Jak niedźwiedzie zaczynamy magazynować zapasy i tu wyzwanie dla wszystkich kucharzy. Tych domowych i tych bardziej profesjonalnych w gastronomicznych przybytkach różnej maści. Restauratorzy dwoją się i troją, czym zachęcić w karcie menu swoich gości. Ja też mam na to kilka sposobów!

Jesienne przysmaki - co musi się znaleźć na stole?

Obowiązkowa jest oczywiście dyniowa zupa, ponieważ wariacje na jej temat nie kończą się nigdy. Od klasycznej, poprzez orientalny krem na bazie mleka kokosowego - wszak panuje moda na „lactose free” aż po wersje z sokiem pomarańczowym. Prócz dyni „wchodzą” do karty cięższe mięsa, witamy się z gąską na święto Marcina - to obowiązek mieć w restauracji popisowe dania pod hasłem „gęsina na świętego Marcina”. No i oczywiście skarby lasu, czyli nasze cudowne grzyby; wysyp podgrzybków, kurek, borowików- na to kucharze czekają cały rok. Lubię zapach i smak podsmażonych grzybów na patelni z jajkiem, teraz modnym „poche egg” i odrobiną pietruszką. W wersji bardziej finezyjnej dodajemy w mojej restauracji świeżo starta truflę - to dopiero jest poezja smaku i zapachu.

W deserach pojawia się więcej czekolady, co jako łasuch chętnie testuję. Ciepłe pachnące korzennymi przyprawami fondanty, z których po przekrojeniu wylewa się płynna czekolada mają nas pozytywnie ukoić i podnieść poziom miłych endorfin. Szarlotka z naszych polskich jabłek z pachnącym cynamonem z lodami karmelowymi smakuje tak tylko teraz. W luksusowej wersji serwujemy desery z dodatkiem jadalnego złota, co goście bardzo lubią. Błyszczące niebanalne akcenty popierają tezę, że najlepiej jak jesień jest polska i złota. Tak, jesień jest naprawdę smaczna, ale też kaloryczna, ale kto by liczył kalorie przy takich specjałach! Co bardziej restrykcyjni, próbują odpokutować swoje grzeszki na siłowni, na których „podobno” jesień to szczyt sezonu. Pisze „podobno” bo jak widać nie przepadam za ćwiczeniami i dietami z pudełek. W tej materii jestem niepoprawnym hedonistą życiowym i kulinarnym.

Za co trzeba lubić jesień?

Tak więc jesień wcale nie musi być zimna, szara i bura. Może być smaczna i „towarzyska”. Lubię przejeżdżać wieczorami przez Plac Zbawiciela. On daje mi zawsze wskazówkę, czy jeszcze mamy jesień, czy już się ona kończy. Towarzystwo otulone w szaliki i cieplejsze kurtki siedzące na skwerkach na popularnym Zbawixie daje mi odpowiedź, że jeszcze nie jest źle. Aromatyczne grzańce, ciepłe, zawiesiste zupy w kubkach z grzankami lub ciepłą bułą, kanapki na ciepło z roztopionym, ciągnącym się serem to menu obowiązujące podczas tych wieczornych spotkań na świeżym powietrzu. Każdy chce jeszcze chwilę nacieszyć się znośną temperaturą i oddalić nadchodząca zimowa porę. 

Lubię jesień jeszcze z innego powodu, to okres mojej wzmożonej aktywności zawodowej. Ciągłe eventy, organizacja dużych bankietów z których jestem znany. Cateringi na 500 i więcej osób, medialne gale- tak, wysyp eventów powoduje, że jestem pozytywnie nakręcony. Adrenalina jest tym większa im więcej staram się przemycać moich jesiennych smaków do takich imprez. Ostatnio wiele pochwał zebrało moje śliwkowe tarty i wegetariańskie leczo z bakłażana i różnokolorowych jesiennych papryk z orzechami. Kto by pomyślał, że Sowa może lubić cokolwiek bez mięsa? A jednak jesień czyni cuda.

CZYTAJ: Męskie smaki Roberta Sowy: Na co mam teraz ochotę? Pomidor!

O tej porze roku dużo też podróżuję i mogę przy okazji realizować swoje fanaberie smakowe. Przy okazji zawodowych obowiązków odwiedzam kolegów restauratorów w różnych zakątkach Polski. Jadam więc ślimaki u kolegi Rafała w Krakowie, najlepszy podlaski ramen u szefa Marcina, czy najlepszy chleb w Poznaniu u szefa Michała. W ciągu tygodnia przemierzam mnóstwo kilometrów, czasem nadrabiam, by odwiedzić znajomego, ale nagroda w postaci dobrej kolacji z przyjaciółmi i kolegami po fachu jest tego warta. Nocne biesiady często kończą się toastem polskich nalewek. Nasze rodzime pitne miody, dereniówka, jarzębinówka,  nalewka z mirabelek - kiedy jak nie o tej porze smakują najlepiej?

To prawda, że jesienią szybciej robi się ciemno, ale jak wiadomo sowy najlepiej polują po zmroku, czego jestem najlepszym przykładem. Polujcie więc na jesienne smaki i delektujcie się nimi, bo szybko się kończą, zima potrafi zaskoczyć.

Smacznej jesieni, kochani!