Dawid Muszyński: Pierwsza myśl, która pojawia się w Twojej głowie, gdy słyszysz hasło „polski samochód”?

Richard Hammond: To że nie jest to na pewno nic nowatorskiego z niskim zawieszeniem, bo wiemy, że wasze drogi od razu by takie auto doprowadziły do ruiny. Pierwsza myśl to chyba Polonez. 

Odnoszę wrażenie, że żywisz do tego modelu jakaś głębszą urazę, bo lubisz go niszczyć.

Nie nazwałbym tego urazą. Niszczenie ich po prostu sprawia mi ogromną frajdę, bo jest to auto, które stawia opór. Nie wiem, czy kiedykolwiek próbowałeś rozwalić Poloneza? To nie jest wcale takie proste. Te auta ważą tonę i czasami odnoszę wrażenie, że niektóre modele były pancerne. Moim zdaniem jest to auto, które zarówno trudno zniszczyć, jak i prowadzić. Największe problemy miałem ze sterowaniem, ale może to wynikać też z tego, że Polacy są dużo silniejsi od Brytyjczyków. Gdy porównamy nasze mięśnie, zobaczymy, że ty jakieś masz a ja nie.

Naśmiewałeś się przed chwilą z polskich dróg, a ja się zastanawiam, kiedy Ty ostatnio nimi jeździłeś…

Wieki temu. I wiem, że utrwalam stereotypy. To miał być żart. Wiem, że jakość dróg znacząco się w Polsce poprawiła. Jest sporo nowych szerokich i pięknych autostrad i nie tylko.

Wybaczam. Zostawmy na razie Polskę i skupmy się na Tobie. Masz okazję testować wiele prototypów aut. Czy coś Ci ostatnio wpadło w oko na tyle, że czekasz aż będziesz mógł zakupić własny egzemplarz?

Trudne pytanie. Muszę się porządnie zastanowić, bo większość prototypów jakie testowałem były dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Dużo obiecywały i praktycznie nic z tego się nie spełniło. No może oprócz ładnego wyglądu, ale przecież nie kupujemy auta tylko po to, by ładnie wyglądało w garażu. Musi jeszcze sprawdzać się na drodze czy otwartej szerokiej polskiej autostradzie wiodącej ku morzu. Więc chyba nic z tego, co ostatnio widziałem mnie nie urzekło na tyle, bym chciał od razu kupić.

Ty masz ten przywilej, że możesz prowadzić chyba każde auto, które sobie wymarzysz. Wystarczy, że tylko poprosisz.

Mogłoby się tak wydawać, ale to działa tylko w przypadku koncernów i salonów samochodowych. Prywatni właściciele wciąż mają opory, by od tak dawać mi kluczyki do aut, które skrywają w swoich garażach. Ale nieustająco pracuję nad tym, by to zmienić! (śmiech)

Zastanawiam się, skąd taka globalna popularność programów „Top Gear” i „The Grand Tour”? Przecież programów o samochodach w telewizji jest od groma…

Tu chyba chodzi o język, sposób, w jaki opowiadamy o samochodach. Jesteśmy geekami, jeśli chodzi o te maszyny. Lubimy nie tylko o nich mówić, ale też się nimi bawić. Wyciskać z nich tyle, ile fabryka dała. „Top Gear” istniał przecież w telewizji na długo przed tym jak do niego przyszliśmy. I cieszył się w Wielkiej Brytanii popularnością. Ale była to produkcja skierowana tylko do tych najbardziej zagorzałych fanów motoryzacji. My uczyniliśmy z niego program dla wszystkich. Trzech gości po prostu bawiło się autami. Robiliśmy to, o czym każdy marzy, ale po prostu nie ma na to kasy. My, dzięki szczodrości BBC, a teraz Amazona, pieniądze mamy i to wykorzystujemy. Jeździmy po całym świecie i testujemy auta. Nie działamy cały czas w jednym miejscu. To przemawia do tej naszej dzikiej części natury. Każdy z nas jest jak Mustang - kochamy wolność. Nie ma nic piękniejszego niż otwarta droga, gdzie z obu stron rozciąga się natura, a my po środku jadący słuchamy tylko ryku silnika. Aż się rozmarzyłem…

Mówisz, że jesteś geekiem motoryzacyjnym, ale czy na pewno? Jaki geek niszczy auta, które kocha? A wy robicie to nagminnie!

O! Wypraszam sobie! Nigdy nie zniszczyłem auta, które chciałbym zachować. Jeśli byłby to jakiś unikat, to nigdy bym nie pozwolił na jego destrukcję. Jednak jeśli jest to auto w produkcji, to zawsze można zrobić drugie. Nie ma w nim w takim razie nic wyjątkowego. A każdy człowiek lubi raz na jakiś czas coś rozwalić. To też pomaga zrozumieć, jak dane auto funkcjonuje. 

W takim razie zdradź nam, które z posiadanych przez Ciebie jest Twoim ulubionym?

To jak wytypowanie dziecka, które kochasz najbardziej. (śmiech) Mam ich kilka: 1962 Jaguar E type Roadster, 1969 Porsche 911 T, 1968 Mustang 319 GT, 1953 Jaguar XK150 - to są egzemplarze, których nigdy się ze swojej kolekcji nie pozbędę. Reszta może kiedyś zmienić właściciela.

A pamiętasz jeszcze swoje pierwsze auto?

1976 Toyota Corolla Liftback. Pamiętam nawet numer rejestracyjny: XUP609R. Zawodziło mnie cały czas, ale było moją wielką miłością. Rozbiłem je, wjeżdżając w bok nadjeżdżającego Volvo. Auto nadawało się tylko do kasacji, tak jak i moje serce, które pękło wtedy z rozpaczy na pół. 

Widzę, że lubisz raczej starsze modele. Ja osobiście mam problem z nowoczesnymi autami, bo nie można w nich nic samemu zrobić. Na litość boską, nawet żarówki w lamie sam nie wymienisz! Żeby się do niej się dostać, trzeba zdjąć cały zderzak…

Znam ten ból. Jednak musimy się raczej pogodzić z tym, że te czasy już minęły i raczej nie wrócą. Moim zdaniem rynek aut podzieli się na dwie części. Będą na nim auta praktyczne, których ludzie będą używali do wożenia dzieci do szkoły, jeżdżenia do pracy czy na wakacje. I będą też auta dla takich hobbystów jak my, w których będziemy mogli sami coś zrobić i pobrudzić sobie trochę ręce. Wierzę, że będzie zapotrzebowanie właśnie na takie auta, które będzie można własnoręcznie udoskonalać. Mnie też boli to, że zakup auta stał się tak samo pasjonujący jak zakup nowej pralki. Wchodzisz do sklepu, wybierasz, wychodzisz. Zero w tym radości. 

Czyli lubisz pobrudzić sobie ręce, grzebiąc przy autach?

Tak, choć nie jestem w tym najlepszy. Od ponad 20 lat staram się zbudować Land Rover Series 1 i chyba będę musiał w końcu zatrudnić kogoś, by to za mnie dokończył! (śmiech) Ale co jakiś czas lubię pogrzebać w silniku i coś w nim poprawić. 

Teraz z ogromną siłą nadciąga fala elektrycznych, cichych samochodów. Jesteś fanem tego trendu? Nie będzie Ci brakowało tych głośnych silników spalinowych?

Nie. Uważam, że lubimy ten ryk tylko i wyłącznie dlatego, że automatycznie kojarzy nam się z mocą. Jakoś zakodowaliśmy sobie, że bez tego auto nie ma prędkości, a to przecież bzdura. Zbliżamy się do ery super-szybkich cichych samochodów i moim zdaniem jest to bardzo ekscytujące. Ludzie szybko się do tego przyzwyczają. Nigdy nie myślałem, że polubię elektryczne motocykle, a teraz jeżdżę takim prawie każdego dnia. Nie brakuje mi jego hałasu, nie potrzebuję go do szczęścia. Wcale!