Corolla po raz dwunasty i pierwszy raz inaczej

Najnowsza generacja Toyoty Corolli to samochód, który definitywnie zrywa z wizerunkiem nudnego pojazdu dla handlowca. Widząc ją po raz pierwszy pod koniec 2019 roku do głowy przyszła mi myśl, że w siedzibie koncernu musiała być niezła impreza zakrapiana mocno najlepszym Sake, a najlepiej bawili się na niej księgowi, bo w efekcie powstało auto o ponad przeciętnej urodzie. Projektanci puścili wodze fantazji i zaprojektowali piękne nadwozie, a w zasadzie trzy. Jest bowiem brawurowo wystylizowany hatchback i piękne, smukłe kombi. Jedynie sedan jest bardziej zachowawczy w formie, ale od lat kierowany jest do najbardziej tradycyjnych i wiernych klientów Toyoty. Nawet, gdy firma zaszalała zmieniając nazwę modelu na Auris (w wersji hatchback), sedan wciąż nosił dumną nazwę Corolla i całe szczęście, bo stał się łącznikiem pomiędzy poszczególnymi generacjami modelu i pozwolił na kontynuowanie pięknej historii japońskiej firmy.

Wróćmy jednak do prezentowanego egzemplarza, którym jest odmiana kombi nazywana teraz przez Toyotę Touring Sports. Mocno wystylizowany przód ze skośnymi reflektorami i ogromnym grillem od razu rzuca się w oczy. Jest intrygujący i odważny. Niektórzy mówią, że jest nico przerysowany, ale oni się nie znają. Napompowane nadkola i wznosząca linia okien nadają sylwetce atletycznego wyglądu, ale nie przywodzą na myśl kulturysty prężącego muskuły w pozycji „czajniczka”. Corolli bliżej do crossfitowca, którego mięśnie są silne i wytrzymałe, bo wyrzeźbione zostały przez dynamiczne i wyczerpujące ćwiczenia. Nie będę ukrywał, że auto bardzo mi się podoba, choć chyba zdążyliście to już zauważyć. Nie jest też tajemnicą, że przez prawie 9 lat byłem właścicielem modelu Avensis Kombi serii T25, którym osobiście nakręciłem na koła przeszło 200 tysięcy kilometrów i w którym wychował się mój syn. Biorąc więc pod uwagę moje doświadczenia prawdopodobnie nie jestem zbyt obiektywny, ale postaram się zachować maksimum profesjonalizmu w ocenie nowej Corolli.

Nowa Corolla, czyli dwa w jednym

Model Touring Sports zastępuje na naszym rynku jednocześnie 2 modele. Po pierwsze, co zupełnie naturalne, jest następcą Aurisa Touring sports, ale także wycofanej z oferty, mojej ukochanej Avensis. Toyota postawiła więc przed Corollą XII generacji niezwykle trudne zadanie uciągnięcia sukcesu dwóch niezwykle popularnych samochodów, bo z jednej strony musi zachować kompaktową formę, a z drugiej wypełnić lukę po aucie kierowanym jednak do kadry menadżerskiej. Jak zatem wyszła Toyocie ta niełatwa sztuka? Moim zdaniem lepiej niż dobrze i już tłumacze dlaczego: Po pierwsze dotychczasowi klienci Aurisa zyskali wnętrze wykonane z lepszych materiałów, po drugie Corolla Touring Sports ma rozstaw osi większy od Aurisa o aż 100 mm (2700 mm w Corolli) i 60 mm od Corolli hatchback, czyli dokładnie tyle ile miała Avensis. I to moi drodzy czuć podczas jazdy.

A teraz największe zaskoczenie. Gdy porównałem wymiary Corolli i Avensisa II generacji, czyli tego, którego byłem właścicielem okazało się, że Corolla jest krótsza od Avensisa o 65 mm, ale jest od niego o 30 mm szersza, ma większy rozstaw kół (25 mm z przodu i 20 mm z tyłu) a także większy o 10 mm prześwit. Na koniec porównałem bagażniki obu modeli i wiecie co? Corolla ma kufer większy o 76 litrów (596 l)! Dotarło wtedy do mnie, że przywołane wspomnienia, to nie przypadek i najnowsza Corolla rzeczywiście może zastąpić Avensis.

Prawie terenowa

Tu dochodzimy do właściwego tematu moich rozważań, czyli pytania zawartego w pierwszej części artykułu: Jak wyróżnić się z tłumu innych takich samych Corolli? Odpowiedzią jest wersja TREK. Nie jest niestety wyposażoną w napęd na wszystkie koła wersją zdolną dojechać do „Małego domku w Karkonoszach” i to nawet wtedy, gdy kierowca śnieżnego pługa zaśpi do pracy. TREK to raczej stylistyczna wariacja na temat: co by było gdyby? I traktujcie ja właśnie jako stylistyczna wariację. Owszem, auto wyposażone jest efektowne dodatkowe osłony błotników, a dodatkowo podniesiono je względem „cywilnej” wersji o 20 mm, ale to tyle. Tyle, albo aż tyle, wyobrażam sobie bowiem, że najczęściej spotkać ją będzie można na parkingu w dużym mieście, gdzie te dodatkowe 2 cm prześwitu mogą zadecydować, czy do domu nie będziecie wracać ze zderzakiem w bagażniku. Dla mnie to już argument wystarczający, by zajrzeć do cennika, szczególnie jeśli wciąż uważacie, że SUV-y są wytworem ciemnej strony mocy.

Uważam też, że Corolla TREK jest jedną ciekawszych opcji, jeśli chodzi wykończenie wnętrza. Kabina jest jasna, a tapicerka foteli gustownie pokolorowana została na kolory gołębi i koniakowy (dla prawdziwych facetów tłumaczenie: szaro i brazowo). Efekt jest bardzo ciekawy i radosny, a srebrne zazwyczaj listwy na desce rozdzielczej otrzymały fakturę drewna orzechowego. Kabina rzeczywiście prezentuje się oryginalnie, a dodatkowo fotele są fantastycznie wygodne. Z tyłu wygodnie usiądzie dwóch dorosłych mężczyzn, a podłogę bagażnika można obniżyć, co szczególnie przydatne podczas przewożenia dużych gabarytów. Po stronie plusów zapisuję również nieźle grający zestaw audio, możliwość podłączenia telefonu przez CarPlay i Android Auto oraz wygodne korytko do bezprzewodowego ładowania smartfona.

Szybko, ale wciąż oszczędnie

Zrobiłem Corollą ponad 1000 km i muszę przyznać, że jeśli miałbym wybrać samochód w długą trasę, to byłaby to właśnie Toyota. Podczas jazdy zupełnie nie czuć też tych dodatkowych dwóch centymetrów prześwitu. Auto prowadzi się pewnie i jest bardzo przewidywalne. Układ kierowniczy nie jest przesadnie bezpośredni, ale samochód prowadzi się komfortowo, czyli tak jak powinien. Pod maską Corolli pracował układ hybrydowy Dynamic Force, czyli benzynowa jednostka o pojemności dwóch litrów i silnik elektryczny. Zestaw legitymuje się mocą 184 KM i przyspiesza do 100 km/h w 8,1 sekundy. Prędkość maksymalna Corolli to 189 km/h, ale informuję o tym jedynie z obowiązku, bo i tak poza Niemcami nie będziecie w stanie tego sprawdzić. Nie będziecie prawda?

Widać też, że Toyota popracowała nad programem bezstopniowej skrzyni CVT, bo podczas przyspieszania silnik spalinowy nie wchodzi już na tak wysokie obroty. Wyobrażam sobie, że właściciele hybryd podczas spotkań w barze popijając organiczne piwo dyskutują o zużyciu paliwa swoich ekologicznych rydwanów. Corolla Touring Sports podczas spokojnej jazdy poza miastem jest w stanie zadowolić się niewiele ponad czterema litrami benzyny na 100 kilometrów. Jazda autostradą to niecałe 6 l/100 km, choć jeśli uprzecie się jednak, żeby sprawdzić na niemieckiej autostradzie czy Toyota rzeczywiście pojedzie 189 km/h, komputer pokładowy z nieukrywanym zażenowaniem wyświetli wynik dwucyfrowy i wtedy 35-litrowy zbiornik paliwa może nie wystarczyć, by z Berlina dojechać do Hannoveru bez tankowania.

Najważniejsze, by się wyróżnić

Na koniec mała zagadka. Dlaczego testowana Corolla nazywa się TREK? Otóż Toyota przy tworzeniu tej wersji współpracowała z producentem rowerów i wydaje mi się, że to ładne kombi najczęściej spotykać będziecie właśnie z rowerami na dachu. Zwiększony prześwit pozwoli bezstresowo przejechać szutrową drogą, a ogromny bagażnik pomieści kaski, bidony, obcisłe rowerowe lycry i zapasowe dętki. Auto sprawdzi się także jako wielozadaniowy autobus do wożenia dzieci do przedszkola, ale najważniejsze jest to, że dzięki terenowej stylizacji nie zgubicie swojej Toyoty na parkingu w centrum handlowym.