Dla wielu osób rok 2020 był ogromnym wyzwaniem. Jak wyglądało to w Twoim wypadku?

Świat w marcu stanął w miejscu na wiele miesięcy. Musiałem zatrzymać się razem z nim. Na początku, po pracowitym roku 2019 wyluzowałem się. Grałem na konsoli i oglądałem seriale. Po dwóch tygodniach krążenia między łóżkiem, lodówką, a konsolą doszło do mnie, że tracę czas i.. zaprzyjaźniłem się z gitarą.

Pandemia w ciągu kilku tygodni całkowicie zmieniła życia wielu artystów. Twoje pewnie też.

Zadałem sobie pytania: co jest moją muzyką? Co tak naprawdę chcę robić? Zacząłem występować na scenie jako dziecko, swój pierwszy singiel wydałem mając 14 lat, chciałem występować i śpiewać, tylko to się dla mnie liczyło. Pandemia dała mi możliwość podsumowania tego, co zrobiłem i postawienia na to, co naprawdę gra mi w duszy. Moja managerka Gosia Leitner otworzyła mi ucho na świat rocka, grunge’u i blues’a. Ten świat totalnie mnie pochłonął, zakochałem się w zespołach takich jak Nirvana, Led Zeppelin, Alice In Chains, zanurzyłem się w teksty Bob’a Dylan’a. Przesłuchiwałem album po albumie czując jak przyspiesza mi bicie serca z każdym kolejnym kawałkiem.

Wiele osób kojarzy Twoje występy w programie „Twoja twarz brzmi znajomo”, ale to nie jedyne Twoje artystyczne oblicze. Nad czym obecnie pracujesz?

Zakończyłem właśnie pracę z Gverillą, Squidbiits i Wojtkiem Geniuszem nad nowym albumem Mariny, na który całym team’em napisaliśmy teksty i melodie. Zachęcam do posłuchania świeżego krążka „Warstwy”! Teraz spełniam swoje marzenie pracując w studio z Bartkiem Dziedzicem. Z każdym naszym spotkaniem staję się lepszy w tym, co robię. Bartek pokazał mi, jak pisać dobre teksty, co było dla mnie szokiem, bo byłem pewien, że wiem już co i jak. Kiedy Twoje piosenki śpiewają tysiące fanów na koncertach to jesteś pewien, że wiesz jak to robić. Nowy proces twórczy całkowicie mnie pochłonął.

Marka OPPO, z którą współpracujesz przedstawiła światu kampanię „Look for Good”. Myślisz, że z tego typu wyzwań możemy wyciągać także pozytywne wnioski?

Tak. Bo zawsze mamy wybór. To kwestia perspektywy czy traktujesz to, co cię spotyka jako dar czy kolejną tragedie. Łatwo się poddać gdy wszystko wokół się wali, jednak już wiele razy doświadczyłem tego, że każdy problem jaki miałem, po czasie okazywał się łaską. W rozmowie z ambasadorem OPPO Marcinem Prokopem mówiłem szczerze o tym za czym tęskniłem, co odkryłem, kto stał się dla mnie najbliższy podczas roku 2020.

Swoją karierę rozpoczynałeś w teatrze muzycznym „Roma”. Planujesz kiedyś wrócić jeszcze „na deski”?

Miałem 7 lat. Czas leci szybciej niż myślałem, zacząłem rozumieć swojego świętej pamięci Dziadka, który powtarzał, że z czasem miesiące będą zlatywać jak tygodnie. Coś w tym jest. Do Teatru Muzycznego Roma mam ogromny sentyment. Chcę tam nagrać klip. Opowiem o nim więcej, gdy będę mógł Wam go pokazać!

Mam wrażenie, że doświadczenie tego roku pobudziło w ludziach empatię i wspólnotowość. Czy zauważyłeś w sobie jakieś nowe cechy charakteru lub zmianę nastawienia do innych?

Moje relacje z najbliższymi się poprawiły. Miałem czas na telefon czy spotkanie z rodziną i przyjaciółmi. Dobrze jest wiedzieć, że jest ktoś komu na Tobie zależy. Nauczyłem się planować swój dzień, wyrobiłem w sobie dobre nawyki uświadamiając sobie ile mam tych złych. Szukałem w sobie odpowiedzi na to czym jest szczęście. Zacząłem czytać Ewangelie, świadomie się modlić, zbliżyłem się nie tylko do bliskich, ale i do Boga.

A myślisz, że doświadczenia i emocje tego roku znajdą odzwierciedlenie w Twojej twórczości?

Emocje i myśli z którymi często przez ten rok byłem sam na sam, przelałem na papier i w melodie. Niedługo podzielę się bardzo intymnym utworem, który napisałem pare miesięcy temu.

Miejmy nadzieję, że kolejny rok będzie nieco „spokojniejszy”. Jakie masz plany zawodowe na kolejne miesiące?

Chcę spełnić swoje marzenie, czyli wyjechać na zagraniczny songwriting camp

 #lookforthegood #livelytogether #opporeno4series