Volkswagen Touareg V8: skromnie już było

Touareg to nazwa ludu zamieszkującego południową część Sahary, prowadzący wędrowny tryb życia. Tuaregowie są dzielnymi ludźmi, którzy bez względu na niekorzystne warunki atmosferyczne i burze piaskowe prowadzą swoje wielbłądy do kolejnej osady. To także ludzie, którzy nigdy nie poddali się żadnej władzy państwowej i nawet wielokrotne próby ich spacyfikowania nie zakończyły się powodzeniem, a słowo „Tuareg” stało się synonimem człowieka wolnego. W moje ręce trafił samochód, noszący nazwę walecznego ludu pustyni, który nikomu się nie kłania i z dumą prowadzi swoje tradycyjne życie w skrajnie niekorzystnych warunkach.

Trzecia generacja terenowego Volkswagena znacznie różni się od dwóch pozostałych. Touareg wyraźnie wydoroślał i wyprzystojniał. Przestał być SUV-em, potrafiącym bez przeszkód zapuścić się w najdalsze zakątki krajobrazu, a bliżej mu do luksusowej limuzyny, którą zdecydowanie bardziej w dobrym tonie jest podjechać pod Hotel de Paris w Monte Carlo, niż przedzierać się przez krzaki w drodze do domku na Mazurach. Nowy Touareg jest zupełnie innym typem, niż jego ojciec i dziadek. O wejściu do motoryzacyjnej arystokracji może świadczyć fakt, że płyta podłogowa, na której został postawiony, wykorzystywana jest również przez Audi Q7, Porsche Cayenne, Bentleya Bentaygę i Lamborghini Urusa. Przyznacie, że to dobry rodowód. A powiem wam więcej, Touareg z nich wszystkich był pierwszy!

Volkswagen Touareg V8: jakby luksusowo

Mocarny przód i ogromnych rozmiarów grill pochłaniający LED-owe, adaptacyjne reflektory to jego znak rozpoznawczy. Jest jak Richard Kiel, grający słynnego „Buźkę” w filmie „szpieg, który mnie kochał”. Najpierw zwracamy uwagę na jego tytanowy uśmiech, a dopiero potem na ogromnych rozmiarów posturę. Trzeba przyznać, że budzi respekt. Ogromna, prawie 5-metrowa karoseria poprzecinana jest prostymi liniami, które nadają jej lekkości. Ekstrawagancją projektantów było uwydatnienie błotników, nawiązujących do terenowej historii modelu. Wszystko wygląda bardzo smacznie i w zasadzie na masce Touarega mogłoby widnieć logo każdej luksusowej marki.

Kabina Touarega jest jak luksusowy salon. Niczego tu nie brakuje, a materiały użyte do wykończenia są najwyższej jakości. Tu skóra pachnie skórą, a na listwach, pod palcem wyczuć można poszczególne słoje. Fotele są gigantycznie wielkie i zapewniają bajeczny komfort podróżowania. To zdecydowanie najlepsze siedzenia w klasie. W drugim rzędzie wygodnie usiądą 3 dorosłe osoby, a miejsca na nogi jest więcej niż klasie biznes podczas lotów międzykontynentalnych. Można tu odpocząć jak w limuzynie. Nawet grube, mięsiste dywaniki, w których bez problemu zatopicie całe palce u stóp, zdają się mówić, że możesz tu wejść w sportowych butach, ale tylko tych od Alexandra McQueena. Pozwolicie, że bagażnik pominę milczeniem. Prawdopodobnie nie znam tylu luksusowych marek, by wymienić je wszystkie, a z pewnością ich wyroby spokojnie zmieszczą się w czeluściach tej jamy.

Volkswagen Touareg V8: elegancki mocarz

Słyszałem, że nie wygląd robi z człowieka arystokratę, lecz jego szlachetna dusza. Pod maską Volkswagena pracuje 4-litrowy (słownie: czterolitrowy), podwójnie doładowany, wysokoprężny silnik o mocy niebotycznych 422, nie koni, a bizonów mechanicznych! Ale nie moc a moment obrotowy robi tu największe wrażenie. 900 (tak, tak dziewięćset) Nm dostępnych jest już od 1250 obrotów, czyli po dmuchnięciu w pedał przyspieszenia. Ten silnik nie jest robotnikiem rodem z ciężarówki, a wyrafinowaną konstrukcją, którą do niedawna spotkać można było pod maską Porsche Cayenne i Panamera. To, co się dzieje po wciśnięciu „gazu do dechy” przypomina wystrzelenie promu kosmicznego z przylądka Canaveral. Ten prawie dwuipółtonowy kolos pierwsze 100 km/h osiąga już po 4,9 sekundy! To wartość zarezerwowana dla samochodów sportowych. Prędkość maksymalna została ograniczona do 250 km/h, ale po jej zdjęciu Touareg bez problemu rozpędziłby się do 280 km/h, a może byłby w stanie pojechać jeszcze szybciej! Nieważne z jaką prędkością jedzie, zawsze zachowuje pełną moc i siłę, by przeć dalej do przodu. Na autostradzie zachowuje się przy tym jakby był przyklejony do nawierzchni. Jest obłędnie komfortowy, ale jednocześnie precyzyjny i bardzo poręczny. To niewiarygodne, ile on potrafi. Wydaje się, że bez problemu byłby w stanie pociągnąć nie wielką motorówkę, lecz całą marinę! Niestety, nie miałem możliwości sprawdzenia jego dzielności w terenie i wcale tego nie żałuję, bo znane off-roadowe przysłowie mówi „im lepszą masz terenówkę, tym dalej zajedziesz i tym dalej będziesz miał po traktor, który cię wyciągnie”. Traktor w tym przypadku miałbym bardzo daleko.

Volkswagen Touareg V8: imperialna ewolucja

Nowy Volkswagen Touareg V8 z wędrownego Berbera przeobraził się w arabskiego szejka. Jest bogaty, dumny i sięga po swoje. I choć emanuje z niego bogactwo, pamiętajcie, że to wojownik pustyni i trzykrotny zwycięzca morderczego Rajdu Dakar. Prawdopodobnie największą wadą tego samochodu jest jego cena, ale moim zdaniem tak dopracowana maszyna musi swoje kosztować. Pytanie, czy klienci podzielają moje zdanie pozostawiam bez odpowiedzi. Czas pokaże ile tych aut spotkamy na ulicy.