Zakola, zaczes „na pożyczkę” czy fryzura „na mnicha” – tak wygląda łysienie adrogenowe. Winę za nie ponoszą głównie geny, a także tryb życia, stres, a nawet przesadne zamiłowanie do siłowni. Częste treningi powodują wzrost poziomu testosteronu, który stymuluje rozwój włosów na twarzy, ale hamuje ich wzrost na głowie. – Na szczęście można spowolnić ten proces – uspokaja stylista fryzur i właściciel studia Przyjemności w warszawskim Samym Centrum Wszechświata, Marek Bryczyński. Trzeba to robić cierpliwie, regularnie i nie oczekiwać spektakularnych efektów od zaraz. Dopóki cebulka nie jest martwa, możemy stymulować ją mezoterapią z komórkami macierzystymi lub osoczem bogatopłytkowym. – Samo nakłuwanie pobudza krążenie i cebulka jest lepiej dożywiona – tłumaczy. – Tam, gdzie włosy się przerzedzają, można zastosować wymyślony przez Japończyków implant, który pozwala zagęścić włosy. To jednak zabieg chirurgiczny. Jest też microblading – mikropigmentacja à la tatuaż, który imituje „jeżyka”. Ale gdy klient ma regularny kształt głowy, namawiam go, by obciął się na łyso. Wtedy wystarczy kupić maszynkę i raz na tydzień samemu się ogolić.

Sposobów na łysienie i zakola jest jednak więcej. Przedstawiamy 4 najpopularniejsze. I najbezpieczniejsze.

Sposób na łysienie numer 1: przeszczep XXI wieku

Słowo „przeszczep” do tej pory kojarzyło się z wielką blizną z tyłu głowy. To już przeszłość, technologia SmartGraft nie wymaga skalpela ani zakładania szwów. Zdaniem dr. Krzysztofa Mirackiego z Kliniki Miracki to przełom w transplantologii. – SmartGraft pozwala na precyzyjne umieszczanie nowych mieszków włosowych w skórze. W dodatku lekarz może przeszczepić nawet dwa razy więcej włosów w krótszym czasie, a pacjent dochodzi do siebie szybciej niż po tradycyjnym manualnym przeszczepie włosów. Może wrócić do pracy już na drugi dzień po zabiegu – podsumowuje dr Miracki.

Sposób na łysienie numer 2: mikroprzeszczep

Jeden zabieg, a efekty na cztery lata. – To możliwe dzięki Regenera Activa, czyli mikroprzeszczepowi naszych własnych komórek skóry. Pozwala zahamować postęp łysienia androgenowego u niemal 90 proc. pacjentów, a u 80 proc. uzyskać efekt zagęszczenia włosów – mówi dr n. med. Karolina Kopeć-Pyciarz. Lekarz pobiera trzy biopsje z okolicy za uszami, na linii włosów. Następnie izoluje z pobranych tkanek regenerujące komórki progenitorowe, komórki macierzyste i czynniki wzrostu. I na koniec podaje je metodą mezoterapii tam, gdzie widać skutki łysienia. Całość trwa około pół godziny. – Pierwsze efekty są widoczne po 4–12 tygodniach od zabiegu. Czasami trzeba poczekać około pół roku. Wszystko zależy od stanu wyjściowego i zdolności regeneracyjnych pacjenta – podkreśla lekarz.