Od samego początku było wiadomo, że walka będzie bezpośrednim rewanżem za starcie z 2014 roku, w którym Conor McGregor pokonał Dustina Poiriera po efektownym nokaucie już w pierwszej rundzie. Początkowo mogło się wydawać, że i tym razem McGregor powinien poradzić sobie z przeciwnikiem, ale już w drugiej rundzie role się odwróciły. 

Wydaje się, że kluczem do zwycięstwa Poiriera było regularne okopywanie nóg McGregora, który z czasem stał się dużo wolniejszy i nie dawał rady z uciekaniem przed ciosami Amerykanina. Doskonale widoczne było to w drugiej rundzie pojedynku, kiedy Poirierowi udało się wyprowadzić serię silnych ciosów, z których większość dotarła do celu. Po jednym z nich McGregor upadł bezwładnie na matę, a sędzie był zmuszony przerwać pojedynek. 

Wiele wskazuje na to, że jeśli zdrowie obu zawodników pozwoli to nie będzie ostatnie ich starcie. Po zakończonym pojedynku Poirier powiedział wprost: „Jest remis 1:1. Może powinniśmy to zrobić jeszcze raz? Jestem szczęśliwy z miejsca, w którym się znalazłem. Jestem szczęśliwy, gdy patrzę na gościa, którego widzę w lustrze". 

Z kolei od McGregora po walce mogliśmy usłyszeć dawkę zdrowego rozsądku, a nawet pokory. „Trudno jest przezwyciężyć tak długą przerwę w oktagonie" - powiedział po walce Irlandczyk, który ostatni raz walczył w styczniu zeszłego roku.