Co jakiś czas w mediach pojawiają się informacje o tym, że władze jakiegoś miasteczka lub regionu (najczęściej włoskiego, choć zdarzają się również oferty z innych krajów) chcąc bronić się przed wyludnieniem, proponują sprzedaż znajdujących się w nim nieruchomości za symboliczne kwoty. I choć wiadomość „dom we Włoszech za 1 euro” brzmi bardzo dobrze i rzeczywiście może skłonić do zastanowienia się nad przeprowadzką, to najczęściej oferta zawiera haczyki – nieruchomości są kiepskim stanie, a warunkiem zakupu jest zobowiązanie przeprowadzenia generalnego remontu, co w przypadku starych domów z kamienia jest dość kosztowne. Nadal jest to jednak niezła okazja, aby na serio pomyśleć o radykalnej zmianie w życiu.

Okazuje się, że wspomniane wyżej oferty nie zawsze wystarczają, aby przyciągnąć nowych mieszkańców i władze niektórych ośrodków decydują się na bardziej radykalne kroki. W 2017 roku miasto Candela di Puglia z prowincji Foggia zaoferowało 2 tysiące euro dla każdego nowego mieszkańca, a teraz po podobną marchewkę zdecydowali się sięgnąć włodarze Santo Stefano di Sessanio. To niewielka (a jakże) miejscowość w prowincji L’Aquila, położona około 80 kilometrów od wybrzeża Adriatyku. Boryka się ona z dobrze znanymi we Włoszech problemami – społeczeństwo się starzeje, a młodzi Włosi decydują się na przenosiny do większych ośrodków miejskich. Władze mają następującą propozycję dla potencjalnych nowych mieszkańców: 8 tysięcy euro rocznie płatne przez pierwsze trzy lata pobytu, a także 20 tysięcy euro jednorazowej kontrybucji na start nowej działalności gospodarczej. Brzmi atrakcyjnie?

Oczywiście podobnie jak w przypadkach innych tego typu ofert, są pewne warunki, które należy spełnić. Pierwszy i najważniejszy – należy być mieszkańcem Włoch lub możliwość, aby się nim stać. W przypadku obywateli Unii Europejskiej nie jest to szczególnie trudne. Druga sprawa to wiek – poszukiwaniu są ludzie, którzy mają mniej, niż 40 lat.

Nie sprzedajemy niczego nikomu - tutaj nie chodzi o biznes. Chcemy tylko, aby wioska mogła dalej żyć

– powiedział burmistrz Santo Stefano di Sessanio, Fabio Santavicca.