Kilka tygodni temu napisałem recenzję nowego BMW M235i, w której pisałem, że tęsknie za samochodami stworzonymi z myślą o konkretnej grupie odbiorców, a współczesny rynek motoryzacji cierpi na „rozlanie". W skrócie mam wrażenie, że dzisiejsze samochody projektowane są tak, by zaspokoić w równej mierze oczekiwania wszystkich kierowców. Nie minęło kilka dni, gdy zacząłem się zastanawiać czy moje twierdzenie nie było zbyt mocne. Może auta, które każdemu kierowcy oferują coś innego mają jednak trochę sensu? Później wsiadłem do Toyoty RAV4 i zorientowałem się, że gdy w rodzinie funkcjonuje tylko jeden samochodów, wszystko rozbija się o kompromis. 

Na potrzeby tego artykułu rozbiłem całe testowane przeze mnie auto na cztery osobne przestrzenie, które zaskakująco dobrze sprawdzają się w zupełnie różnych funkcjach. Czas na małe wytłumaczenie. Za kierownicą posadziłem mężczyznę. Nie dlatego, żebym miał coś przeciwko kobietom „za kółkiem". Wręcz przeciwnie – uznajmy po prostu, że mężczyźni potrzebują więcej ćwiczenia i praktyki w prowadzeniu. 

Miejsce kierowcy – ulubiony fotel z książką

Lewy przedni fotel to miejsce koncentracji i satysfakcji z dobrze wykonanej pracy. Gdy tylko wsiadłem do nowej RAV4 wiedziałem, że to mogłoby być miejsce, w którym wyciszam się po szalonym dniu w pracy. Na pierwszy rzut oka wychodzi wygoda kierowcy. Fotel regulowany jest w wielu płaszczyznach, tak samo jak kierownica. Doskonale zaprojektowany jest także system wsparcia odcinka lędźwiowego, który sprawia, że nawet dłuższe wycieczki nie będą męczące dla naszych pleców. Gdy ruszyłem po raz pierwszy odniosłem wrażenie, że auto zostało stworzone z myślą, żeby do maksimum ułatwić moje życie. Przyciski, choć analogowe, na głównym ekranie są w dobrej odlegości i nie muszę wychylać się, żeby zmienić ustawienia pojazdu. Byłem też mile zaskoczony ergonomią kierownicy, która pewnie leży w rękach, a jednocześnie pozwala im odpocząć w czasie jazdy. Ekran prędkościomierza był dla mnie na początku nieco nieczytelny, ale zauważyłem, że z każdym dniem „uczę się" go i jego obsługa przychodzi mi z większą łatwością. Fotel kierowcy to miejsce, w którym można odpocząć od nadmiaru obowiązków i po prostu skupić się na przyjemnym prowadzeniu pojazdu.

To chyba też odpowiedni moment, by porozmawiać chwilę o parametrach tego auta. Napęd o mocy 306 KM pozwala rozpędzić auto do 100 km/h w ciągu 6 sekund, co jest naprawdę niezłym wyczynem biorąc pod uwagę wagę auta podniesioną przez baterie napędu elektrycznego. W napędzaniu przednich kół współpracuje z nim generator oraz silnik elektryczny o mocy 182 KM. Napęd tylnych kół zapewnia 54-konny silnik elektryczny zamontowany przy tylnej osi. Auto prowadzi się pewnie, a największe wrażenia jezdne robi na niewielkich uliczkach w mieści. Mogłoby się wydawać, że samochodów tych rozmiarów będzie wyglądał na nich jak słoń w składzie porcelany, a jest wręcz przeciwnie. Widać, że RAV4 została stworzona z myślą nie tylko o pokonywaniu wielkich odległości, ale też sprawowaniu codziennych obowiązków. 

Miejsce pasażera – wygodna sofa z kubkiem kawy

Kto powiedział, że dłuższa podróż autem musi być wyczerpująca i niewygodna? Siadając w miejscu pasażera w nowej RAV4 poczujecie, że jesteście gotowi na przygodę, a kolejnych siedem godzin w aucie nie będzie wydawało się wyzwaniem. Dobrze wyprofilowane siedzenia z funkcją podgrzewania, wsparcie kręgosłupa, sporo miejsca na wyciągnięcie nóg i nieźle obszyty przedni panel spowodują, że do pełni relaksu zabraknie wam tylko ulubionej lektury. 

Przedni fotel to także doskonałe miejsce, żeby poczuć niezłe wyciszenie maszyny od Toyoty. Jak przystało na samochód hybrydowy, RAV4 w trybie elektrycznym jest naprawdę cicha, a relaksu nie przerywają niepokojące mruknięcia silnika. Zasięg modelu w trybie elektrycznym wynosi do 75 km wg WLTP, a w mieście auto może pokonać nawet 98 km bez żadnych emisji. Jest to możliwe dzięki pojemnej baterii oraz wydajnemu systemowi odzyskiwania energii z hamowania, który stanowi znak rozpoznawczy hybryd Toyoty. Co ciekawe, bardzo pojemna bateria nie wpływa na przestrzeń dostępną wewnątrz auta. Jednak o tym opowiem dopiero w kolejnym akapicie. 

Bagażnik – wszyscy potrzebujemy piwnicy

To chyba jedno z największych zaskoczeń w testowanym przeze mnie modelu. Gdy zapisywałem się na testy RAV4 miałem z tyłu głowy, że przede mnie kilkanaście dni z naprawdę dużym hybrydowym autem. W mojej głowie od razu pojawiło się połączenie „duża hybryda = ogromna bateria" i spodziewałem się SUVa z bagażnikiem od hatchbacka. Muszę uczciwie przyznać, że mile się zaskoczyłem. Auto jest wyposażone w bagażnik o pojemności 520 litrów, który swobodnie wystarczy na spakowanie bagaży na dłuższą podróż. Mam wrażenie, że niezdecydowani byliby w stanie zapakować do niego jednocześnie deski snowboardowe do jeżdżenia po francuskich stokach i pełen ekwipunek nurkowy na wakacje w Chorwacji. Gdyby miejsca było jeszcze mało, wedle producentów maszyna może ciągnąć przyczepę o pojemności 1,5 tony. Wszystko za sprawą sprytnie umieszczonych w podłodze baterii elektrycznych. Dzięki takiemu rozwiązaniu z jednej strony w aucie nie brakuje przestrzeni do podróży i przewozu, a z drugiej auto zostało podniesione o kilka centymetrów i wygląda jakby mogło poradzić sobie z każdą przeszkodą. 

Gdy oddawałem prasowe auto do parku Toyoty wpadła mi do głowy myśl, która została ze mną jeszcze przez kilka dni. Skoro w aucie nie brakuje miejsca dla wszystkich domowników, a kolejne jego funkcje wydają się stworzone do ułatwiania mojego życia to może rozwiązaniem będzie przeniesienie się na stałe z całym dobytkiem do nowej RAV4. W tym celu przeprowadziłem małe dochodzenie i okazało się, że wynajęcie ogromnej Toyoty jest pod każdym względem tańsze niż nawet niewielkie mieszkanie w Warszawie. Później jednak nastąpiło oprzytomnienie. Playstation. W japońskim aucie nie ma miejsca na moją konsolę. Decyzja została podjęta.