Mam 45 lat i muszę przyznać, że przez te niecałe półwiecze jestem świadkiem prawdziwej rewolucji technologicznej. A trochę się działo - od zachwytu nad pierwszym kasetowym magnetofonem, podziwu nad czystością dźwięku płyt CD i ich nagłej śmierci technologicznej, telefony komórkowe, aż po zamknięcie naszego współczesnego świata do jednego magicznego pudełka jakim stał się smartfon. Kiedyś wracaliśmy do domu po klucze, portfel, pieniądze…dziś wracamy po telefon. Dzięki przeróżnym aplikacjom stał się wszystkim: portfelem, komputerem, kluczami i… czym tylko chcesz (można by reklamowo zakończyć). Nie tak dawno mówiło się o wszczepianiu ludziom chipów – aby monitorować ich stan zdrowia, lokalizować ich położenie (i pewnie nie tylko po to…), ale w dobie wszechobecnych telefonów komórkowych nie ma już takiej potrzeby. Nasza ciągła obecność w social mediach, skanery linii papilarnych, pliki cookies, mogą dawać poczucie, że jesteśmy globalnie inwigilowani. Choć nikt nie mówi tego wprost – tak jest.

Chińczycy poszli jeszcze dalej wprowadzając prawie rok temu - System Oceny Obywateli. Już sama nazwa jest wymowna, przerażająca i bardzo jednoznaczna. Przez stały monitoring, państwo ukarało już ponad 23 miliony ludzi. 17,5 miliona osób otrzymało zakaz możliwości zakupu biletów lotniczych. Kolejne 5,5 miliona nie może kupić biletu na pociąg (dane na koniec 2018 roku, według „The Guardian”). Skala przeraża - ale bardziej przeraża sam system.

Jak to działa w praktyce? Chińczycy są nieustannie obserwowani przez kamery, których ma być niebawem 600 milionów na terenie całego kraju. Każdy najmniejszy występek powoduje utratę "punktów w rankingu". Trochę jak w „Black Mirror” albo u Orwella w „1984” – tylko, że w Chinach to nie ponura wizja przyszłości a rzeczywistość. Obywatele tracą punkty za dokonanie przestępstw, wyrzucenie śmieci na chodnik, a nawet za nieprzychylne wypowiedzi o władzy czy też spożywanie alkoholu w nieodpowiednim miejscu. Ci, którzy utracili punkty, mają ograniczone podstawowe możliwości. Nie mogą podróżować, opuszczać miast, kupować biletów, nie mogą starać się o kredyt, a ich pracodawcy muszą stale składać raporty na temat ich zachowania w pracy.

Możemy się oburzać, powoływać się na nasze prawa ale sami na to pozwalamy, wręcz zachęcamy do tego. Czym stał się nasz świat? Klikalność, oglądalność, „łapki w górę”, „łapki w dół”… to nasza codzienność. Sami poddajemy ocenie siebie i innych.

Nie ukrywam, że jako nastolatek przeżywałem zachwyt pomysłami czy wizją rodem z „Powrotu do przyszłości”. Nomen omen, film z 1989 roku, który przenosił nas do 2015, spełnił się w swoich pomysłach w 100 procentach - od latającej deskorolki po samosznurujące się buty. Ale jest też spora część takiej klasyki science -fiction, której wizji nie chciałbym oglądać w realnym świecie. „Matrix”, „Raport mniejszości”, „Black Mirror” – niech pozostaną filmową fikcją. Czego sobie i Państwu życzę.

---------

Autor felietonu: Paweł Orleański – aktor telewizyjny i teatralny, prezenter. Ukończył wrocławską PWST. Na teatralnych deskach debiutował w spektaklu „Imię” w reż. Tomasza Manna, we wrocławskim Teatrze Polskim. Obecnie gra w spektaklu „Weekend z R.” w reż. Wojciecha Błacha. Na małym ekranie pojawił się m.in. w takich serialach jak „Życie jak poker”, „Samo życie”, „Fala zbrodni”, „Biuro kryminalne”. Od 12 lat prowadzi program popularnonaukowy „Galileo” na antenie TV 4. Prowadził też 3 sezony teleturnieju „The Wall- Wygraj Marzenia” na antenie TVP 1. Żonaty z aktorką, Joanna Orleańską, z którą ma córkę Antoninę. Wraz z żoną prowadzi studio „Nowy Orlean” zajmujące się produkcją i postprodukcją reklam, filmów i programów telewizyjnych. Fan motoryzacji, nowinek technologicznych i podróży. Nic dziwnego, że to właśnie o nich co dwa tygodnie będzie u nas pisał w nowym cyklu felietonów „Technowkręt”.