ELLE przedstawia nowe pokolenie ojców: słyszą pierwszy krzyk dziecka, obserwują pierwsze kroki, zachwycają się pierwszymi słowami. Opiekują się troskliwie, niczym mama. I mówią „kocham cię!” bez wstydu, nawet jeśli nie słyszeli tego od swoich rodziców.

Tata prawnik:

"Kocham dzieci, ale jestem konsekwentny. Okazuję ciepło, ale nie pozwalam na wszystko." Jakub Wende, prawnik, 44 lata. Tata Antoniego (21 lat; Marysi (16 lat; Helenki (13 lat) i Zosi (7 lat).

Od początku zajmujemy się dziećmi wspólnie z żoną. Katarzyna też jest prawnikiem i prowadzi dwie własne firmy, ale kończy pracę wcześniej niż ja, więc spędza z dziećmi więcej czasu. Nie zawsze mogę we wszystkim brać udział. Po pracy jednak i w weekendy staram się angażować w sprawy dzieci. To dla mnie wielka przyjemność. A Katarzyna może wtedy odpocząć i zająć się sobą. Z Antkiem, który jest już dorosłym człowiekiem i studiuje na Wydziale Archeologii i Antropologii Uniwersytetu w Bristolu, mam relację kumpelską. Naszą wspólną pasją jest sport: narty, rowery szosowe i nurkowanie. Teraz trochę z sobą rywalizujemy. Czasem żartem mówi: „Znowu ci odjechałem”. Nie ma jednak w jego głosie kpiny i to jest miłe. Jestem dumny, bo Antek zachowuje się tak, jak sobie wyobrażam, że mężczyzna powinien się zachowywać. Podziela moje wartości: szacunek dla kobiet, wrażliwość na krzywdę. Pochodzę z rodziny protestanckiej, mój pradziad był pastorem i mój ojciec przez swojego ojca i ja przez swojego byliśmy wychowywani dosyć surowo. Zasady były sztywne, do tego stopnia, że w domu dziadka nikt nie mógł się odezwać bez pozwolenia. U moich rodziców aż tak nie było, bo mama była osobą postępową. Ojciec był człowiekiem, który nie okazywał uczuć wobec swoich dzieci jak ja. Syn jest przyjacielem, a dziewczynki to oczko w głowie. Okazuję im ciepło, miłość, ale staram się być konsekwentny. Nie można pozwalać na wszystko. Dzieci tego nie rozumieją. Używają argumentów: „Nie pozwoliłeś, bo mnie nie kochasz. Moją siostrę kochasz bardziej, bo jej pozwoliłeś”. Wtedy odpowiadam: „Jej pozwoliłem, bo ma odrobione lekcje, a ty jeszcze nie. Jak odrobisz, to tobie też pozwolę”. Chciałbym zawsze mieć dla nich czas, ale czasem brakuje siły. Kiedy wracam z pracy, Zosia chciałaby się bawić, a ja właśnie potykam się o własny nos. Ona jest jak dynamit, cały czas jest w biegu. Jest też niezwykle ciepła, taka przytulanka. Codziennie muszę ją przed snem potrzymać za rączkę i podrapać po plecach. Inaczej nie zaśnie. Brak czasu w tygodniu staram się nadrabiać w weekendy. Wtedy chodzimy na spacery, do kina, więcej rozmawiamy. Na co dzień mamy jeszcze poranki z Zosią i Helą, które odwożę do szkoły. Dziewczynki rywalizują z sobą. Ciągle są jakieś spięcia. Marysia wkracza w dorosłość, to trudny wiek. Zosia i Helenka potrafią godzinami bawić się spokojnie i nagle krzyk, przepychanki. Trzeba wkroczyć. Oczywiście ostrożnie, bo wszystkiego nie widzimy i łatwo o zbyt szybki osąd. Tym bardziej że Zosię jako najmniejszą traktuje się z przymrużeniem oka. A to czasem bywa niesprawiedliwe. Helenka w porównaniu z Zosią wydaje się już taka dorosła, a przecież ma tylko 13 lat. Kiedyś pojechałem na trzytygodniową wyprawę motocyklową do Tadżykistanu. Strasznie tęskniłem. Cieszę się, że między dziećmi są takie różnice wiekowe. Przed nami jeszcze wiele lat z nimi. A nie ma nic piękniejszego.

 

Czytaj dalej>>>