Michał Miernik: Chyba jesteśmy winni naszym czytelnikom niewielkie wyjaśnienia. Pomysł, żeby przeprowadzić z Tobą wywiad pojawił się w trakcie rozmów z osobami, których historię chcielibyśmy opowiedzieć w naszym wspólnym cyklu z marką OPPO, twórcami kampanii „Look for the good". Rozmawialiśmy o tym, co przydarzyło nam się w tym trudnym roku i szybko okazało się, że twoja historia jest całkiem wyjątkowa. 

Michał Janowski: To prawda (śmiech). Jeśli spróbowalibyśmy się na chwilę zdystansować od sytuacji pandemii to mój rok „obiektywnie" był po prostu świetny. W zasadzie od pierwszych jego miesięcy w moim życiu działy się ciekawe rzeczy i miałem okazję spełnić kilka swoich małych marzeń. Wydaje mi się, że mimo niezwykle trudnej sytuacji pandemii, która na wielu płaszczyznach całkowicie zmieniła nasze życie, wyniosę z tego roku więcej dobrych niż złych wspomnień.

Po kolei. Z tego, co wiem wszystko rozpoczęło się w styczniu...

Tak, już pierwsze kilka tygodni tego roku było dla mnie wyjątkowych. Udało mi się wtedy spełnić jeden ze swoich sportowych celów, czyli start i ukończenie Zimowego Półmaratonu Gór Stołowych. Dla wielu osób ukończenie takiego biegu może nie być niezwykłym osiągnięciem, ale należy podkreślić, że zdaniem organizatorów w czasie biegu panowały najgorsze warunki pogodowe od lat. Marznący śnieg, lód na ścieżkach i wysoka wilgotność. Nie brzmi jak pogoda do biegania po górach, prawda? Właśnie dlatego samo ukończenie biegu było dla mnie sporym sukcesem. Później przez kilka godzin musiałem rozgrzewać się przy kominku, ale już kolejnego ranka planowałem następne starty. To uzależnia!

Pozostańmy na chwilę przy temacie biegów. Wyobrażam sobie, że okres pandemii nie ułatwia podtrzymania odpowiedniej formy, prawda?

Szczerze? Wręcz przeciwnie! Poza treningami stricte siłowymi, których przeprowadzanie rzeczywiście było nieco utrudnione, miałem idealne warunki do trenowania. Po pierwsze pracowaliśmy praktycznie całkowicie zdalnie, co ma swoje plusy. Codziennie oszczędzałem prawie 1,5 godziny, który normalnie spędzałbym w trasie do biura, a teraz spokojnie mogłem iść pobiegać. Przygotowania do biegów długodystansowych są niezwykle czasochłonne, bo w wielu wypadkach wymagają po prostu „wybiegania" odpowiedniej liczby kilometrów. Wymiernym „ułatwieniem" była też ograniczone paleta innych rozrywek. Nie mogłem chodzić do kina czy restauracji, więc biegałem. Efekt? W styczniu wracam w Góry Stołowe i wiele wskazuje na to, że jestem zdecydowanie lepiej przygotowany niż za pierwszym razem. 

Opowiadałeś też, że mimo ograniczeń w lotach udało Ci się zwiedzić kawałek świata. Gdzie byłeś?

Rzeczywiście, miałem trochę szczęścia. Wieść o zamknięciu polskich granic dotarła do mnie, gdy byłem na Sri Lance. Śmieję się, że już do końca życia pozostanie ze mną to wspomnienie. Budzisz się rano na rajskiej wyspie, jesz doskonałe śniadanie, a twój smartfon informuje cię, że możesz mieć poważnie utrudniony powrót do kraju. To był skok adrenaliny! Początkowo było sporo nerwów – telefony do ambasady w New Dehli, próby kontaktu z liniami lotniczymi. Na szczęście wszystko skończyło się całkiem bezpiecznie. Co prawda wróciłem do domu dzień wcześniej niż to planowałem, ale za to w drodze powrotnej dostałem upgrade do wyższej klasy w samolocie! 

Czy to oznacza, że objęła cię całkowita kwarantanna? 

Tak, to też było niezłe przeżycie. Kiedy zamykasz się całkowicie na 14 dni w domu twoje życie zmienia się nie do poznania. Wielu moich znajomych miało spore problemy z poczuciem zamknięcia, ale mnie to chyba ominęło. Pierwszego dnia stworzyłem sobie ambitną listę ebooków to przeczytania i całymi dniami piłem kawę i czytałem. Wiesz, co było najdziwniejsze? Uczucie, kiedy po raz pierwszy po ponad dwóch tygodniach musisz założyć buty. 

Porozmawialiśmy chwilę o hobby i podróżach, czas na sprawy zawodowe. Jak zmieniło się twoje życie w tej kwestii w tym roku?

Mam wrażenie, że dziennikarze internetowych portali to jedna z mniej pokrzywdzonych przez pandemię grup zawodowych. Z racji zamknięcia w domu, ludzie zaczęli czytać więcej treści w sieci. To dla nas z jednej strony wielka szansa, ale też spore wyzwanie. Mam wrażenie, że w ciągu kilku miesięcy tego roku radykalnie wzrosły oczekiwania naszych czytelników. Nie oznacza to, że kiedyś tworzyliśmy gorsze treści niż teraz, ale po prostu konkurencja się zwiększyła, co wymusza rozwój. Jeśli chcesz dotrzeć do swojego czytelnika i go zainteresować, musisz się ścigać o jego uwagę z tysiącem innych autorów. Ja mam wrażenie, że ten rok był dla mnie naprawdę hojny, Robię to, co lubię, mam szansę się w tym rozwijać i udało mi się przeprowadzić kilka naprawdę fascynujących wywiadów, takich jak ten z dr Aleksandrą Przegalińską w cyklu stworzonym z OPPO. Czy dziennikarz może chcieć czegoś więcej?

Czas na pytanie, które razem OPPO zadajemy wszystkim rozmówcom – co twoim zdaniem zostanie z nami z tego roku? Masz jakieś przemyślenia na ten temat?

Moja odpowiedź trochę wpisuje się w hasło kampanii „Look for the good" – mam wrażenie, że wiele trudnych rzeczy, z którymi musieliśmy zmagać się w tym roku nauczyło nas kilku bardzo pozytywnych, a nieco zapomnianych umiejętności. Weźmy na przykład relacje międzyludzkie. Wydaje mi się, że wiele osób będzie musiało zmierzyć się z sytuacjami lęku społecznego i naruszenia ważnych dla nich relacji. To wszystko przez zamknięcie i brak kontaktu bezpośredniego. Jednak wydaje mi się, że paradoksem tej sytuacji jest fakt, iż to właśnie oddalenie pokazało nam jak te najbliższe relacje są istotne. Mamy zdecydowanie więcej ochoty do ich podtrzymywania i dbania o samopoczucie innych osób. A może ten rok był nauką, która pozwoli nam nieco zwolnić i cieszyć się sobą nawzajem? Bardzo bym sobie tego życzył. 

 #lookforthegood #livelytogether #opporeno4series