Toyota w 2016 r. wprowadziła na rynek ósmą już generację swojego bestsellera. Pewnej zimy, kiedy w Polsce jeszcze padał śnieg, a temperatury za dnia spadały poniżej zera, udało mi się zabrać w góry jeden z testowych egzemplarzy. Pojawiła się niepowtarzalna okazja, by w różnych warunkach sprawdzić niezwykłą niezniszczalność japońskiego pick-upa. Jednak za bardzo kocham samochody i w żadnym wypadku nie chciałem zrobić Hiluxowi krzywdy.

Nieukrywana siła

Zacznę od sylwetki. Auto jest ogromne. Długie na 5 metrów i 30 centymetrów szczelnie wypełni każde miejsce postojowe. Jego wysokość pozwoli na wjazd do praktycznie wszystkich podziemnych garaży, więc zakupy na wypadek wojny atomowej zrobimy w ulubionym centrum handlowym. Przód samochodu upodobnił się trochę do pozostałych modeli koncernu, zachował jednak swoje groźne spojrzenie. Podwójna kabina oraz długa paka ładunkowa, która wraz z zabudową tworzy bagażnik, zapowiadają również swobodę oddychania we wnętrzu. I tu małe zaskoczenie. Owszem miejsca w kabinie jest dużo, ale bez wpadania w przesadę.

Hilux to przecież wciąż prawdziwa terenówka osadzona na ramie, dlatego w środku nie jest tak obszerny jak bulwarowe SUV-y. Dla czterech osób wystarczy, a i pięcioro pasażerów również da radę. Tu słowa uznania należą się projektantom, którzy dostrzegli, że dużej Toyoty nie kupuje się tylko do wożenia cementu na budowę. Klienci oczekują auta, które będzie wygodne na co dzień. Na tyle eleganckie, żeby pojechać nim na służbowe spotkanie i na tyle przytulne, by móc nim skoczyć ze skuterem wodnym nad Adriatyk i nie potrzebować SPA po przyjeździe na miejsce.

Wygoda i praktyczność

Co prawda plastiki deski rozdzielczej są twarde, ale to na wypadek, gdybyśmy jednak ten cement wozili częściej. Co więcej, łatwo się go czyści i nie skrzypi podczas jazdy. Powiem więcej, elementy wnętrza są tak dobrze spasowane, że jazda po dużych nierównościach nie robi na nim żadnego wrażenia. Kierownicę wielofunkcyjną dobrze się trzyma, a wygodne fotele zapewniają komfort podczas podróży. Tylna kanapa zamocowana jest wyżej niż fotele przednie, więc dzieciaki będą zachwycone, bo wreszcie będą mogły patrzeć przez przednią szybę. Ich radość będzie jednak chwilowa, bowiem długa maska zdaje się kończyć dopiero na horyzoncie. Oparcie kanapy wyposażono w podłokietnik, a siedzisko można unieść pionowo do góry, dzięki czemu z tyłu tworzy się miejsce na przewiezienie wielkiego telewizora. Na ścianie grodziowej mamy nawet haczyki do zawieszenia kurtek. Nowa generacja Hiluksa wyposażona została w system multimedialny Toyota Touch 2 with Go. Otrzymujemy więc połączenie z telefonem, nawigację i kamerę cofania.

Ta ostatnia jest wręcz niezbędna, bo jazda do tyłu wymaga skupienia. Panel jest w pełni dotykowy, ale czasem zdarza mu się chwila zastanowienia. O ile funkcjonalność systemu nie budzi zastrzeżeń, o tyle obsługa dotykowych przycisków nie jest, delikatnie mówiąc, precyzyjna. Zmiana ustawień wymaga nie tylko oderwania wzroku od drogi, lecz także przyjrzenia się i precyzyjnego dotknięcia konkretnego „przycisku”. Pół biedy, jeśli suniemy gładkim asfaltem, jednak w terenie i na nierównościach należałoby się zatrzymać, bo mogą pojawić się emocje. Akurat w aucie terenowym do obsługi multimediów przydałyby się przyciski i pokrętła, tak tradycyjnie…

W błocie mu do twarzy

Jeśli jesteśmy już przy jeździe terenowej, to Hilux został stworzony do jazdy bocznymi drogami. Najlepiej, jakby były pozbawione asfaltu, nierówne, a dziury wypełnione wodą i błotem pośniegowym. To prawdziwy żywioł japońskiego auta, więc dojazd do stoku narciarskiego od „zaplecza” jest czystą frajdą. Wydaje się, że nic nie jest w stanie go zatrzymać, a jednak… został pokonany przez topniejący głęboki śnieg i zaspę na skraju parkingu w Jurgowie. Nie pomogły ani reduktor, ani blokady dyferencjałów. Jeśli więc zamierzacie często korzystać z odległych plenerów, to zaopatrzcie się w dobre opony All Terrain. Szosowe zimówki nie dadzą sobie rady. Z opresji wyciągnęła nas obsługa wyciągu z dużym traktorem zaopatrzonym w opony z łańcuchami. Na szczęście nie mieli daleko.

Po takiej przygodzie staraliśmy się mieć asfalt w zasięgu wzroku albo przynajmniej lornetki. Trzeba przyznać, że samochód bardzo dobrze trzyma się drogi, nie przechyla bardzo w zakrętach i nie czuje się jego gabarytów. Na autostradzie radzi sobie równie dobrze. Jedzie pewnie, przewidywalnie i komfortowo. Oklaski należą się producentowi za wyciszenie wnętrza. Jest naprawdę nieźle, dzięki czemu długie podróże nie męczą. W ofercie Toyoty co rusz pojawia się ciekawa wersja specjalna terenowej Toyoty. Innym razem w moje ręce trafiła limitowana Toyota Hilux SR5 Selection z dodatkowymi akcesoriami jak: chromowane rury przestrzeni ładunkowej, dodatkowe progi i LED-owe listwy świetlne. Auto wyposażone było w terenowe opony i wyglądało, jakby było w stanie przejechać dosłownie po wszystkim. Kolejna wycieczka, tym razem w okolice Pojezierza Brodnickiego udowodniła, że groźny strój to nie tylko przechwałki.

Podsumowując

Nowa Toyota Hilux to auto kompletne. Dobre do codziennej pracy i aktywnych wypadów za miasto. Niestraszne mu bezdroża, a i na autostradzie daje sobie radę. Dobrze spasowane wnętrze daje poczucie komfortu, a możliwość przewiezienia na pace tony towaru lub sprzętu sportowego dopełnia jego wielozadaniowość.