Przyznam szczerze, że gdy pierwszy raz usłyszałem o akcji - w serwisie informacyjnym RMF FM - byłem lekko zszokowany. Pomysł ostrzegania przed niechcianą ciążą poprzez tak wyraziste sugerowanie, że małe dziecko potrafi być kłopotliwe, wydał mi się nieco kontrowersyjny. Informacji o inicjatywie postanowiłem poszukać więc u źródła.

Akcja z płaczącymi lalkami to część programu edukacyjnego "Dziecko w domu", za który odpowiadają Szkoła Rodzenia i Poradnia Planowania Rodziny w Słupsku. Program jest z kolei realizowany w ramach projektu "Zdrowie - Mama i Ja" finansowanego przez miasto Słupsk. - Celem przedsięwzięcia jest kształtowanie wśród młodych ludzi takich cech jak obowiązkowość czy poczucie odpowiedzialności. Podczas opieki nad lalką-dzieckiem uczniowie mogą nauczyć się podstawowych czynności opiekuńczych i pielęgnacyjnych, ale również rozwijają swoje kompetencje psychospołeczne tj. radzenie sobie z trudnymi sytuacjami - tłumaczy Małgorzata Siupik-Winiszewska, pedagog z słupskiego Zespołu Szkół Informatycznych.

Lalka trafia do ucznia na cały weekend. Zabawka - tak jak prawdziwe dziecko - swoje potrzeby sygnalizuje płaczem. Po zakończonej opiece, nastolatek otrzymuje raport ze swoich działań i omawia go z psychologiem z ramienia Poradni. Udział w projekcie jest dobrowolny, jednak wymaga się zgody rodziców. - Otrzymujemy same pozytywne opinie o naszej akcji, zarówno od uczniów jak i ich opiekunów. - przyznaje Siupik-Winiszewska. Młodzi ludzie często nie zdają sobie sprawy z odpowiedzialności, jaka wiąże się z posiadaniem dziecka. I to jest chyba kluczowy aspekt projektu, ponieważ wśród uczniów słupskiego ZSI słyszę, że lalka-dziecko dosadnie uświadamia im, że na rodzicielstwo z prawdziwego zdarzenia nie są jeszcze gotowi.

Jak tłumaczy mi Małgorzata Siupik-Winiszewska, nie należy traktować projektu jako zachęty do stosowania antykoncepcji. - Uświadamiamy, że opieka nad dzieckiem to odpowiedzialna i wymagająca praca - mówi pedagog. - Niemowlęta nie płaczą dlatego, że są rozkapryszone. One płaczą, bo sygnalizują w ten sposób swoje potrzeby: głód, ból, zmęczenie czy potrzebę bliskości.

Według oficjalnych danych, liczba młodych rodziców w ostatnim czasie znacząco spadła. Obniżył się za to wiek pierwszego stosunku, a także częstotliwość współżycia u nastolatków. Choć - jak wnioskujemy po dostępnych statystykach - świadomość dotycząca antykoncepcji raczej się poprawiła, w edukowaniu seksualnym naszych dzieci wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Temat niedojrzałości emocjonalnej wraca jak bumerang, a kilka miesięcy temu było o nim szczególnie głośno, gdy w mediach społecznościowych popularny stał się trend #teenmumlover. Najmłodsze dziewczynki - często w wieku gimnazjalnym - chwaliły się na Instagramie ciążą, a wręcz zachęcały do niej swoje rówieśniczki.

- Z własnego doświadczenia wiem, że młodych ludzi nie trzeba specjalnie zachęcać do rozmów o antykoncepcji. Ważne jest, by osoba przekazująca stosowną wiedzę była komunikatywna, otwarta, empatyczna, dyskretna i życzliwa. I by omawiała wyłącznie potwierdzone naukowo fakty - podsumowuje Małgorzata Siupik-Winiszewska.