Co za spotkanie!

Widzieliście już nową Toyotę Yaris? Wierzę, że tak, choć jeszcze bardzo rzadko spotkać ją można na ulicach. Nie będę ukrywał, że samochód już na zdjęciach przykuwa uwagę, a na żywo jest jeszcze lepiej. Nowy Yaris zbudowany został według starej zasady, która mówi, że koła powinny być umiejscowione jak najbliżej narożników auta, zawieszenie powinno być sprężyste, a układ kierowniczy dawać poczucie kontaktu z nawierzchnią. Patrząc na małą Toyotę nie mam wątpliwości, że na pokładzie mamy komplet, a samochód wygląda jak mały gokart. Choć nie, porównanie do gokarta byłoby dla Yarisa krzywdzące. Ten mały Japończyk nie jest przecież zabawką i wygląda jakby był bazą dla samochodu WRC! Ogromny grill, muskularny zderzak i głęboko zachodzące na błotniki reflektory nadają mu groźny wygląd, a wydatne błotniki tylne łączą się ze światłami, które z kolei, wraz ze środkową listwą na klapie bagażnika, tworzą całkiem pokaźnych rozmiarów spojler.

Testowany przeze mnie egzemplarz otrzymał czerwony lakier, który doskonale kontrastował z czarnym dachem. Do tego obrazu wystarczy już dodać tylko spojler dachowy, białe felgi, naklejki sponsorów, numer startowy i otrzymamy rasową rajdówkę. Zaraz, zaraz… Toyota zrobiła przecież takie auto, wsadziła do niego silnik o mocy 261 KM, wyczynowy napęd na wszystkie koła i nazwała go GR Yaris!!! Tylko o tym cudeńku napiszę za kilka tygodni, a teraz wracam do mojego „Cywila”.

Większa niż się wydaje

Wnętrze nowego Yarisa jest spójne ze stylistyką nadwozia. Mnóstwo tu krągłości i mocnych przetłoczeń, ale styliści znaleźli miejsce na niezliczone schowki i półeczki. I to bardzo mi się podoba, bo tych nigdy dość. W boczkach drzwi zmieści się nawet duża butelka z wodą, a między siedzeniami dwa półlitrowe napoje ze znanej restauracji. Wygospodarowano również miejsce na telefon wyposażone w indukcyjną ładowarkę. Samo tworzywo, z jakiego wykonano elementy kokpitu jest najwyższej jakości i choć przeważa tu twardy plastik, nie mam wątpliwości, że wytrzyma w nienagannym stanie wiele lat. Uwagę zwracają także tapicerowane panele boczków drzwi, nadające wnętrzu nieco elegancji.

Pozycja za kierownicą jest niemal wzorowa. Siedzi się tu nisko, a zakres regulacji jest bardzo szeroki. Bardzo podobają mi się duże fotele stylizowane na sportowe kubełki. Doskonale leży w dłoniach mała skórzana kierownica, zza której wyglądają zegary umieszczone w głębokich tubach. Sportowych akcentów jest tu bardzo dużo i choć Toyota reklamuje nowego Yarisa słowami „Witaj Piękna!”, to dla mnie ten samochód ma w sobie więcej męskich cech.

Przejdźmy teraz do tylnej części pojazdu, bo tu także jest o czym pisać. Oparcie kanapy jest idealnie wyprofilowane i, co nie jest wcale oczywiste nawet w samochodach klasy kompakt, zmieszczą się tu 3 dorosłe osoby, które będą w stanie przejechać kilkaset kilometrów nie wydrapując sobie oczu, a następnie tego samego dnia znów wsiąść do Toyoty i pokonać ten sam dystans w drugą stronę. To wystarczający test, by powiedzieć, że nowa Toyota Yaris to dorosły samochód dla rodziny. Oczywiście, najlepiej spędzą tu czas dzieci, ale nie bałbym się zaproponować dłuższej trasy dorosłym. Co się tyczy bagażnika, to jest przeciętnej wielkości, ale jest za to ustawny i bez problemu mieści dwie podróżne walizki.

Z hybrydą jej do twarzy

Pod maską testowego egzemplarza pracował flagowy zespół napędowy Toyoty, czyli Hybryda, w której skład wchodzi trzycylindrowy motor spalinowy Dynamic Force, o pojemności półtora litra i współpracujący z nim silnik elektryczny zasilany prądem z baterii umieszczonych pod siedziskiem tylnej kanapy. Układ legitymuje się mocą 116 KM i choć na papierze brzmi to niezbyt efektownie, to w rzeczywistości Yaris jest autem nad wyraz dynamicznym. Japoński maluch bardzo chętnie się rozpędza, a układ kierowniczy i zawieszenie stają na wysokości zadania. Szybkie pokonywanie zakrętów daje ogromną frajdę, a margines przyczepności jest bardzo szeroki. To małe autko doskonale nadaje się do zabawy i treningów sportowych na torze. Nadwozie nie przechyla się zbytnio nawet w ciasnych łukach, a pewne prowadzenie pozwala na przesuwanie granicy własnego strachu. Podobnie jest na autostradzie, gdzie Yaris również zachowuje pewność prowadzenia. Co ciekawe, praktycznie nie czułem reakcji na zmianę obciążenia, a auto dzielnie sunęło do przodu zarówno puste, jak i zapakowane po brzegi.

Muszę przyznać, że na plus zaskoczyło mnie wyciszenie wnętrza. Nie było ono najmocniejszą stroną poprzedniej generacji miejskiej Toyoty, ale w tym przypadku dołożenie kilku kilogramów materiałów głuszących przyniosło doskonały efekt. I teraz najlepsze: samochód z kompletem pasażerów zużywa w trasie 4,3 l/100 km, a z samym kierowcą można uzyskać nawet równe 4 l/100 km. To wynik po prostu rewelacyjny i nie podlega dyskusji. W mieście, gdzie dodatkowo układ odzyskuje energię hamowania i gdzie prędkości są niższe, można zmusić komputer pokładowy, by wyświetlił wskazanie nawet w okolicach 3 l/100 km. Wymaga to jednak treningu i przestudiowania podręcznika „Eko jazda dla opornych”.

Wszystko widziałem, wszystko słyszałem, wszystko mówiłem

Kilka zdań poświęcić muszę jeszcze systemom wspomagającym w nowej Toyocie. Na pokładzie znajdziemy praktycznie komplet asystentów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo jazdy. Samochód wyposażony jest nie tylko w system awaryjnego hamowania, ale rozpoznaje również pieszych i rowerzystów. Jest system rozpoznający znaki drogowe, asystent „martwego pola” oraz asystent utrzymania pasa ruchu i adaptacyjny tempomat. Czego chcieć więcej. Na koniec dodam, że system multimedialny współpracuje z Android Auto i CarPlay. Czego chcieć więcej.

Zastanawiałem się, czy nowy Yaris ma jakieś rażące wady i szczerze mówiąc ciężko mi znaleźć coś, co mogłoby zepsuć ogólny obraz tego niezwykle dopracowanego auta. Być może deska rozdzielcza mogła by być bardziej miękka, szczególnie na wysokości tunelu środkowego, gdzie panel spotyka się z łydką, ale to jest już tak na siłę, że kiedyś będę musiał przeprosić za te słowa.

Toyota zmieniając stylistykę swoich modeli odkryła się na całkiem nowych klientów. Yaris stał się bardzo młodzieżowy, wręcz ekstrawagancki i mnie ten nowy styl bardzo odpowiada. Być może w wieku 44 lat dopada mnie kryzys wieku średniego i zaczynam rozglądać się za atrakcyjnymi modelkami, ale przyznam się, że gdybym szukał miejskiego autka, które jest nie tylko wygodne, ale i zadziorne, swoje kroki skierowałbym do salonu Toyoty. A więc może kiedyś i ja przywitam się z nią słowami: „Witaj Piękna!”