Nadal jest bowiem niemała grupa ludzi, których trzyma się w zawieszeniu. Ludzi, których się nie zauważa, a w rządowych planach odmrażania gospodarki stawia na równi z cyrkami. Ludzi, którzy dają nam radość, nadzieję, cały wachlarz wzruszeń i zapoznają nas z najpiękniejszymi słowami poetów i dramatopisarzy z całego świata. Ludzi, dzięki którym możemy rozładować nasze emocje, z którymi - jako odcięci od siebie przedstawiciele społeczeństwa z bogatej Północy – coraz gorzej sobie radzimy. Ludzi, bez których na dłuższą metę nie jesteśmy w stanie żyć. Mowa o aktorach. Tysiącach aktorów. 

Tylko mała grupa z nich, może dwa procent, jest na tyle znana i dobrze zarabiająca, żeby przetrwać kilka miesięcy stagnacji i braku dochodów. Tych widać. I ci, niestety, robią często pozostałym 98 procentom krecią robotę. Bo zamiast użyć swoich twarzy do walki o prawa pracownicze mniej znanych kolegów, to albo sami narzekają, że nie zarobią w tym roku kolejnego miliona, przez co ich dochody się znacznie zmniejszą, albo nie zabierają głosu w ogóle. Co dziwi o tyle, że w przedpandemicznych czasach wypowiadali się na każdy temat!

Reszta, ta znakomita większość, próbuje mimo wszystko odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie narzeka, nie wypłakuje krokodylich łez w mediach. Bierze sprawy w swoje ręce, podejmuje nowe wyzwania zawodowe lub okołozawodowe. Walczy. I ma nadzieję, że ktoś sobie o niej przypomni. 

W przypadku niektórych z nich to, co wynikło z braku wyjścia, staje się sposobem na życie, a już na pewno na przetrwanie. Odcięci od teatrów skierowali swoją wyobraźnię w stronę Internetu i tam prezentują swoje talenty. Dla wielu z nich twórczość internetowa jest szansą na to, żeby zobaczyli ich widzowie spoza rodzimych teatrów, a dla widzów jest to szansa na poznanie turbo zdolnych ludzi i uświadomienie sobie, że istnieje cała plejada wspaniałych aktorek i aktorów poza opatrzonym mainstreamem. Jako widzowie nie musimy już oglądać dwudziestki tych samych, zblazowanych aktorskich twarzy, obsadzanych w kolejnych produkcjach przez leniwych reżyserów castingu. Patrzeć na „topowych” aktorów, którzy po prostu zaliczają kolejne fuchy, zamiast wczuć się w rolę i popracować nad nią. W efekcie czego widzowie mają wrażenie, że oglądają nieustająco ten sam film i ten sam serial. Zmieniają się tylko tytuły. I na końcu jest tylko zdziwienie producentów: Z jakiego powodu widzowie nie chodzą na polskie filmy i wolą obcojęzyczne seriale Netflixa zamiast tych naszych, rodzimych? Ano z tego powodu, że ten sam pan/pani, tak samo wyglądający, niepotrafiący budować roli, nietworzący postaci, gra główną rolę w czterech serialach i sześciu filmach rocznie. To przeciążenie sprawia, że ani on/ona tego dobrze nie zagra, ani widz tego nie strawi.  

Blisko ćwierć wieku temu Frances McDormand odbierając swojego pierwszego Oscara za główną rolę kobiecą w „Fargo”, zachęcała producentów i reżyserów do tego, żeby zatrudniali aktorów ze względu na ich kwalifikacje, a nie wartość rynkową. To się zawsze opłaci! Liczę na to, że twórcy filmowi, teatralni i telewizyjni dzięki izolacji, eksplorując Internet, znajdą mnóstwo ciekawych, aktorskich postaci, którym zaufają i dadzą szansę na dalszy rozwój. 

Dla mnie największym „internetowym” odkryciem ostatnich tygodni jest dwójka aktorów: Agata Wątróbska i Jakub Firewicz. Wątróbska, wspólnie z Januszem Chabiorem, tworzy na Facebooku mini kącik „Ja, moja garderoba i goście”. Dwoje znakomitych aktorów, wykorzystując zaułek mieszkania, improwizuje na temat usztywnionej prezenterki, klasycznej „pindy przy kwiatku”, przeprowadzającej wywiady z tak zwanym „ciekawym człowiekiem”. Absurdalny humor, poetyczne postaci, w które wciela się fenomenalny Chabior, a przede wszystkim Wątróbska, która w magiczny sposób, precyzyjnie prześmiewczo łączy w sobie wszystkie najgorsze cechy prezenterek polskich telewizji z czasów obecnych i minionych. Miód!

Jakub Firewicz na krótko przed izolacją rozpoczął na Youtube emisję fenomenalnego serialu „Być jak Dobiesław”, w którym wspólnie z nieziemsko zdolnym Damianem Kulcem oraz z towarzyszącymi im Justyną Ducką i Martą Jarczewską obśmiewają absurdy otaczającej nas rzeczywistości. W czasie pandemii Firewicz swoje scenariuszowe i reżyserskie zapędy siłą rzeczy sfokusował na sobie i dostarcza odbiorcom swojego fejsa cotygodniową porcję radości za sprawą filmików, w których jest rapującym Quesadillą Żeromskim, odważnym Bernardem Grylskim czy ciapowatym Januszem Żurawiem – z których każdy walczy o lepszą sprawę.

Popularność tworzonych w Internecie filmów w czasie izolacji jest tak duża, że w połowie maja odbył się nawet Festiwal Filmów w Czasie Kwarantanny KINO 2020. Laureatem nagrody głównej, przyznanej przez jury pod przewodnictwem Agnieszki Holland została Martyna Byczkowska za film „Kwarantanna Martynki”. Jest to przykład twórczości nieoczywistej, nie zbierającej milionowej popularności na Youtubie, ale pięknej, wzruszającej i kojącej. Internet pozwala na to, że ram tego, co mamy oglądać nie budują nam obcy ludzie, tworzymy je sami. 

Każdego z was zachęcam do eksploracji netu w poszukiwaniu treści, które lubicie i schlebiają waszym gustom, tworzonych przez aktorów z całej Polski. To szansa na rozszerzenie horyzontów. Nie zatrzymujcie się przy „dużych” nazwiskach. Poszukajcie dalej, głębiej. Pokochajcie tych ludzi, którzy wybili się na charyzmie i talencie, a nie na łopatologicznych, marketingowych zabiegach producentów. Naprawdę warto. I co więcej: także się opłaca!

ZOBACZ: Co oglądać w domu w piąty weekend maja? [FILMY I SERIALE NA WEEKEND]

CZYTAJ TEŻ: Netflix na czerwiec 2020: 10 najlepszych premier i lista dzień po dniu. Co obejrzeć?

WIĘCEJ O TEATRZE: Koniec Teatru Telewizji, początek teatru w sieci. „Małe zbrodnie małżeńskie”

---------

Tomasz Sobierajski - socjolog z zawodu i z pasji, badacz społecznych zjawisk i kulturowych trendów. Naukowiec 3.0 nie bojący się trudnych wyzwań i multidyscyplinaroności. Autor kilkunastu książek o sprawach ważnych. Wykładowca akademicki i akademik z ambicjami. Znakomity słuchacz oraz wnikliwy obserwator. Kustosz dobrych manier i trener poprawnej komunikacji. Apostoł dobrej nowiny i przeciwnik złych emocji. Z zamiłowania sportowiec i podróżnik. Wegetarianin, cyklista i optymista. Nowojorczyk z duszy, berlińczyk z miłości i warszawianin z wyboru.

fot. Niki Kinsky