Pamiętasz, czym uwiodła cię moda?

ZOSIA PROMIŃSKA: Oczywiście, że tak! Uwiodła mnie swoim barwnym i wyrazistym językiem oraz kreatywnością ludzi, którzy ją tworzą. To moda nauczyła mnie czerpania inspiracji z różnych dziedzin sztuki. Najcenniejsze, że pomimo przypisywanej powierzchowności, fotografia modowa umożliwia przemycanie wartościowych treści.

Kiedy byłaś modelką, też tak to widziałaś? Jak wspominasz ten okres?

Szesnaście lat to długi okres, w sumie chyba kilka etapów. Bez wątpienia wszystkie doświadczenia oraz wiedza zdobyta podczas licznych sesji fotograficznych to wartość sama w sobie. Dzięki pracy w charakterze modelki, mogłam uczyć się warsztatu od światowej sławy fotografów. Przy pracy z aparatem obserwowałam prawdziwych mistrzów, o czym w innych okolicznościach mogłabym tylko pomarzyć. Międzynarodowe kontrakty umożliwiły mi obcowanie z różnymi kulturami.

A ciemne strony?

Drugą stroną medalu było zdecydowanie przedwczesne wkroczenie w dorosłe, niezależne życie. Oddaliło mnie to od rówieśników, z którymi nie potrafiłam już nawiązać relacji. Okres liceum wspominam jako bardzo ciężką walkę o nadrobienie zaległości nagromadzonych podczas wielotygodniowych nieobecności w szkole. Dodatkowo, naturalne zmiany zachodzące w ciele w czasie dojrzewania, w obliczu modowych realiów, okazały się problemem. 

Fotografia zainteresowała cię właśnie w momencie, kiedy stałaś przed obiektywem?

Fotografia interesowała mnie od zawsze. Ale faktycznie, świadomą decyzję o wybraniu tej drogi podjęłam właśnie stojąc po drugiej stronie obiektywu. Po pierwszej sesji, którą zrealizowałam jako fotografka nie miałam wątpliwości, że to była bardzo dobra decyzja.

Lubisz siebie? 

Tak! Chętnie spędzam czas w pojedynkę. Doceniam swoje zalety i jestem wdzięczna za talent, który umożliwia mi łączenie pasji z pracą. Jeżeli chodzi o wygląd, walczę żeby przestać widzieć siebie w krzywym zwierciadle, co spowodował trochę świat mody. To bardzo trudny proces, ale wierzę, ze kiedyś uda mi się w zdrowy sposób spojrzeć na swoje ciało.

Jak narodził się w twojej głowie pomysł na ten projekt?

To było kilka lat temu, podczas jednego z zagranicznych kontraktów. Bardzo ciekawy wydał mi się kontrast pomiędzy rolami, w które wcielają się modelki na sesjach zdjęciowych a ich naiwną, czy wręcz dziecięcą jeszcze rzeczywistością. Konwencja ewoluowała w mojej głowie bardzo długo - aż ucieleśniła się w postaci „Waiting Room”.

Trudno chyba pokazać swoją prywatność komuś nowo poznanemu. A do tego w tak wyrazistej konwencji…

Tak, to prawda. Jednak doświadczenie zdobyte jako modelka pomaga mi nie tylko zrozumieć fotografowane osoby i podejść do nich z należytym szacunkiem, ale również nawiązać z nimi szczerą relację. 

Ogromna ilość zdjęć na wystawie w Krakowie. Sporo młodych ludzi ci zaufało…

Na sto fotografowanych osób, udziału w projekcie odmówiły cztery. Z racji konwencji, która wymaga wkroczenia w tak intymną przestrzeń, jaką jest prywatny pokój - zależało mi żeby bohaterowie dobrowolnie brali w nim udział - nie w wyniku mojej namowy.

Mieli oni jakieś cechy wspólne?

Trudno  dopatrywać się cech wspólnych u osób z tak różnych środowisk i przeciwległych części kraju - od dużych miast po oddaloną prowincję. Łączy ich na pewno sytuacja, w której się znajdują. Wszyscy bohaterowie projektu to nastolatkowie od 12. do 17. roku życia, którzy stawiają pierwsze kroki w zawodzie modela, są świeżo po nawiązaniu współpracy z agencjami. Tym punktem wspólnym jest ich niewinność i swojego rodzaju niepokój, ale też ekscytacja przed nieznanym rozwojem kariery.

Modeling jest jedyną szansą na wyrwanie się z dusznych, często prowincjonalnych społeczności?

Absolutnie nie! Drogi są różne dla różnych osób. Jednak może zdarzyć się, że to właśnie modeling otworzy komuś drzwi do lepszego życia…

Trudno jest połączyć swoje codzienne życie z życiem pełnym blichtru i luksusu? Na twoich zdjęciach z jednej strony widać awangardowe kreacje polskich projektantów, a z drugiej - młodzieżowe plakaty, szaliki piłkarskie i pluszowe maskotki.

Większość spośród bohaterów projektu - z racji bardzo młodego wieku - wciąż czeka na swój prawdziwy debiut. Obowiązujące prawo zezwala na pracę na wiodących rynkach mody dopiero po ukończeniu 16. roku życia. Dla niektórych z nich oznacza to nawet cztery lata zawieszenia pomiędzy rzeczywistością ucznia a światem marzeń i obietnic. Łączenie tych przeciwległych płaszczyzn musi być dla nich bardzo ciężkie.

Ten projekt jest ostrzeżeniem?   

Założeniem „Waiting Room” jest ukazanie zjawiska nieletnich modeli i modelek. Moimi pracami mam nadzieję nakłonić widza do refleksji i wyciągnięcia własnych wniosków.  

Gdybyś mogła jeszcze raz wybrać, czy zostaniesz modelką, co byś zrobiła?

Bez wątpienia wybrałabym tę samą drogę, choć wolałabym zacząć o kilka lat później, po osiągnięciu dojrzałości psychicznej i emocjonalnej. Piętnaście lat to moim zdaniem zbyt wczesny wiek. Ale taka jest ta branża, „opóźniony” start najprawdopodobniej przekreśliłby moje szanse.

Z poczekalni, prędzej czy później, się wychodzi, prawda?

Bez wątpienia! Powiem tak: „Waiting Room” to projekt długoterminowy. Kolejny etap nastąpi za kilka lat, kiedy ponownie spotkam się ze wszystkimi bohaterami projektu. Mam nadzieję, że te spotkania będą jeszcze ciekawsze!

Miesiąc Fotografii w Krakowie potrwa do 23 czerwca. Więcej informacji na stronie: http://photomonth.com/pl/