Przyznam się szczerze, że planując wakacje samochodem zawsze marzyłem, by pojechać dużym Vanem i nie martwić się o wielkość przestrzeni bagażowej oraz ilość miejsca dla pasażerów. Wyobrażacie sobie sytuację, że podnosicie klapę bagażnika, pakujecie walizki, dodatkowe pary butów,  nadprogramowe kapelusze, wszystkie „przydasie” plus to, co wpadnie Wam w ręce i po wrzuceniu tego wszystkiego zostaje Wam jeszcze miejsce na drugie tyle? No właśnie, ja również sobie tego nie wyobrażam, bo jeszcze żaden producent nie wymyślił zbyt dużego bagażnika, a żadna kobieta nie pozwoli sobie na wakacyjną podróż z pustym kufrem. Jedyny ratunek to podróż dużym dostawczakiem, ale to już sport ekstremalny.

Okazuje się jednak, że są samochody, w których przestrzeń bagażowa wydaje się optymalna, czyli taka, która nie wymaga kompromisów podczas pakowania, a wy zaczynacie się zastanawiać, czy jedziecie tylko na 2 tygodnie wypoczynku, czy może przeprowadzacie się na zawsze. Renault Pro+ odpowiedzialne za samochody dostawcze odświeżyło właśnie gamę swoich modeli, a na ich czele stoi Trafic SpaceClass, czyli rodzinny autobus do zadań specjalnych.

Tylko nie nazywaj mnie dostawczakiem

Z zewnątrz, w stosunku do poprzenika, zmieniło niewiele, szczególnie patrząc na auto z tyłu i z boku. Największe zmiany zaszły z przodu pojazdu, gdzie pojawiły się w pełni LED-owe reflektory i nowy grill bogato zdobiony chromem. Całość bardzo ładnie komponuje się z ciemnoszarym lakierem nadwozia i przyciemnianymi szybami. Powiem szczerze, że w tej konfiguracji Trafic wygląda niezwykle atrakcyjnie i zwraca uwagę na ulicy.

Największą zaletą dużych Vanów jest jednak nieprzyzwoicie obszerne wnętrze i w tej kategorii Renault Trafic również nie zawodzi. Przednie drzwi otwierają się szeroko i żeby dostać się na fotel trzeba pokonać stopień, a następnie wdrapać się na fotel. Podczas zajmowania miejsca kierowcy można przytrzymać się kierownicy, jednak projektanci zapomnieli o uchwycie w słupku, z którego mógłby skorzystać pasażer… lub pasażerka. Tak, od razu musiałem przyjąć na klatę subtelną uwagę małżonki, że gdyby chciała się wspinać, to pojechałaby w góry, albo poszła na ściankę. Na szczęście po zajęciu miejsca w fotelu było już tylko lepiej. Francuzi doskonale wiedzą jak zapewnić komfort swoim użytkownikom i tutaj także się popisali. Ogromne fotele przednie zapewniają taki luz, że choć wakacje mieliśmy spędzić w okolicach Trogiru, na wszelki wypadek sprawdziłem, czy nie dałoby się jeszcze zmienić destynacji na portugalskie Cascais. W Trafic-u ważne jest bowiem nie tyle dojechanie do celu, co sama podróż.

Zupełnie nowa jest deska rozdzielcza i przypomina teraz te znane z osobowych modeli Renault. Dodatkowo wykończona została okleiną w stylu szczotkowanego aluminium, co dodatkowo podniosło atrakcyjność wizualną wnętrza. Nowe są multimedia, które także przywędrowały tu z nowego Clio i Captura, a do dyspozycji jest oczywiście świetna nawigacja satelitarna oraz systemy Apple CarPlay i Android Auto. Nie zapomniano także o cyfrowym radiu DAB+, które w Europie działa po prostu rewelacyjnie. Na liście wyposażenia znalazła się oczywiście wielostrefowa klimatyzacja, lampki dla każdego pasażera, gniazdko 230V, ładowarka indukcyjna do telefonu i niezliczona ilość gniazd USB.

Salon na kołach

W Vanach, takich jak testowane przeze mnie Renault, najważniejsze jest jednak to, co znajduje się za plecami kierowcy. Po otwarciu ogromnych przesuwanych drzwi zyskujemy dostęp do świata gwiazd i czerwonych dywanów. Na drugi rząd siedzeń składają się dwa niezależne kapitańskie fotele z podłokietnikami, możliwością regulacji i obracania. Wraz wygodną kanapą w trzecim rzędzie i rozkładanym stolikiem tworzą luksusowy salonik, w którym można zapomnieć o zewnętrznym świecie. Powiem szczerze, że pierwszy raz, pomijając podróże luksusowymi limuzynami, zazdrościłem dzieciakom tej przestrzeni. Nie muszę pisać, że dwoje nieletnich błyskawicznie odnalazło się w nowej przestrzeni i zaadoptowało ją do swoich potrzeb. Dodam jeszcze, że gdyby zaszła potrzeba przenocowania w samochodzie, to tylna kanapa rozkłada się tworząc pełnowymiarowe łóżko małżeńskie, a jak wiadomo rano, łóżko małżeńskie staje się łóżkiem rodzinnym, więc cała czwórka z pewnością wyspałaby się komfortowo, choć przeleciała mi przez głowę myśl, iż dobrze, że nie mamy psa… Na szczęście zaplanowaliśmy nocleg w hotelu, więc tym razem nie musieliśmy korzystać z pokładowej sypialni. Na marginesie dodam, że rok temu korzystałem z noclegu w innym Renault Trafic SpaceClass i było super.

O bagażniku i pakowaniu roztoczyłem już opowieść na wstępie mojego tekstu, więc dla ścisłości tylko napiszę, że zmieściliśmy w Renault cały swój dobytek, a w drodze powrotnej dołożyliśmy do tego jeszcze dwa 18-kilowe arbuzy, „trochę” wina i inne bałkańskie suweniry.

Wakacyjny autobus

Jaką wygodę daje jazda dużym Vanem wie tylko ten, kto miał możliwość zrobienia nim kilkaset kilometrów. Mie dane było pokonać nim prawie 4 tysiące kilometrów i powiem, że chcę już zawsze jeździć na wakacje takim autobusem! Inżynierowie Renault bardzo przyłożyli się do pracy poprawiając zawieszenie nowego Trafic-a. Samochód prowadzi się prawie jak osobówka i nie gorzej niż większość SUV-ów. Nawet przy prędkościach autostradowych daje się kierować jedną ręką, zawieszenie jest przyjemnie komfortowe, ale też nie powoduje kołysania na zakrętach. W żadnym momencie nie miałem uczucia myszkowania po drodze, czy jakiejkolwiek niestabilności. Nawet boczny wiatr, który potrafił zaskoczyć w poprzedniku tutaj nie robił żadnego wrażenia. W kwestii prowadzenia jest po prostu perfekcyjnie i będę bronił swojego zdania.

Testowanym przeze mnie egzemplarz wyposażony był w wysokoprężny silnik 2.0 dCi o mocy 170 KM i momencie obrotowym 380 Nm, współpracujący z automatyczną skrzynią biegów EDC. No czy może być lepsze połączenie w długa trasę niż mocny diesel z automatem? Załadowany wakacyjnym ekwipunkiem Trafic SpaceClass idzie do przodu jak czołg zupełnie nie przejmując się swoimi gabarytami i doskonale czuje się na lewym pasie autostrady. Skrzynia zmienia biegi aksamitnie i szybko reaguje na polecenia prawej stopy. Przyspieszenia są odczuwalne, ale nie gwałtowne, czyli dokładnie takie, jakie powinny być w samochodzie przewożącym VIP-ów. Najbardziej zaskoczyło mnie jednak zużycie paliwa, bowiem ten mastodont potrafił zadowolić się niecałymi ośmioma litrami na 100 kilometrów. Przyznacie, że jest to wynik ocierający się o określenie „wybitny”.

Samochód daje też sporo frajdy podczas jazdy po słoweńskich i chorwackich górach. Układ kierowniczy jest precyzyjny, a hamulce skuteczne. Na długich zjazdach pomaga manualny tryb skrzyni biegów, który pozwala ustawić konkretne przełożenie i zapobiega rozpędzaniu.

Sklep z dmuchańcami

Duży Van na wakacjach ma jeszcze jedną nieocenioną zaletę. Po dojechaniu na miejsce i rozpakowaniu całego dobytku zmieszczą się do niego wszystkie dmuchane materace, koła, pontony i flamingi, z których nie będziecie musieli spuszczać powietrza i ponownie pompować następnego dnia! Jeśli więc wcześniejsze argumenty nie przekonały Was do wybrania Trafica SpaceClass do wakacyjnej podróży, to ten jest po prostu nie do podważenia.

Wakacje to czas odpoczynku. Czas dla rodziny, zabawy z dziećmi i luzu od codziennych zmartwień. Trafny wybór urlopowej destynacji jest kluczowy, by te wakacje minęły spokojnie i bez stresu. Okazuje się jednak, ze nie mniej ważny jest samochód, którym dostaniecie się na miejsce. Moja tegoroczna podróż do Chorwacji busem Renault pokazała mi, że nawet najlepsze kombi, czy SUV-y nie są w stanie równać się z rodzinnym autobusem pod względem pakowności i wygody podróżowania i choć dopiero 2 dni temu wróciłem do domu, to już tęsknię za szmaragdowym morzem, cykadami, pysznym jedzeniem i nowym Renault Trafic SpaceClass.