Tajny eksperyment

Wyobrażam sobie, że zmęczeni dostosowywaniem się do kolejnych norm emisji spalin i przepisów dotyczących ekologii inżynierowie, zamykali się po godzinach w tajnej hali i eksperymentowali z różnymi podzespołami, które udało im się po cichu wynieść z zakazanych magazynów. Podczas jednego z eksperymentów coś poszło nie tak i jeden z opracowywanych tajnych projektów niechcący trafił na linię produkcyjną. Ktoś nieopatrznie oparł się o przycisk z napisem „start”, linia ruszyła, a po kilku godzinach z jej końca zaczęły zjeżdżać Volkswageny T-Roc ze znaczkiem „R”. To oczywiście jedynie moje przypuszczenia, ale przyznacie, że nie są pozbawione sensu. Bo czy przy całym tym downsizingu i wpychaniu pod maski samochodów malutkich silniczków którykolwiek księgowy zgodziłby się, żeby w miejskim SUV-ie zamontować dwulitrowy motor o mocy 300 KM?

Tekst o Volkswagenie T-Roc znajdziecie w tym miejscu, dlatego pozwolicie, że nie będę drugi raz pisał o proporcjach nadwozia, wysokości zawieszenia, czy pojemności bagażnika. Skupię się na tym, co niemieccy inżynierowie przemycili do tego niewielkiego samochodu. Z dziennikarskiego obowiązku napiszę jedynie, że zmieniona została identyfikacja modelu i owalne światła do jazdy dziennej LED zostały zastąpione poprowadzonymi skośnie w dół zderzaka świetlnymi listwami. Jeśli zobaczycie go w lusterku, radzę wam zjechać na prawy pas, bo rywalizacja z T-Rockiem nie ma najmniejszego sensu. Najważniejsze jest bowiem to, co schowane zostało pod charakterystyczną dla najmocniejszych Volkswagenów niebieską karoserią. 

Szalony i zwariowany

Pod maską znalazł się dwulitrowy, doładowany, benzynowy motor o mocy 300 KM i momencie obrotowym 400 Nm! Podczas wieczornej rozmowy z kolegą z branży motoryzacyjnej doszliśmy do wniosku, że T-Roc R jest jak młody byczek na łące pełnej atrakcyjnych jałówek. Podczas, gdy inne byki spokojnie obserwują sytuację, on skacze, bryka i gania w kółko rycząc jak podrażnione przez torreadora zwierzę. Z jednej strony prowadzi się bardzo lekko i przewidywalnie, nie dając żadnych oznak swojego dzikiego charakteru. Szczególnie w trybie EKO i COMFORT nie zdradza swojej dzikiej natury. Automatyczna, dwusprzęgłowa skrzynia biegów DSG zmienia przełożenia w taki sposób, że przy 50 km/h zapina piąty bieg. Na szczęście wysoki moment obrotowy pozwala na sprawne rozpędzanie i dość niskie obroty nie denerwują kierowcy. Myślę, że to jest właśnie ten ukłon w stronę urzędników Unii Europejskiej, pilnujących cyfr po przecinku.

Jednak, gdy niechcący, niby przypadkiem wciśniecie przycisk MODE na pokrętle zmiany trybów jazdy i równie niechcący dotkniecie na ekranie centralnym ikonę z napisem RACE, ten nieśmiały, przeżuwający niespiesznie koniczynę byczek, zmienia się w oszalałego buhaja, tratującego wszystko i wszystkich na swojej drodze. Skrzynia natychmiast zbija przełożenia do drugiego biegu, a napęd na wszystkie koła wystrzeliwuje SUV-a przed siebie. Pierwsze 100 km/h pojawia się na liczniku po 4,7 sekundy, a prędkość maksymalna została ograniczona do 250 km/h. komfortowe dotąd zawieszenie robi się sztywne i sprężyste, by jak najlepiej pokonywać zakręty. Przyczepność w zakrętach jest ogromna, a granica bezpieczeństwa wydaje się nieosiągalna dla przeciętnego kierowcy. Prędzej obleci  was strach, niż Volkswagen zacznie piszczeć oponami. Wygląda na to, że nasz byczek ma na kopytach piłkarskie korki. Co ciekawe, idealny rozkład napędu 50/50 powoduje, że nie ma szans na żadne uślizgi nawet na mokrej nawierzchni.

Niebieska tabletka?

T-Roc R kryje w sobie jeszcze jedną niespodziankę. Tradycyjny układ wydechowy ustąpił miejsca wyczynowemu firmy Akrapović. Mniej zorientowanym w świecie tuningu podpowiem, że marka produkując sportowe tłumiki do samochodów sportowych i motocykli stała się kultową. Wydech został skonfigurowany w taki sposób, że przy każdej zmianie biegów czterech rur wydobywa się seria warknięć, a przy odjęciu nogi z gazu i redukcji generowana jest  kanonada wystrzałów niedopalonego paliwa, powodująca odruchowe przemieszczanie się kącików ust w kierunku uszu. Nie wiem, czy samochód można porównać do afrodyzjaku, ale za kierownicą T-Roca poczułem się młodszy i bardziej atrakcyjny. Do tej pory nie mam pewności, czy przedstawicielki płci pięknej zwracały uwagę na kierowcę, czy samochód w kolorze Niebieski Lapiz Metalic i czarnymi 18-calowymi felgami Spielberg. Nazwa felg nie pochodzi od nazwiska znanego reżysera, a od toru Formuły 1 w Austrii.

Cieszę się, że producentów stać jeszcze na odważne decyzje, a księgowych na fantazję, pozwalającą na konstruowanie szalonych samochodów. Myślę jednak, że T-Roc R może być efektem eksperymentu inżynierów, a księgowy w dalszym ciągu siedzi zatrzaśnięty w jakimś pomieszczeniu. Proszę nie szukajcie go i nie wyłączajcie linii produkcyjnej. Niech ten szalony Volkswagen będzie z nami jak najdłużej.

CZYTAJ TEŻ: Suzuki SX4-S Cross Hybrid – ekologia wcale nie psuje zabawy

ZOBACZ: Yamaha NMAX 125 – lekki skuter przyprawiony dużą dozą sportowego charakteru

ELLE MAN POLECA: „Projekt samochodu jest jak obraz – nigdy nie jest skończony” - wywiad z Jackiem Frohlichem, szefem działu projektantów marki BMW