„New Frontiers” – o czym jest tak gra?

Gracze wcielają się w zarządców galaktycznych imperiów, których zadaniem będzie powiększanie i unowocześnianie podległych planet. Podobnie jak w przypadku wielu tytułów ekonomicznych, odpowiednio budowane imperium z każdą rundą powinno działać coraz sprawniej i pozwalać na korzystanie z zupełnie nowych akcji i przywilejów.

Tak się złożyło, że kolejny raz w naszych czwartkowych tekstach gości planszówka osadzona fabularnie w kosmosie. Jednak oba artykuły, ten i recenzja gry „Nowy Wspaniały Świat” sprzed dwóch tygodni, są doskonałym dowodem na potwierdzenie tezy, że gdy rodem z przestrzeni kosmicznej nie muszą być do siebie bardzo podobne. Wizualnie gra nie wyróżnia się na tle innych planszówek w podobnym stylu, choć na podkreślenie zasługuje jakość wykonania. Już po pierwszy rozgrywkach czuć, że grube plansze i kafle długo będą się trzymać w niezłej kondycji. Wracając jeszcze na sekundę do oprawy graficzne, nie byłbym sobą, gdybym nie napisał dwóch zdań o kaflach planet. Jestem typem gracza, który uwielbia gry dobrze rozrysowane na planszy. Jeśli siadam do jakiejś nowości i potrafią odgadnąć część mechaniki na podstawie samej planszy, jestem najszczęśliwszy. Tutaj gra nie dała mi takiej szansy. Co prawda, akcje są rozpisane naprawdę dobrze, ale zrozumienie, że inaczej działają planety z kolorami polami niż te z barwnymi obwódkami zajął mi dobrą chwilę.  

„New Frontiers” – bardzo krótki przegląd zasad

W tej grze dążymy do tego, by na koniec gry zebrać jak największą liczbę punktów zwycięstwa. Jak to zrobić? Poszerzając wpływy swojego imperium o nowe planety, rozwijając te już podległe, a także sprzedając z zyskiem produkowane na nich dobra. Będziemy starać się to przeprowadzać poprzez szereg akcji: Izolacja, Rozwój Technologii, Odkrywanie nowych planet, Kolonizacja, Produkcja, Sprzedaż i konsumpcja, a także wysyłanie dyplomatów.

 Tutaj pojawia się pierwsza cecha szczególna „New Frontiers”. Każdy z graczy będzie miał możliwość wybrania akcji, którą wykonają również wszyscy pozostali uczestnicy. Ten sprytny manewr bardzo urozmaica mechanikę gry. Teraz nie tylko musisz zaplanować najlepszą dla siebie kolejność wykonywania akcji, ale też musisz postarać się, by być przygotowanym na jej modyfikację. W praktyce oznacza to, że model działania opierający się na wybieraniu akcji, na które rywale są nieprzygotowani jest bardzo skuteczny. Widzicie, że jesteście jedynymi graczami z zasobem gotówki? Wybieracie kupno nowych technologii. Nikt poza wami nie ma dóbr gotowych do sprzedaży? Wskazujecie akcje handlu. 

W ten sposób rozwijacie swoje imperium aż nadejdzie jeden z trzech momentów, w których gra się kończy: przynajmniej jeden z graczy ma skolonizowanych więcej niż 7 planet, w puli głównej zabrakło punktów zwycięstwa lub w pozostało mniej niż pięciu kolonistów do wynajęcia. To drugi ciekawy mechanizm tej gry. Gracze są w stanie sterować jej długością. Jeśli na początku gry zebraliście sporo punktów, ale z biegiem rozgrywki widzicie, że „silniczki” przeciwników niepokojąco się rozkręcają, będziecie dążyć do jak najszybszego końca partii. Gra wedle autorów jest przewidziana na 45 do 75 minut i wydaje mi się, że to realistyczne szacunki. 

„New Frontiers” – co znajdziemy w pudełku?

Jeśli zamówicie „New Frontiers” pocztą, czeka was niespodzianka. Uprzedzam – paczka będzie ogromna! Nowe wydawnictwo Portal Games to naprawdę spora rozrywka. Dosłownie i w przenośni. Pudełko z miejsca stało się jednym z największych na mojej planszówkowej półce.

Wszystko za sprawą ogromnej liczby kafelków i grubych tekturowych elementów. Jeśli lubicie, kiedy gra planszowa „swoje waży”, to pokochane „New Frontiers”. Jednak jeśli szukacie tytułu idealnego na wakacje z plecakiem, wasz wzrok powinien zwrócić się w inną stronę.

W pudełku znajdziecie:

  • 8 plansz Imperium
  • 60 znaczników dóbr (robią wrażenie!)
  • 60 Kolonistów
  • 2 plansze Technologii
  • 56 kafli Technologii
  • 60 kafli planet w woreczku
  • 7 kafli Akcji
  • 8 kafli Celów
  • 5 Złotych Magazynów
  • 2 płytki z opisami przygotowania gry i planet
  • 40 żetonów Zwycięstwa
  • 56 żetonów Kredytów Galaktycznych
  • 1 tor pierwszeństwa
  • 10 pionów graczy
  • instrukcja

„New Frontiers” –  plusy i minusy

Plusy

  • ciekawa mechanika wyboru akcji
  • łatwość budowania „silniczka”
  • krótsza, bardzo zwarta rozgrywka

Minusy

  • niewyróżniająca się oprawa graficzna
  • nieintuicyjne oznaczenia na kaflach planet
  • bardzo duża liczba kafli technologii może być obezwładniająca

„New Frontiers” –  podsumowanie

Dla kogo powstała nowa gra wydawnictwa Portal Games? Moim zdaniem dla miłośników budowania mechanizmów na własnej planszy, którzy w codziennym graniu nie mają siły i ochoty patrzeć jak ich silniczek powoli nabiera prędkości. Tutaj wszystko jest skrócone do minimum. Wybierasz technologię, dodajesz od pola gry i jej wpływ odczujesz już w następnej rundzie. Myślę, że „New Frontiers” dobrze sprawdzi się jako tzw. gra codzienna. Co to oznacza? To tytuły, które nie wymagają wielkiej ilości czasu, ich zasady nie są bardzo skomplikowane, a mimo to pozostawiają zabawę z budowania mechanizmów i regrywalności. Wszyscy znamy gry, w które gramy do przesyt w pierwszych dniach po zakupie, a później stawiamy na półce i nie podnosimy przez kilka miesięcy. Moim zdaniem „New Frontiers” ma szansę znaleźć się w całkowicie przeciwnej grupie czyli wśród gier, które lądują na stole co kilka tygodni, ale za to przez wiele lat.

 

Egzemplarz recenzencki gry został udostępniony przez wydawnictwo Portal Games. Dziękujemy!

CZYTAJ TEŻ: Wydaje ci się, że masz żyłkę do pieniędzy? Powinieneś spróbować swoich sił w tych 5 grach ekonomicznych

ZOBACZ: Razem przyjemniej, ale czy łatwiej? Oto 5 gier kooperacyjnych, w które możesz zagrać ze znajomymi

ELLE MAN POLECA: Brakuje ci partnera do gry? Oto 5 gier planszowych, w które możesz zagrać samemu