Zacznijmy jednak od początku. Volkswagen up! powstał, ponieważ rynek zgłosił zapotrzebowanie na małe, figlarne pojazdy, którymi poruszać się będzie jedna, bądź dwie osoby, które od czasu do czasu chcą podrzucić gdzieś znajomych… Samochodzik jest malutki. Mierzy dokładnie 360 cm, a to stawia go w ścisłej czołówce najkrótszych samochodów na rynku. Z punktu widzenia miłośnika motoryzacji najciekawszym wydaje się oczywiście wersja GTI, ale stojąc u progu trzeciej dekady XXI wieku świat zwrócony jest w kierunku alternatywnych rodzajów napędów. Kwestią czasu było więc, by do oferty trafił „cyber brat” sportowego malucha – elektryczny Volkswagen e-up!

Zupełnie normalny

To sympatyczne małe autko niczym szczególnym nie zdradza, że napędzane jest energią z gniazdka i dopiero z bliska dostrzec można subtelną niebieską listwę pomiędzy reflektorami. Po włączeniu silnika auto komunikuje otoczeniu swoją ekologiczną naturę włączając światła do jazdy dziennej, o charakterystycznym kształcie, umieszczone w zderzaku. To element wspólny dla zelektryfikowanych Volkswagenów, a podobny zabieg stylistyczny znamy już z e-Golfa i Passata GTE. Nawet kluczyk jest tradycyjny i żeby uruchomić silnik należy włożyć go do stacyjki i przekręcić! W tym momencie do życia budzą się, uwaga! analogowe zegary, a bieg do przodu wrzucamy za pomocą tradycyjnego, grubego lewarka. Ten zabieg miał chyba na celu sprawienie wrażenia, że choć napędzany silnikiem elektrycznym, wciąż pozostaje normalnym samochodem w jego klasycznym wydaniu.

We wnętrzu przewidziano miejsce dla czterech pasażerów i muszę przyznać, że nawet na tylnej kanapie zmieszczą się dorośli mężczyźni, a z przodu miejsca jest aż nadto. Za kierownicą e-up!-a poczułem się jak w aucie o dwa numery większym. Proste kształty deski rozdzielczej, zaprojektowanej w układzie poziomym potęguje wrażenie przestronności. Fotele są wystarczająco obszerne, a zintegrowane zagłówki udają trochę sportowy charakter małego samochodu. Zaskoczyło mnie nieco podejście Volkswagena do multimediów miejskiego auta. Fabryczne radio zawiera jedynie podstawowe funkcje i muszę przyznać, że jego „wszechstronność” nie jest jego najmocniejszą stroną. Jednak na górze deski rozdzielczej znajduje się uchwyt do smartfona, który zmienia ascetyczne, jak na dzisiejsze czasy wnętrze w centrum rozrywki. Co ciekawe, producentowi udało się zmieścić obraz kamery cofania na malutkim wyświetlaczu. Pomysł z uchwytem na smartfona to moim zdaniem „strzał w dziesiątkę”, bo i tak większość z nas korzysta z nawigacji w telefonie, a dostęp do innych aplikacji jest wzorowy i bezpieczny. Rozwiązanie staje się wygodne szczególnie, gdy samochód używany jest przez kilka osób. 

Sportowa cisza

e-up! Napędzany jest silnikiem elektrycznym. Czego mogę więc się spodziewać pod maską? 81 KM i automatyczna skrzynia biegów o… jednym przełożeniu, zamieniają miejskiego Volkswagena w prawdziwy miejski gokart. Wydawałoby się, że nieduża moc nie jest w stanie zapewnić zadowalających osiągów, ale nic bardziej mylnego! Elektryczny silnik swoją moc i moment obrotowy uzyskują już od naciśnięcia pedału przyspieszenia. Pozwala to na wystrzelenie e-up!-a spod świateł w taki sposób, że zanim pozostali kierowcy wrzucą pierwszy bieg, wy będziecie już dobre 100 metrów z przodu. Na kolejnych światłach skupicie już na sobie wszystkie spojrzenia pozostałych uczestników ruchu, a i motocykliści zaczną traktować was poważnie, bo do 50 km/h większość nie będzie miała z wami szans.

Mały Volkswagen okazuje się także niezwykle dynamiczny i bardzo sprytny w miejskim ruchu. Kluczowe okazują się: zwinność auta, jego predyspozycje do przeskakiwania z pasa na pas oraz niesamowita elastyczność elektrycznego silnika. Mały Volkswagen wręcz prowokuje do ciągłej zabawy. Gdy zobaczysz lukę na pasie obok, musisz się w nią zmieścić. Potem w następną i następną… Nie możesz przestać. W zabawie zdecydowanie pomaga nisko umieszczony środek ciężkości oraz koła umieszczone w samych narożnikach nadwozia. O zaletach podczas parkowania nie muszę chyba nikogo przekonywać, a przepisy promujące samochody elektryczne w przestrzeni miejskiej tylko dopełniają listę zalet Volkswagena.

Ładowanie, ładowanie…

Zabawa kiedyś jednak się kończy… dokładnie po przejechaniu nieco ponad 220 kilometrów. Lepiej, żebyście mieli wtedy wolne 2 godziny, bo właśnie tyle trwa ładowanie baterii, które pozwoli wam na przejechanie kolejnych 100 km. Pełne ładowanie akumulatorów trwa około 4,5 godziny. Wszystko przez to, że maksymalny prąd ładowania z jakiego możecie skorzystać to 22 kWh. Auto nie zostało bowiem wyposażone w gniazdo szybkiego ładowania prądem stałym, które skróciłoby czas oczekiwania do niecałej godziny. Najkorzystniejsze pod względem kosztów będzie jednak ładowanie z domowego gniazdka lub wallboxa. Czas ładowania do 100% z wykorzystaniem ładowarki z bagażnika, będzie oscylował wtedy pomiędzy 5,5 godziny do nawet 10,5 godziny, ale jeśli macie dobra taryfę nocną, kosztuje to grosze. 

Po tygodniu fantastycznej zabawy nadszedł czas na pożegnanie Volkswagena e-up! Spotkanie z elektromobilnością w wykonaniu producenta z Wolfsburga pokazało mi, że powszechność motoryzacji napędzanej prądem jest już tylko kwestią czasu, a auta, które do niedawna były jedynie ciekawostka przyrodniczą, odważnie wkraczają do europejskich miast. e-up! jest samochodem praktycznym i kompletnym, bo przy całej swej ekologicznej otoczce jest po prostu zwykłym autem do codziennego przemieszczania się z domu do pracy. Za możliwościami maszyny nie nadąża niestety jeszcze infrastruktura ładowania, ale jej szybka rozbudowa i powszechność stacji także wydaje się tylko kwestia czasu, niedługiego czasu.

CZYTAJ: Volkswagen Multivan 6.1 – wakacje można mieć przez cały rok

ZOBACZ TEŻ: Peter Varga w ELLE MAN: Jak się projektuje Porsche? 

ELLE MAN POLECA: „Projekt samochodu jest jak obraz – nigdy nie jest skończony” - wywiad z Jackiem Frohlichem, szefem działu projektantów marki BMW