Po tym jak stał się sławny za sprawą roli w filmie „Tamte dni, tamte noce”, Timothée Chalamet szybko zaczął robić furorę za sprawą swoich stylizacji na czerwonym dywanie. Wystarczy spojrzeć na ten rok. Rozpoczął go w dosłownie lśniący sposób, gdy pojawił się na Złotych Globach ubrany w rzeczy od Louis Vuitton. Wiele osób wyróżniło w pierwszej kolejności wypełniony cekinami kombinezon na klatce piersiowej. To była zaledwie wprawka przed tym, co zobaczyliśmy na festiwalu filmowym w Wenecji. Tam podczas premiery filmu „Król” od Netflixa zjawił się w jedwabistym komplecie od Haider Ackermann.

Obie stylizacje ukazują konsekwencję stylu Chalameta, który najłatwiej określić jako gender fluid. Aktor wciąż musi wypełniać swoje obowiązkowi promocyjne w związku z „Królem”, gdzie gra główną rolę, więc nadarzyła się kolejna okazja, by zobaczyć go na czerwonym dywanie. Tym razem była to nowojorska premiera filmu Davida Michoda. Chalamet pojawił się na niej ubrany w całości w Givenchy.

ZOBACZ TEŻ: Timothée Chalamet na czerwonym dywanie. Oto stylizacje gwiazdy „Tamtych dni, tamtych nocy” [GALERIA]

Zacznijmy od czarnego garnituru. Jest on na swój sposób dyskretny; w końcu marynarka zapinana jest na jeden guzik. Owszem, ma klapy ostre, które są dość ostentacyjne w charakterze, ale nie zmienia to faktu, że garnitur wydaje się jak na Chalameta zaskakująco stonowany. Ale to co robi tak naprawdę całą stylizację, to żółty półgolf, który tworzy niesamowity kontrast kolorystyczny. Ten strój aktor wyciągnął z kolekcji Givenchy na sezon wiosna/lato 2020. Co jak co, ale branie wskazówek od projektantki Clare Waight Keller jest całkiem dobrym rozwiązaniem. Chalamet pokazuje, że taki wygląd może być zabójczy, więc warto się nim zainspirować.