Pisaliśmy już wcześniej w tym roku, że Hubert Hurkacz (35. ATP) robi ostatnio naprawdę spore postępy. Najlepszym potwierdzeniem tego było wygranie pierwszego turnieju ATP w karierze. Polak okazał się najlepszy w Winston-Salem w Karolinie Północnej. Niestety Hurkacz nie miał nawet czasu na świętowanie i przede wszystkim odpoczynek, bo już na następny dzień (25 sierpnia w niedzielę) musiał lecieć do Nowego Jorku. W poniedziałek wyznaczono mu mecz z nieprzewidywalnym Jeremym Chardym (74. ATP).

CZYTAJ TEŻ: Wimbledon: Polak zagra z Novakiem Djokoviciem na prestiżowym turnieju tenisowym. Kim jest Hubert Hurkacz?

Ten brak odpoczynku okazał się decydujący. Polak rozegrał dość ciężki turniej w Winston-Salem – w jeden dzień zagrał aż dwa mecze, zaś ciężki finał z Benoit Pairem był przerywany z powodu pogody. Mimo iż Hurkacz ma 22 lata, to raczej niemożliwością jest, by tak szybko się zregenerować. Tym bardziej, że tak naprawdę był ciągle w ruchu w USA. Hurkacz lepiej zaczął mecz, bo wygrał pierwszą odsłonę. Później prowadził nawet 2-1 w setach, ale doświadczony, 32-letni Chardy zaczął grać lepiej i wykorzystał swoją szansę, ostatecznie pokonując zmęczonego Polaka.

Hurkacz po meczu ze łzami w oczach rozdawał autografy kibicom. Stał się kolejną ofiarą bezlitosnego harmonogramu – przed nim także Austriak Jurgen Melzer i Czech Lukas Rosol odpadali w 1. rundzie US Open po wygraniu Winston-Salem. Można podejrzewać, że gdyby grał we wtorek, to miałby więcej sił. Jeden dzień odpoczynku na tym poziomie gry jest często zbawienny.

Jednak da się wyciągnąć pewien plus z tej przegranej. Hurkacz w końcu posmakował, jak to jest grać pięciosetówkę. Do tej pory nigdy takiego meczu nie rozegrał. Niestety przegrana na pewno sprawi, że Hurkacz straci swoje 35. miejsce w rankingu. Polak zagra jeszcze w deblu na US Open w parze z Kanadyjczykiem Vaskiem Pospisilem. Ale tenisiści kiepsko wylosowali, bo trafili na braci Bob i Mike Bryanów, czyli 16-krotnych zwycięzców turniejów wielkoszlemowych w grze deblowej.