Cały plan przedstawiony przez Johnsona, który bez wielkiej przesady można określić mianem „zielonej rewolucji” składa się z dziesięciu punktów, które w dość ogólny sposób określają, co Wielka Brytania powinna zmienić, aby w ciągu najbliższych 30 lat osiągnąć emisyjną neutralność. Wśród nich znalazły się aktywności, których nie sposób krytykować, takie jak założenie chronienia terenów leśnych i sadzenie nowych drzew oraz zwiększenie liczby elektrowni wiatrowych. Inne z kolei mogą budzić większe kontrowersje i w tym zdecydowanie przoduje punkt czwarty, który mówi o samochodach.

Brytyjski rząd chce przyspieszyć rozwój popularności samochodów elektrycznych i zamierza osiągnąć ten cel za pomocą dość radykalnych kroków. Jeśli wierzyć Johnsonowi, Po 2030 roku nie będzie można sprzedawać samochodów z silnikami spalinowymi – dotyczy to zarówno tych benzynowych, jak i Diesli. Uważane za zdecydowanie bardziej przyjazne środowisku pojazdy o napędzie hybrydowym mają otrzymać taryfę ulgową, ale nie będzie ona trwała długo – ich sprzedaż ma być dopuszczalna do 2035 roku. Po przekroczeniu tej granicy jedynymi nowymi samochodami, jakie będzie można kupić na terenie Zjednoczonego Królestwa, będą auta elektryczne. Trudno przewidzieć, jakie to będzie miało skutki dla rynku motoryzacyjnego, ale można się spodziewać, że jeśli plan wejdzie w życie, to używane auta spalinowe z lat 2025-2030 staną się bardzo pożądanym towarem. Rząd ma wspomóc cały proces konkretnymi kwotami. 1,3 miliarda funtów ma zostać przeznaczone na stworzenie infrastruktury do ładowania „elektryków”, a kolejne niemal 600 milionów ma być przekazane jako dopłaty do zakupu tych pojazdów.

I choć szef brytyjskiego rządu zapowiada, że wprowadzenie tego planu w życie nie tylko okaże się zbawienne dla planety, ale również spowoduje utworzenie około 250 tysięcy nowych miejsc pracy, to z miejsca odezwały się głosy krytyczne na temat tego pomysłu. Niektórzy politycy zwracają uwagę, że realizacja zapowiedzianych przedsięwzięć będzie niezwykle trudna chociażby ze względu na brak odpowiednich funduszy (jeden z punktów planu zakłada między innymi budowę elektrowni atomowych). Niewykluczony jest też scenariusz, że Boris Johnson chce dzięki swojemu „zielonemu planowi” odwrócić uwagę od obecnych problemów Wielkiej Brytanii, która – podobnie jak wiele innych krajów – dość średnio radzi sobie ze skutkami pandemii koronawirusa.