chcę być ojcem w ogóle. Moment, w którym mój syn się urodził, był jednym z najpiękniejszych w moim życiu. To było wspaniałe przeżycie. Do dziś pamiętam każdy moment, zupełnie jakby to się wydarzyło wczoraj. Pierwszy go wziąłem z rąk pielęgniarek, zabrałem go do tego miejsca, gdzie się dziecko myje, słyszałem ten pierwszy krzyk i poczułem, że wszystko we mnie się totalnie zmienia. Natychmiast...

To poezja. A proza życia?

Wróciłem do sportu. Kupiłem wtedy mieszkanie na poddaszu w budynku bez windy. A wiesz, jak to jest, z wózeczkiem się tak łatwo nie wchodzi. Syn musi widzieć, że tata na drugim piętrze nie pęka! To dało mi poważną motywację. Miałem wtedy trzydzieści lat, a to jest trudny moment dla faceta, bo z jednej strony masz ciągle tę naturalną siłę, która ci mówi, że wszystko jeszcze możesz, ale z drugiej strony dostrzegasz, że nie wszystko ci już wychodzi bez rachunku. W opiekę nad Stasiem od początku się bardzo mocno wkręciłem i już po dwóch tygodniach sami zostawaliśmy. Kupiliśmy laktator i go normalnie sam karmiłem. Nie pamiętam, żebym miał jakieś większe problemy. Mamy po prostu akurat nie było w domu i musieliśmy sobie sami dawać radę. Byliśmy tak blisko, że brałem go na ręce, a on od razu próbował ssać mi biceps. Jakie to było świetne! Starałem się nawiązać z nim więź od samego początku. Uczyłem się. Zanim się urodził, chodziłem do szkoły rodzenia, chciałem być przygotowany. Myślałem, że będę pluł sobie w brodę, jeśli coś pójdzie źle, bo ja czegoś nie wiedziałem, nie rozpoznałem, nie nauczyłem się. W życiu jak w muzyce, jeśli nauczysz się podstaw, to potem musi być już łatwiej. Nie boisz się na przykład w restauracji zmienić dziecku pieluchy, bo wiesz, robiłeś to już, potrafisz. Później wiadomo, jakie jest życie muzyka, trasy koncertowe, nagrania, przyszły lata, że mieliśmy ze Stasiem urywany kontakt, ale wciąż bardzo silną relację. Stale do siebie dzwonimy. Ale to nie jest fajne, kiedy wyjeż- dżam w trasę i nie ma mnie miesiąc, dwa i wszystko, co mamy, to ten kontakt telefoniczny. Mimo tego mam wrażenie, że udało nam się wypracować dobry model. Wracam i gdzieś we dwóch jedziemy.