Grzegorz Kapla: „Nasz zakochany przewodnik po Francji, czyli dyplomatyczna ratatouille” symbolicznie zaczynacie od Arles, kończycie Notre Dame. Francja najlepsza córa Kościoła i pierwsza rewolucjonistka racjonalizmu. Jaka jest od podszewki francuska dusza?

Tomasz Orłowski: Francja żyje w przekonaniu doskonałości, na którą składa się jej piękno, siła oddziaływania, wyjątkowość kultury i języka. W większości analiz soft power, miękkiej siły, która pozwala państwom wpływać na decyzje innych, Francja znajduje się niezmiennie na pierwszym miejscu. Bez dążenia do doskonałości nie powstałyby arcydzieła, którymi jest wypełniona, ale brak krytycyzmu stanowi pewien problem. Trzydzieści lat temu Aznavour śpiewał o równości „języka Moliera z językiem Szekspira” a dziś prezydent Macron prowadzi konferencje prasowe po angielsku. To byłoby nie do pomyślenia jeszcze dziesięć lat temu. Kiedy rozpocząłem wykłady w słynnej Sciences Po, Instytucie Nauk Politycznych, okazało się, że mam mówić po angielsku, choć wolałbym po francusku, bo moja uczelnia znalazła się na drugim miejscu na świecie po Harvardzie i zaważyła o tym dostępność wykładów po angielsku.

Jednak elementy konserwatyzmu trzymają się mocno. W rozdziale o Akademii Francuskiej zaciekawił mnie rytuał inicjacji – zgłoszenie własnej kandydatury na fotel zwolniony przez „śmierć nieśmiertelnego”. Trzeba niezwykłej pychy do takiego kroku, ale i pokory, żeby podjąć się oceny własnych szans. Czyż nie podobne reguły panują w dyplomacji?

W środowisku literackim silnym bodźcem potrafi być zazdrość, jak odwieczny mit zawiści Salieriego do Mozarta. Lista kandydatów do nieistniejącego, „41 fotela” w Akademii to nazwiska takie jak Kartezjusz, Pascal, Molier, Balzak, czy Proust. W dyplomacji reguły są odmienne. Metternich mówił, że polityka jest nauką, a dyplomacja sztuką. Dyplomata jest tym skuteczniejszy, im mniej wiadomo o jego pracy. Bliskie jest mi określenie „kuchni dyplomatycznej”: nie widać żmudnych przygotowań, a zachwyca smak gotowego dania.

Biało-czerwone flagi w Normandii, żołnierze polscy na plaży Omaha, wspólna napoleońska przygoda i to zdanie z Hugo, że „Francja rozpraszała ciemności, a Polska odpierała barbarzyńców.  Naród francuski był misjonarzem kultury w Europie, a naród polski był jej rycerzem”. Co dzisiaj myślą o Polakach Francuzi?

Łączy nas poczucie zawiedzionej miłości. Wiele oczekiwaliśmy od Francji, bardzo w nią wierzyliśmy w 1939 roku. Wypomina się to wyłącznie Francji, a nie Wielkiej Brytanii, która wykluczyła polskich żołnierzy z parady zwycięstwa 8 maja 1946. Można mnożyć niezliczone przykłady propolskich działań Francuzów. Dla mnie najmocniejsze jest wspomnienie pomocy, jakiej nam udzielili w stanie wojennym po 13 grudnia 1981. Cała Francja stanęła w naszej obronie tak powszechnie, jak żaden inny naród. Ciężarówki z pomocą prowadzili osobiście biskupi, związkowcy, lekarze, dyplomaci. 

Jest wśród Francuzów trwałe poczucie sympatii i bliskości, której nie narusza nawet ich własne wysokie mniemanie o sobie. Ale nie rozumieją naszej skłonności do anarchii – oni, naród kształtowany przez kartezjańskie racjonalne myślenie. Coraz większe miejsce we współczesnej Francji zajmują potomkowie polskich emigrantów i to już nie starej emigracji arystokratyczno-powstańczej, ale i robotniczej. Socjalistyczny prezydent regionu Nord-Pas-de-Calais Daniel Percheron powiedział mi kiedyś: wszyscy moi koledzy z klasy nosili polskie nazwiska i te przyjaźnie zachowałem na całe życie. Od czasu, gdy Polska przystąpiła do Unii, Francja przygląda się naszemu sukcesowi z wielkim uznaniem, czego nie zmieni chwilowa lub taktyczna krytyka.

Dlaczego nie sposób mówić o Francji bez mrowienia języka na myśl o winie i ostrygach?

Sacha Guitry mawiał, że luksus jest kwestią pieniędzy, a smak kwestią edukacji. To wielka prawda. Sam zaczynałem poznawać Francję jako student, którego stypendium było głodowe. A jednak większość radości życia, do których mieliśmy dostęp, nie była nieosiągalna. Szklaneczka kiru nie kosztuje więcej niż piwo. Potrawka z dzika w czerwonym winie, której spróbowaliśmy pod Tuluzą podczas podróży polskim małym fiatem w gospodzie oznaczonej „Relais des Routards”, czyli „postój tirowców”, kosztowała niecałe dwa euro. Ostrygi zbieraliśmy podczas odpływu oceanu. Kozie sery ze straganu hodowcy, proste wino stołowe od producenta i ciepła bagietka z pobliskiej piekarni, to są smaki dostępne każdemu.

Zdobycie opinii Rosji na temat wejścia Polski do NATO, organizacja pogrzebu Lecha Kaczyńskiego, inauguracja prezydenta Komorowskiego, przygoda z maską pośmiertną Fryderyka, czy sprawa przeniesienia prochów Chopina do Panteonu... które z zawodowych wyzwań przywołuje Pan w pamięci najczęściej?

Przez trzydzieści lat służby dyplomatycznej miałem możliwość uczestnictwa w wyjątkowych sytuacjach. Każda ze wspomnianych przez Pana jest mi droga. Przygotowanie pogrzebu Marii i Lecha Kaczyńskich, na które miałem cztery dni, powoduje, że nie rozumiem ludzi tłumaczących swoje niepowodzenia brakiem czasu. Z zawodowego punktu widzenia jestem najbardziej dumny z doprowadzenia do przysłania przez Francję kontyngentu żołnierzy sił szybkiego reagowania NATO na pierwsze organizowane w Polsce ćwiczenia sojusznicze Steadfest Jazz 2013. Nie było to proste, niepowodzenie ćwiczeń bardzo uradowałoby Kreml. Ministrowie Spraw Zagranicznych i Obrony Narodowej oraz ambasador przy NATO byli w pełni świadomi ryzyka. Na początku minister Obrony Alain Juppé odpowiedział mi, że nikt nie ma pieniędzy do wyrzucania na ćwiczenia poligonowe, a ich organizacja w pobliżu granic Rosji jest niepotrzebną prowokacją. A jednak udało się nam dzięki dyskretnej pracy, której większą część wykonaliśmy we dwóch z admirałem Édouardem Guillaud, szefem francuskiego sztabu generalnego.

Kończycie swoją opowieść pożarem Notre Dame i nadzieją, że ta symboliczna tragedia jednym przywróci powołanie, innym republikańskiego ducha. 

Obraz płonącej Notre Dame uzmysłowiło nam nieprzewidywalność świata. Dzisiaj żyjemy w cieniu pandemii. W przeciwieństwie do koronowirusa pożar Notre Dame został opanowany w parę godzin. Katedra się odrodzi, tak jak my odbudowaliśmy Zamek Królewski. Francja przeżywa dziś olbrzymie problemy gospodarcze i społeczne. Nieopanowana imigracja z Afryki północnej – dziedzictwo wielkości kolonialnej, niemożliwe do sfinansowania hojne ubezpieczenia społeczne – dziedzictwo szybkiego rozwoju gospodarczego, niemożność przeprowadzenia radykalnej reformy finansów publicznych – dziedzictwo miejsca związków zawodowych w polityce.

Przyczyny są liczne i rodzą poczucie niewiary w przyszłość. Parę miesięcy przed pożarem zaczęły się gwałtowne protesty „gilets jaunes” przeciw drożyźnie. Od tylu ludzi słyszałem powtarzane ludowe powiedzonko „zjedliśmy już nasz biały chleb”, nasz dobrobyt kończy się. Odrodzenie katedry jak feniksa z popiołów niesie nadzieję i my ją dzielimy. Co nie znaczy, że przed Francją nie stoi odrobienie pracy domowej, czyli zreformowania gospodarki. Wiara w przyszłość jest do tego niezbędna. Przypominanie minionej chwały nie pomoże.

ZOBACZ: Robert Lewandowski: jak wyglądały początki jego kariery? Kilka faktów z życia RL9, których dotąd nie znaliście

CZYTAJ TEŻ: Paweł Domagała: Najważniejsza jest przecież obecność w codziennym życiu. Więc jestem [MAGAZYN]

ELLE MAN POLECA: Mateusz Grzesiak w ELLE MAN: Żadnej magii, czysta nauka [WYWIAD]