Zakopane jako miasto skomercjalizowało się już tak bardzo, że przebywanie w nim staje się nieznośne. Wszechobecny smog, zapach pseudooscypków, tłumy podchmielonych turystów, inwazyjne reklamy, korki i kolorowy świat tysięcy niepotrzebnych, plastikowych rzeczy. Zostało niewiele miejsc (poza wysokimi Tatrami), w które można uciec i bezpiecznie się schronić. Takim miejscem jest na pewno dawny dom sanatoryjny przy Chramcówki, w którym mieści się „Witkacy” jak powszechnie nazywa się zakopiański teatr. Piękny budynek teatru i ludzie, którzy ten teatr tworzą, otulają przybysza już od samego wejścia. Zdają się mówić: „Jesteś w teatrze. To bezpieczne miejsce. Zostaw wszystkie smutki za drzwiami. A my zadbamy o to, żeby przenieść cię w inny wymiar”. I tak się dzieje. Bo Witkacy to nie tylko poczucie bezpieczeństwa (stworzenie takiej atmosfery zalecałbym innym teatrom w Polsce), ale przede wszystkim wspaniałe przedstawienia. Dla mnie wizyty w Witkacym to zawsze powrót do teatru, za którym czasem tęsknię, pełnego znaczeń, onirycznego, z umowną acz bajkową scenografią i ze świetnymi aktorami, których słyszę i rozumiem. To zawsze duże, artystyczne przeżycie. 

Nie inaczej było w przypadku „Rzeźni” Sławomira Mrożka. Ten tekst pokazuje, jak wspaniałym, uniwersalnym twórcą był Mrożek. Jest to chyba najtrudniejszy do adaptacji scenicznej utwór Mrożka, pełen metafor, mało cyniczny, bardzo bolesny. To dramat o zazdrości. Zazdrosna jest matka Skrzypka, głównego bohatera: o jego życie, o jego samodzielność i o jego kochankę. Zazdrosna jest Flecistka, kochanka Skrzypka: o jego miłość i oddane do sztuki. Zazdrosna jest także sztuka, która zabiera bohaterowi całe jego życie. Mrożek zdaje się mówić: „Jesteś tak dobry, jak twój ostatni utwór/spektakl/film”. Zagubiony w świecie żądz i cudzych pragnień Skrzypek odnajduje ukojenie wśród najprostszych prawd „sprzedawanych” mu przez Rzeźnika. Zdaje sobie sprawę z tego, że to, co tworzy jest ulotne, niewiele znaczy. Tworzy rzeczy, którymi nie da się nikogo nakarmić, choć czasem mogą komuś uratować życie. Produkuje powietrze. I pomimo tego, że i praca skrzypka i praca rzeźnika to wytwory rąk, to rzeźnik będzie się cieszył większym poważaniem społecznym niż skrzypek.

Andrzej St. Dziuk, głowa i główna podpora Teatru Witkacy, w profesjonalny sposób ogarnął tekst Mrożka – zarówno reżysersko, jak i muzycznie. Wykorzystując wiele fascynujących zabiegów formalnych (fenomenalna reżyseria światła!) przy wsparciu delikatnej, przemyślanej scenografii Rafała Zawistowskiego, stworzył przedstawienie kompletne. Może z wyjątkiem końcowego monologu Dyrektora Filharmonii, który jedynie męczy i rozdrażnia widza, ze względu na przyjętą formę, która zaburza jego ważne przesłanie.

Przedstawienie, którego główny bohater jest muzykiem, ma swoje metrum, wyznaczane przez rozpisane na nuty kroków przemieszczanie się aktorów na scenie i rytm tekstu, który wypowiadają. Oniryczna opowieść Flecistki i szczekające pretensje Matki przerywane są synkopami Skrzypka, Paganiniego, Rzeźnika, a całość wieńczy uwertura Dyrektora. Jest to też kolejne przedstawienie, które pokazuje, jak ważny jest zespół teatru. I mówię tu o prawdziwym zespole, który zna się ze sobą, dużo wspólnie pracuje, wspiera się i uzupełnia na scenie. Bo aktorzy w „Rzeźni” są za-chwy-ca-ją-cy!

Krzysztof Wnuk w roli Skrzypka stworzył wielką rolę. Miał do wykonania nie lada zadanie, bo to bardzo trudna i wyczerpująca do zagrania postać. Widz przyzwyczaja się do niego już po minucie i podąża za nim, wspierając wszystkie jego życiowe wybory. Dorota Ficoń w roli Matki, przyjmując określoną formę wypowiadanego tekstu drażni tak, jak powinna drażnić każdego z nas nieustannie nękająca wymówkami matka. Krzysztof Najbor jako Dyrektor Filharmonii jest silny, bezwzględny, choć zgodnie z założeniami Mrożka również żałosny i śmieszny, a Kamil Joński grający Woźnego tworzy niemalże niematerialną, acz znaczącą postać.  Pięknymi i wyraźnymi akcentami aktorskimi w tym dziele jest Agnieszka Michalik i Piotr Łakomik. Oboje przyciągają uwagę swoim talentem, warsztatem i niezbywalną prawdą. Michalik w roli Flecistki ukazuje kalejdoskop stanów kochającej kobiety. Takiej, która najpierw pragnie być kochana, potem pożąda, następnie kocha, a na końcu bezwzględnie zawłaszcza. Łakomik swoim Paganinim-Rzeźnikiem potwierdza, że jest jednym z najzdolniejszych aktorów młodego pokolenia w Polsce. Jest rozpięty między kruchością a stalową siłą. Nie ma jednak w tym nic sprzecznego, pokazuje to tylko szeroki wachlarz jego możliwości scenicznych. Ma też niemalże niespotykaną wśród aktorów cechę: nie stara się przypodobać widzowi. Dzięki temu jest prawdomówny i prawdziwy.

„Rzeźnia” z Teatru Witkacego jest jak długi sen, czasem piękny i dobry, czasem okrutny i głośny. Sen, z którego się budzimy, ale nigdy nie będziemy w stanie go zapomnieć.

  • "Rzeźnia"
  • Sławomir Mrożek
  • reż. Andrzej St. Dziuk
  • Teatr Witkacy w Zakopanem, Scena Witkacego
  • Premiera: 14. 12. 2019
  • ---------

Tomasz Sobierajski - socjolog z zawodu i z pasji, badacz społecznych zjawisk i kulturowych trendów. Naukowiec 3.0 nie bojący się trudnych wyzwań i multidyscyplinaroności. Autor kilkunastu książek o sprawach ważnych. Wykładowca akademicki i akademik z ambicjami. Znakomity słuchacz oraz wnikliwy obserwator. Kustosz dobrych manier i trener poprawnej komunikacji. Apostoł dobrej nowiny i przeciwnik złych emocji. Z zamiłowania sportowiec i podróżnik. Wegetarianin, cyklista i optymista. Nowojorczyk z duszy, berlińczyk z miłości i warszawianin z wyboru.