Parafrazując słynne powiedzenie można by rzec, że Volkswagen Golf jaki jest, każdy widzi. To chyba jedyny model w historii, którego rozpoznanie nie stanowi żadnego problemu nawet dla laika i tylko postawienie wszystkich generacji obok siebie jest w stanie wykazać różnice pomiędzy poszczególnymi generacjami. Naturalnie, auta różnią się od siebie wieloma detalami stylistycznymi, kształtem świateł i wielkością (każda kolejna generacja jest większa od poprzedniej), ale koncepcja nadwozia uwzględniająca mocno ścięty tył i szeroki ostatni słupek pozostały niezmienione do dziś.

Volkswagen Golf GTE – Taki sam, a jednak inny

Golf VIII swoją linię stylistyczną rozwinął w poziomie. Reflektory przednie mocno zachodzą na błotniki, a poczucie zwiększonej szerokości potęguje listwa biegnąca przez cały przód od krawędzi lewego światła, przez grill, aż do krawędzi światła prawego. Podobnie rzecz ma się z tyłu, gdzie w pełni ledowe światła głęboko wcinają się w klapę bagażnika. Ciekawie prezentuje się także przedni zderzak, który w zależności od wersji napędowej otrzymał różną identyfikację. Testowany przeze mnie egzemplarz to wersja GTE, czyli hybryda Plug-in. W tej konfiguracji dolna część zderzaka otrzymała niezwykle szeroki „uśmiech” dotykający niemal do linii nadkoli. Względem poprzenika, czyli Golfa VII generacji, zrezygnowano jednak z przysadzistych świateł do jazdy dziennej, które w naszym przypadku wróciły na swoje miejsce, czyli do reflektorów głównych.

Ponieważ nazwa hybrydowego Golfa brzmi GTE, nie mogło zabraknąć dużych kół. Testowany egzemplarz wyposażony został więc w ogromne, jak na przedstawiciela klasy kompakt 19-calowe felgi. Auto jest także zawieszone o … cm niżej względem „cywilnej” odmiany. Całość wygląda bardzo bojowo i zdradza, że pod maską znajduje się coś więcej, niż tylko downsizingowy silnik mający spełniać coraz bardziej restrykcyjne normy emisji spalin.

Volkswagen Golf GTE – Sportowy inaczej

Podstawą jednostki napędowej Golfa GTE jest niewielki, motor benzynowy 1.4 TSI o mocy 150 KM, wspomagany przez elektryczny silnik generujący dodatkowych 109 KM. Łączna moc tego zestawu to 245 KM. Czy ta wartość czegoś wam nie przypomina? Zgadza się, taką samą moc rozwija najnowszy GOLF GTI! Różnice w ciężarze obydwu odmian są jednak dość znaczące, więc i osiągi nieco różnią się od siebie. Golf GTI dysponuje bowiem dwulitrowym silnikiem generującym 370 Nm i masą własną 1463 kg, podczas gdy hybrydowy GTE rozwija moment obrotowy równy 400 Nm, ale waży 1624 kg!. To tak, jakby stanąć do wyścigu z dwoma rosłymi mężczyznami na tylnej kanapie. Różnice w sprincie do 100 km/h nie to zaledwie pół sekundy (GTI 6,2 s a GTE 6,7 s), ale na mecie to cała długość samochodu. Różnice widać również w prędkościach maksymalnych: GTE rozpędzi się do 225 km/h, a GTI do ograniczonych elektronicznie 250 km/h. Wynika to nie tylko z różnic w ciężarze pojazdów, ale i rodzajów skrzyń biegów. GTI ma skrzynię DSG o 7 przełożeniach, a GTE skrzynię DSG 6-biegową. W codziennym ruchu miejskim jest to jednak kosmetyka, a na korzyść hybrydowego GTE przemawiają zupełnie inne parametry.

Volkswagen GTE to ekologiczna wariacja na temat sportowego hatchbacka, więc od prędkości maksymalnej ważniejsze są parametry takie jak: możliwość bezemisyjnej jazdy w centrum miasta, czy możliwość ładowania baterii z przydomowego gniazdka. I tu Golf GTE wkracza do elitarnego klubu samochodów, którymi w kompletnej ciszy zawieziemy dzieci do szkoły, a po skończonej pracy delektować się będziemy łagodnością elektrycznego napędu i świetnego zestawu audio. W pełni naładowane akumulatory pozwoliły mi na pokonanie dystansu 53 kilometrów i wcale nie byłem zawalidrogą. Dystans pozwolił mi na bezproblemowe dotarcie z Jabłonny do Warszawy w porannym szczycie oraz powrót do Jabłonny, a prądu wystarczyło jeszcze, żeby bez stresu znaleźć miejsce parkingowe w ścisłym centrum miasta. I ja to kupuję, bo gdy chcę samochód jest ekologiczny i komfortowo cichy, a gdy mam ochotę pobawić się, dynamiczny układ napędowy i świetne zawieszenie dają mi taką możliwość. W trybie hybrydowym nowy Golf GTE jest bowiem autem ponadprzeciętnie dynamicznym i zachowuje się jak rasowy Hotchatch. Reakcja na wciśnięcie pedału przyspieszenia jest bardzo szybka, a precyzyjny układ kierowniczy prowokuje do sprawdzenia granic przyczepności. Samochód bardzo lubi zakręty i jest w nich doskonale przewidywalny i stabilny.

Podobnie sprawa ma się podczas długich przejazdów autostradą. Kabina jest bardzo dobrze wyciszona i czuć, że księgowi nie oszczędzali na materiałach tłumiących hałas, a średnie zużycie paliwa na trasie Warszawa – Toruń – Warszawa to równe 6,3 l/100 km! Przypominam, że ten Volkswagen dysponuje mocą 245 KM!

Volkswagen Golf GTE – Cyfrowe wnętrze

Rewolucja dokonała się za to we wnętrzu Golfa VIII generacji. Podstawą komunikacji z samochodem są 2 ekrany umieszczone w jednej linii przed oczami kierowcy. Trochę trzeba przyzwyczaić się do nowej architektury deski rozdzielczej, bo zniknęło z niej kilka kluczowych elementów. Najważniejszym jest brak klasycznego panelu klimatyzacji, a wszystkie funkcje sterowania nawiewem, podobnie jak reszta funkcjonalności dostępna jest teraz z poziomu menu ekranu centralnego. Volkswagen pozostawił co prawda szczątkowy panel z dotykowymi przyciskami bezpośredniego dostępu, ale żeby zmienić kierunek nawiewu powietrza trzeba oderwać wzrok od jezdni na znacznie dłużej niż ułamek sekundy.

Podobnie ma się z menu systemów asystujących, które przedstawiono w formie graficznej. Ile ja się naszukałem wyłącznika asystenta pasa ruchu Lane Assist… Okazało się, że na ekranie, na którym widnieją sylwetki 3 aut muszę dotknąć palcem linię oddzielającą pasy ruchu, by wywołać to konkretne menu… Mało tego, czynność tę należy wykonać po każdym uruchomieniu silnika. Sprawne poruszanie się po menu nowego Golfa wymaga więc wcześniejszego treningu, ale jeśli nauczyliśmy się obsługi systemu iDrive z BMW, z pewnością damy radę i w tym przypadku.

Nie mogę się za to przyczepić do pozycji za kierownicą i wygody prowadzenia. Choć Golf GTE wyposażony został w kubełkowe, sportowe fotele, odważę się wygłosić opinię, że w kategorii ergonomii i komfortu nie mają sobie równych. Idealnie trzymanie boczne i fantastyczne podparcie dla pośladków i ud wprowadzają niemieckiego Hothatcha do „Ekstraklasy”. Jedynym minusem, jaki znalazłem (choć nie było to trudne), to wielkość bagażnika. Układ hybrydowy wymusił znalezienie miejsca dla akumulatorów trakcyjnych. Pojemność użytkowa części bagażowej to niestety skromne 273 dm3 (374 dm3 normalnie). Mniejszy o 10 litrów jest także zbiornik paliwa, do którego wlejemy maksymalnie 40 litrów benzyny. Przy zużyciu około 6 – 6,5 l/100 km, daje to jednak wciąż między 500, a 600 kilometrów zasięgu.

Z nowym Volkswagenem Golfem GTE spędziłem równy tydzień. W tym czasie pokonałem nieco ponad 1000 kilometrów różnymi drogami i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Niemcy znów wykonali kawał dobrej roboty. GTE jest nie tylko oszczędny, ale gdy zajdzie potrzeba staje się prawdziwym Hothatchem, będącym w stanie wyjechać na tor. Przyzwyczajenia wymaga zupełnie nowe menu systemu multimedialnego, ale to tylko kwestia treningu. Na koniec przytoczę jedno ze swoich przemyśleń: Kiedyś klasę kompakt nazywano „Klasą Golfa”. Po tygodniu spędzonym z tym autem przyznaję, że nic się w tej kwestii nie zmieniło. Klasa kompaktów wciąż jest „Klasą Golfa”.