Żeby odpowiedzieć na to pytanie, należy spojrzeć na kilka ważnych zjawisk.

Po pierwsze: agonia silników diesla w Europie. W opublikowanym kilka dni temu głośnym artykule niemieckiego dziennika "Die Welt" padła teza, że Polacy odwracają się od modeli napędzanych olejem napędowym. Do tej pory Niemcy - z powodu coraz liczniejszych obostrzeń - pozbywali się swoich diesli, a nad Wisłą chętnie je skupowaliśmy. Dziennikarz "Die Welt" cytuje sprzedawcę samochodów Przemysława Vonau, który stwierdził, że "rynek jest już zaspokojony, poza tym rosną zastrzeżenia co do silników wysokoprężnych".

Zastrzeżenia dotyczą przede wszystkim zanieczyszczania powietrza. Chyba najdalej w działaniach legislacyjnych względem dieslów posunęli się właśnie Niemcy - będący w zasadzie ojczyzną tego rozwiązania - i zakazali ich wjazdów do największych miast. Robert Mularczyk, PR Senior Manager Toyota Motor Poland, stwierdził w rozmowie z "Money.pl", że Polskę też czekają ograniczenia.

Drugą ważną kwestią, powiązaną z poprzednią, są plany Mateusza Morawieckiego. Podczas grudniowego szczytu COP24 w Katowicach premier stwierdził, że resort finansów planuje wprowadzić podatek, który zniechęciłby Polaków do kupna samochodów o dużych pojemnościach silnika. Rozwiązanie miałoby dotyczyć importowanych używanych modeli z silnikami powyżej 2 litrów. Do tej pory - jak wskazują badania "AAA AUTO" - nad Wisłą najchętniej decydowaliśmy się na pojazdy o pojemności silnika 1.6 litrów. 

Oczywiście zmiany nie nastąpią od razu, ale należy mieć je na uwadze, kupując używany samochód.

I w końcu, co dla większości Polaków może okazać się kluczową wartością, nowe auta bardzo szybko tracą na wartości. W przypadku popularnych marek możemy stracić nawet... połowę wartości samochodu w ciągu trzech lat! Jeszcze gorzej sytuacja ma się z firmami luksusowymi, gdzie spadki sięgają nawet 70 proc. Kilka miesięcy temu amerykańska "Caravana" opublikowała listę pojazdów, które w ciągu trzech lat straciły najmniej. Na szczycie rankingu znalazły się Toyota Corolla, Honda CR-V i Toyota RAV4. Najgorzej w notowaniu wypadły Mercedes klasy C, Lexus GS 350 oraz Lexus IS.

Jakie więc używane samochody warto kupić w 2019 roku? Wskazujemy trzy modele, z których każdy wybierze coś dla siebie - mamy coś budżetowego, coś ekskluzywnego i coś ekologicznego.

Używany samochód, który warto kupić w 2019 roku: Ford Mondeo (2007-2014)

Fot. Ford

Brytyjski "The Telegraph" pisał, że z Mondeo jest jeden zasadniczy problem - to auto na tyle nieciekawe, że mało kto go pożąda. Tym lepiej dla ciebie, bo dzięki niskiej podaży, ceny modelu są naprawdę atrakcyjne. Na przykład za używaną wersję Titanium zapłacisz już nawet 20-30 tys. złotych, a oprócz świetnych wartości jezdnych otrzymasz również całkiem nowoczesne wyposażenie.

Używany samochód, który warto kupić w 2019 roku: Hyundai IONIQ

Fot. Hyundai

To stosunkowo nowy model, który do regularnej sprzedaży wszedł trzy lata temu. I właśnie ceny tych pierwszych modeli, z różnych względów, mocno spadły (ceny nowszych wciąż wahają się w pobliżu segmentu premium). Oprócz tego, że kupując IONIQa z 2016 czy 2017 roku nadal obowiązuje cię pięcioletnia gwarancja producenta, to jeszcze nie będziesz musiał przejmować się zapowiadanymi obostrzeniami w stosunku diesli. Dodatkowy plus za ciekawy design!

Używany samochód, który warto kupić w 2019 roku: BMW serii 4 Gran Coupe (2014-obecnie)

Fot. BMW

To stosunkowo nieznany model, więc i podaż na niego jest raczej niewielka. W dobie popularności SUV-ów, zmniejsza się zapotrzebowanie na auta w stylu właśnie Gran Coupe. To nie jest tani model, ale w stosunku do jakości i przyjemności z jazdy, jaką oferuje, cena jest naprawdę satysfakcjonująca.

Oczywiście to niejedyne używane modele, które warto kupić. Jeśli żaden z nich nie przypadł ci do gustu, zerknij na wspomnianą już listę opublikowaną kilka lat temu przez "Caravanę".