Dominik Sadoch – jak rozpoczęła się jego przygoda z modelingiem? 

Jako piętnastolatek nawet nie wiedział o istnieniu takiej profesji jak modeling. Pewnego dnia po prostu wybrał się z rodzicami do centrum handlowego. Akurat trwał casting do banku twarzy. Fotograf wypatrzył go w tłumie. Zasugerował, że ma predyspozycje i żeby zgłosił się do agencji, że np. w AS Management mężczyźni też pracują jako modele. Dominik zadzwonił z czystej ciekawości. Na spotkanie poszedł z rodzicami. I tak zaczął pracę w agencji. Już jako piętnastolatek poleciał na mediolański fashion week i był to jego pierwszy samodzielny wyjazd za granicę.

Zaczął od razu z najwyższej półki, bo pierwsze pokazy mody, w jakich wziął udział, to Prada i Ermenegildo Zegna. Na więcej musiał poczekać, paryski tydzień mody bowiem pozwalał zatrudniać modeli dopiero, kiedy ukończą szesnaście lat. Pojechał tam w kolejnym sezonie. Mediolan to była ekscytująca eskapada, ale dopóki nie otrzymał pierwszej wypłaty, nie do końca wierzył, że ta przygoda jest przecież także pracą, która daje mu samodzielność.

Musiał się sporo nauczyć. Jak wychodzić ze swojej strefy komfortu, gdzie są granice, jak się porozumiewać w obcych językach, jak rozumieć ludzi innych kultur. Pierwszy rok pracy był bardzo intensywny, choć głównie obserwował, jak funkcjonuje modowy przemysł. Szybko dorósł. Stał się podróżnikiem. Kiedy nie pracuje, wciąż się przemieszcza. Podróżuje zawsze z plecakiem, w którym ma notes, ulubione i nowe książki oraz laptopa. W podróżach szuka inspiracji, bo w modelingu ceni  kreatywną formę działania. Nie traktuje pracy jako odhaczenia kolejnych zadań. Angażuje się w projekt, zawsze stara się wnieść coś od siebie.

Magiczny moment

Zapytany o najważniejsze zawodowe doświadczenia, bez namysłu wymienia sesję zdjęciową z marką Louis Vuitton dla niemieckiego „GQ Style”. Robili to w Tajlandii, w pobliżu granicy z Birmą. O świcie, była piąta nad ranem, całą ekipą płynęli po rzece. Było jeszcze ciemno. Nad wodą unosiła się gęsta mgła. I nagle w tej pustce, we mgle rozległ się głos. Okazało się, że to nadawana przez megafony modlitwa z jednej ze świątyń tuż przed wschodem słońca. Osada Sangkhlaburi budziła się do życia. Sesja realizowana była w sławnych ruinach Wat Saam Prasob — Utopionej Świątyni. Dominik pozował ze słoniem. Najpierw na lądzie, a potem w wodzie z tym ogromnym zwierzęciem. Nie miał obaw. W pracy nigdy się nie boi. Kiedy zaczyna pozować, wyłącza w głowie to, co mogłoby utrudnić mu zadanie.

Pewnego wieczora, zupełnie jak u Allena w „O północy w Paryżu”. Dominik szedł w kierunku Luwru. Zbliżała się północ. Nagle zadzwonił telefon. Ktoś z agencji pyta, czy dałby radę przyjść teraz na casting. Poszedł. Czekali  Kim Jones z ekipą. Jones wtedy jeszcze projektował dla domu mody Louis Vuitton. Dominik nie siedział z kilkudziesięcioma chłopakami w poczekalni. Był ostatni. Ubrania pasowały idealnie. Świetnie im się pracowało. Ten moment zaowocował wieloletnią znajomością i niemal pięcioletnią pracą dla marki LV (w tym projekty typu fit modeling, czyli szycie i miara kolekcji na podstawie przymiarek z konkretnym modelem.

Getty Images

Zwieńczeniem tej wspólnej pracy i ważnego etapu kariery Kima Jonesa było zamknięcie przez Dominika ostatniego pokazu Louis Vuitton w 2018 roku. Na finał wyszli wtedy we czworo: Kim Jones, Naomi Campbell, Kate Moss i Dominik Sadoch. Odkąd Kim Jones stanął w 2018 roku za sterami męskiej linii Diora jako dyrektor kreatywny, Dominik jako jedyny Polak chodził w każdym pokazie tej marki (poza ostatnim, w dobie pandemii, ponieważ przebywał wtedy w Nowym Jorku). Nie ma wątpliwości, że panowie nawzajem się cenią.

Z analogiem pod rękę

Na pytanie, z jakiego osiągnięcia w pracy jest najbardziej dumny, mówi, że po prostu z siebie. Z tego, czego się nauczył, jakie nawiązał przyjaźnie, jak wyostrzył własny estetyczny zmysł. Pozwoliło mu to na rozwinięcie własnej pasji — fotografii. Zawsze ma przy sobie analoga, przez którego obiektyw, jak mówi, łapie sceny z życia. Zdecydowanie bardziej woli fotografować aparatem niż smartfonem i dziwnie się czuje, kiedy zapomni zabrać ze sobą lustrzankę. Lubi portretować ludzi. Przyjaciół. Przywozi też reportaże z miejsc i krajów, które odwiedza. Może kiedyś będzie to robił zawodowo? Do niczego się nie spieszy, wszystko ma swój czas. Ale kto wie, co niesie przyszłość?

Dziś Dominik ma dwadzieścia cztery lata, ale emocjonalnie czuje się dużo starszy. Czuje się po prostu dojrzale; trudno się dziwić, przez ostatnich dziewięć lat pracował bez wytchnienia w naprawdę trudnym i wymagającym fachu. Jest spokojnym człowiekiem, żyje w zgodzie ze swoim wewnętrznym ja. Po niemal dekadzie pracy w modelingu wie, że w tej robocie nie ma co się napinać ani nie ma co się jej kurczowo trzymać.

Getty Images

Trzeba być uważnym, wrażliwym na to, co niesie los, na doświadczenie chwili. W takiej pracy nad sobą pomaga mu medytacja. Dominik wierzy w karmę i reinkarnację. Często sięga po literaturę filozoficzną. Szczególnie bliska jest mu twórczość Alana Wattsa, brytyjskiego pisarza i filozofa, któremu sławę przyniosły badania porównawcze religii. Wszystko ma swój cel, wszystko dzieje się po coś. Trzeba sobie ufać, być sobie wiernym i być ze sobą szczerym, bo co chwila w życiu podejmujemy jakieś decyzje i dokonujemy wyborów. Dominik ufa intuicji. Wierzy, że raz podjęta decyzja prowadzi tam, gdzie powinna.

Słowo o wdzięczności

Najważniejszą przestrogą dla osób poszukujących zajęcia w modelingu jest ta, aby nie ulec pokusie łatwego zatracenia się w „highlife”. Młode, niedojrzałe jeszcze, poszukujące własnej tożsamości charaktery łatwo mogą pobłądzić i zapomnieć o tym, jak ulotne jest bycie na szczycie. Dominik twierdzi, że poczucie wdzięczności powinno przeważać nad powierzchownością nocowania w dobrych hotelach, używania ekskluzywnych marek, noszenia najlepszych ubrań i odwiedzania drogich restauracji. Finalnie ważne jest to, kim jesteśmy, a nie to, na jakim poziomie przez chwilę żyjemy i z jakich dóbr korzystamy.

Pytany o to, jak zmieniła się branża na przestrzeni ostatniej dekady, mówi, że coraz większe znaczenie ma nie to, jak wyglądasz, ale również to, co sobą reprezentujesz i jaką jesteś osobowością. W co angażujesz się poza modelingiem. Dzisiaj dużo większa jest też różnorodność poszukiwanych typów urody. Kiedy zaczynał, na wielu pokazach wszyscy modele byli do siebie podobni. Wyglądali jak armia ludzi o niemal identycznych rysach twarzy i sylwetkach. Dziś jest większe zróżnicowanie i nie ma sztywnych ram ani w klasyce, ani  w koncepcjach stricte niszowych. 

Dodatkowo sytuacja z COVID-19 zdemolowała kalendarze wydarzeń modowych i sama praca stała się bardziej nieregularna, a przy tym coraz większą rolę odgrywa w niej planowanie. Rośnie też konkurencja. Pokazów jest mniej i tym samym mniej osób może wziąć w nich udział. Kiedyś leciało się na castingi i na początku nie wiedziało się, w ilu finalnie pokazach weźmie się udział. Dziś zapraszają cię wcześniej do konkretnego projektu.

Dominik Sadoch – wiek, wzrost, wymiary, Instagram

Getty Images

Miejsce urodzenia: Celestynów 

Wiek: 24 lata

Wzrost: 187 cm

Agencja: AS Management 

Staż w modelingu: 9 lat

Instagram: @dominiksadoch

Redaguje Marcin Brylski, szef działu mody magazynu ELLE MAN.

Więcej o trendach i męskiej modzie przeczytacie w jesiennym oraz zimowym wydaniu ELLE MAN. Zapraszamy do saloników prasowych i kiosków, a także zachęcamy do nabycia prenumeraty naszego magazynu za pośrednictwem strony kultowy.pl.