Dojrzały i nowoczesny

Piękne proporcje i symetria detali powodują, że Renault Clio piątej generacji wydaje się być większym niż jest w rzeczywistości. Tak naprawdę nowe Clio jest niższe i krótsze od poprzedniej generacji.  Moim zdaniem wygląda jednak o wiele lepiej. Przód upodobniony został do większego brata - Megane, przez co wygląda teraz poważniej. Także za sprawą charakterystycznych świateł do jazdy dziennej do całej gamy nowych modeli Renault. Zupełnie nowe jest wnętrze, któremu także bliżej jest do Megane niż do poprzedniej generacji. Pokuszę się o stwierdzenie, że jest nawet lepsze. Deska rozdzielcza jest nowoczesna, przejrzysta i bardzo przyjazna. W każdym miejscu widać, że producent zadbał o dobrej jakości materiały. Plastiki są dobrej jakości. Nawet te, których nie jesteśmy w zwyczaju dotykać na co dzień.

Obszerne fotele są bardzo komfortowe, ale to znak rozpoznawczy francuskich konstrukcji. W aucie wygospodarowano wyjątkowo dużo miejsca dla pasażerów. Wygodnie tu będzie nie tylko kierowcy i pasażerowi z przodu, ale i dwójce dorosłych z tyłu. Powiem więcej, na krótkich trasach da się na tylnej kanapie przewieźć nawet trójkę dorosłych. Przetestowałem to dokładnie podczas weekendowej wyprawy na Warmię. To przecież 200 kilometrów w jedna stronę i nikt nie krzyczał z tyłu, żeby go wypuścić. Zaskoczył mnie także bagażnik, którego pojemność 390 litrów zawstydzi niejedno auto kompaktowe.

Idealny do miasta

Założenie konstruktorów jest takie, że nowe Clio ma być przede wszystkim autem miejskim. To właśnie dlatego zrezygnowano z wersji kombi, a także odmiany trzydrzwiowej, która była produktem niszowym i chyba w centrum Warszawy łatwiej jest spotkać Porsche 911 GT3 RS niż trzydrzwiowe Clio. Auto jest niezwykle zwrotne i fantastycznie poręczne w codziennej eksploatacji. Nic mnie nie uwierało, miejsca na wysokości kolan miałem dość, a kierownica działała tak lekko, że prowadzenie stanowiło dla mnie przyjemność. Niezaprzeczalnym atutem miejskiego Francuza jest wysoki poziom resorowania. Nowe Clio naprawdę prowadzi się jak samochód o klasę wyżej. Co ciekawe, inżynierom udało się wypracować fajny kompromis pomiędzy wygodą a precyzją prowadzenia. Szybka jazda w zakrętach nie powoduje wcale choroby morskiej, a wręcz wyzwala ten specyficzny rodzaj uśmiechu, kiedy wydaje ci się, że jesteś kierowcą rajdowym i właśnie walczysz o najlepszy czas na odcinku specjalnym Col de Turini. Ok, trochę przesadziłem, ale w gruncie rzeczy chciałem napisać, że jest naprawdę dobrze.

A może nad morze?

Pod maską testowanego egzemplarza pracował nowoczesny motor 1.3 TCe o mocy 130 KM. Napęd na przednią oś realizowany jest tu za pośrednictwem 7-biegowej skrzyni automatycznej DCT. To dwusprzęgłowa konstrukcja, która bardzo pasuje do całkiem mocnego silnika miejskiego auta. Auto w tej konfiguracji jest bardzo dynamiczne. Oczywiście daleko mu do wyczynowej odmiany RS, ale nie będę miał wyrzutów sumienia jeśli nazwę go „warmhatchem” (to taka branżowa nazwa szybkiego, ale jeszcze nie ekstremalnego hatchbacka). Duży plus muszę postawić także w rubryce „wyciszenie wnętrza”. Clio bez problemu radzi sobie na autostradzie i to przy prędkościach bliskich dozwolonych przez prawo. We wnętrzu nie jest przesadnie głośno i wciąż daje się swobodnie rozmawiać z pasażerami. Nawet z tą trójką na tylnej kanapie. Myślę, że jeśli większość czasu spędzacie w mieście, to nie potrzebujecie niczego większego, a jak pokazał mój ekstremalny test - da się pojechać z przyjaciółmi na lody do Olsztyna i wrócić w tym samym składzie. Da się pojechać również w 4 osoby na wakacje nad morze, a jeśli uważacie, że nie zmieścicie do bagażnika parawanu (co w sumie jest prawdą), zawsze możecie pojechać nad Adriatyk do Chorwacji. Tam parawan do niczego się wam nie przyda, bo po pierwsze, „parawaning” uprawiamy lokalnie we Władysławowie, a po drugie - i tak nie da się wbić palików w beton.

Technologia po francusku

A teraz kilka słów o nowościach. Najważniejszym elementem deski rozdzielczej jest ekran multimedialny o przekątnej 9,3 cala, największy jaki dotychczas pojawił się w samochodzie marki Renault. Wraz z nowym systemem EASY LINK, steruje wszystkimi multimediami, nawigacją oraz systemem MULTI-SENSE. Nowe Clio zostało także po raz pierwszy wyposażone w cyfrowy ekran, który zastępuje tradycyjne zegary analogowe. Ekran TFT o przekątnej 10 cali pozwala na dostosowanie wskazań do upodobań kierowcy. Auto wyposażono także w szereg systemów znanych z większych modeli producenta. Na liście znalazły się między innymi: regulator i ogranicznik prędkości, adaptacyjne światła drogowe, aktywny system wspomagania nagłego hamowania, system kontroli martwego pola, system ostrzegania o nadmiernej prędkości z funkcją rozpoznawania znaków drogowych, system kontroli pasa ruchu i system utrzymywania pasa ruchu a także kamera 360°, przednie, tylne i boczne czujniki wspomagania parkowania, kamera cofania i system Easy Park Assist.

Dużo tego, ale jak mawia moja babcia: „Od przybytku głowa nie boli”. I ma absolutną rację, a ja dodam, że wszystko działa, jak w szwajcarskim zegarku. Bo przecież Francja graniczy ze Szwajcarią, więc dlaczego miałoby nie działać? Acha, śmiejecie się, że prezydent Francji musiał odjechać spod Pałacu Prezydenckiego w Warszawie innym autem niż to tym, którym przyjechał? Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że nie samochód zawiódł, a czynnik ludzki. Po prostu kierowca nie ogarnął sytuacji. A w nowym Clio wszystko jest nowe, lepsze i bardziej dopracowane, więc zamykam temat.

Wygląda na to, że nowe Renault Clio nie tylko będzie walczyć z konkurencją mocnymi argumentami, ale może także zabrać część klientów większemu Megane. Jedno jest pewne. To bardzo dojrzałe auto, które z pewnością nie tylko powtórzy sukces poprzedników, ale nawet ma szansę wygrać rywalizację w segmencie samochodów miejskich.