OLED 55C9 to najnowsze dziecko marki LG. Nic dziwnego, że koreański potentat w produkcji sprzętu RTV chce się nim pochwalić przed dziennikarzami na całym świecie. Telewizor przyjeżdża do mnie o poranku. Wielka paka robi równie wielkie wrażenie. Telewizor ma 55 cali, co oznacza, że zajmie pokaźną część ściany w moim salonie. Na początku ląduje na komodzie, na której stały bibeloty i barek. Szybko decyduję jednak, że stanie po prostu na… podłodze. Będzie się nie tylko lepiej prezentował, ale też stanie się idealnym pretekstem do tego, żeby pozbyć się nieco już staroświeckiego mebla. OLED 55C9 zajmuje zatem centralne miejsce w pokoju. Teraz na miesiąc życie domowe skupi się wokół niego. Trzeba uszanować nowego współlokatora. Szczególnie, że jak mi obiecano – ze swojej strony ma naprawdę dużo do zaoferowania. Zobaczmy, czy tak naprawdę jest!

Telewizor, który Cię słucha

Po wprowadzeniu wszelkich ustawień i zainstalowaniu moich ulubionych aplikacji streamingowych (Netflix, HBO GO, player, TVN GO) zaczynam testowanie. Na początku wyszukuję wszystko ręcznie za pomocą klasycznego pilota. Dobrze leży w dłoni, ma czytelnie rozpisaną nawigację. Kiedy przyglądam mu się z bliska zaczyna interesować mnie jednak przycisk, którego nie widziałem na żadnym innym pilocie. To podłużny przycisk z ikonką głośnika. Zaintrygowany przeglądam instrukcję obsługi, Okazuje się, że to guzik, który pozwala na głosowe wybieranie opcji i programów. Okazji do takiej zabawy nie opuszczę! Zaczynam zatem do niego mówić. Na komendę „ELLE MAN PL” od razu wyświetla się prowadzona przez ze mnie strona. Dzięki temu po raz pierwszy mogę obejrzeć efekty pracy mojej redakcji w tak dużej rozdzielczości! Testujemy dalej. Po kolei przechodzę do kolejnych serwisów. Technologia AI (sztuczna inteligencja) jest jednak znacznie bardziej zaawansowana. „Wyszukaj wynik meczu Legia Warszawa – Lech Kraków.” Jest. 7:0. Zgadza się. „Pokaż nowości na Netfliksie”. Wyskakuje głośna ostatnio „Pralnia” i nowy sezon „Peaky Blinders”. „Pokaż kolejny odcinek „Katarzyny Wielkiej”. Na ekranie pojawia się 3. odcinek serialu HBO. Fakt, ostatnio zasnąłem w połowie drugiego. W ten sam sposób wyszukuję kolejnych odsłon serialu „Czarnobyl”, „Abstrakt” i filmu dokumentalnego o Billu Gatesie. Wszystko wyskakuje na ekran dosłownie „na zawołanie”. Nawet wtedy, kiedy moja komenda nie jest podana jedynie w mianownikach. Nawet wtedy, kiedy wydaje ją nie ja, ale brat czy koleżanka. Magia? Nie, sztuczna inteligencja, która już niedługo zrewolucjonizuje rozrywkę. Skoro prawie każdy z nas korzysta z Siri czy Google Assistant i zamiast pisać, coraz częściej mówi do telefonu, to jestem się w stanie założyć, że już całkiem niedługo zaczniemy też rozmawiać z telewizorami. OLED 55C9 już dziś wychodzi naprzeciw temu trendowi.

LG OLED 55C9 - skarbnica rozrywki

Skłamałbym jednak twierdząc, że w najnowszym urządzeniu LG wrażenie robi jedynie ta funkcja. OLED 55C9 ma bowiem także kilka innych zalet, które odkrywam sukcesywnie, dzień po dniu.

Już na pierwszy rzut oka daje się zauważyć, że telewizor jest ekstremalnie cienki. Łatwo dało się go umieścić na komodzie, jeszcze lepiej prezentuje się jako główny element wystroju salonu na podłodze. O tym, że oglądając filmy przyrodnicze czuję się jakbym sam nurkował z delfinami czy wspinał się na Kilimandżaro, nie muszę mówić. Poziom nasycenia kolorów jest niemal zatrważający (czy ludzkie oko potrafi rozpoznać ich aż tyle?). Marka przy okazji chwali się, że nowy LG OLED zapewnia doskonałą czerń dzięki 8 milionom samoświecących się pikselom, z których każdy indywidualnie może kontrolować swoją jasność. W ten sposób mogę się cieszyć bogactwem kolorów (!!!) i odkrywać szczegóły każdej produkcji (szczególnie przydatne przy serialach kostiumowych). A kiedy jestem już zmęczony zbyt jaskrawym ekranem, włączam tryb kinowy lub domowy dostosowany do ciemnego pomieszczenia i cieszę się nieco przytłumionym obrazem, który nie męczy oczu.

LG OLED 55C9 - parujesz, grasz, oglądasz

Przez miesiąc testowania, OLED 55C9 zaskakiwał mnie niemal przy każdej okazji. Telewizor z łatwością łączył się z moją komórką i laptopem, chociaż na co dzień używam urządzeń z logo słynnego jabłuszka; uczył się mojego głosu a przy okazji także gustu, z dnia na dzień wybierając w sieci i w moich ulubionych aplikacjach filmy i seriale korelujące z moimi poprzednimi wyborami, a podczas grania w gry komputerowe zaskakiwał realizmem odtwarzanych sekwencji. To akurat dzięki czasowi reakcji liczonego w mikrosekundach i niskiemu opóźnieniu wyświetlania.  

Jak się jednak okazuje, świetna jakość obrazu, ponadczasowy design pasujący do niemal każdego pomieszczenia i cała paleta funkcji (po miesiącu skorzystałem zaledwie z ułamka z nich) i przede wszystkim możliwość głosowego wyszukiwania stacji, programów i aplikacji to dopiero początek zmian technologicznych, jakie do swoich urządzeń planuje zaimplementować LG. Marka już dziś zapowiada wprowadzenie do swoich smart tv takich rozwiązań jak Google Assistant (telewizory czekają na premierę w Polsce) czy AirPlay 2 (rozwiązanie pojawi się na rynku zapewne już w grudniu tego roku).

Tak wygląda przyszłość rozrywki

Swoją drogą, przyznaję, że jeszcze kilka lat temu nie pomyślałabym nawet, że ulubione seriale czy filmy na telewizorze będę wybierał głosowo. Po miesięcznym teście smart tv OLED 55C9 nie mam już wątpliwości, że rozmawianie z telewizorem (także po polsku!) to absolutna przyszłość rozrywki, która mnie totalnie uwiodła. A wiecie co jest w niej najlepszego? Że ta przyszłość trwa już dziś!