Dodge - marka, która nie chce się podporządkować

Nie lubię tendencji koncernów do zmniejszania wielkości pojemności skokowej w swoich autach. Rozumiem próby redukowania emisji spalin, rozumiem chęć spełnienia coraz ostrzejszych emisji WLTP, lecz nie rozumiem robienia krzywdy swoim samochodom sportowym, które z definicji są mniej eko, niż podstawowe modele. Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to Mercedes i propozycja wsadzenia hybrydy do (uwaga) jednego ze swoich flagowych modeli - C63 AMG, którego obecna generacja ma pod maską przepięknie brzmiące V8.

I choć tendencja koncernów wydaje się być jak najbardziej słuszna, to i tak wciąż boli mnie i innych motoryzacyjnych entuzjastów downsizing. Daleko za oceanem jest Dodge. Dodge nie chce się podporządkować. Dodge pragnie, by jego auta były głośne, brutalne i miały dobrze nam znane V8 pod maską.

Rekordowy rok - niezliczona ilość sprzedanych aut i sprytna kampania marketingowa

Słyszeliście o kampanii Dodge Power Dollars? Okazuje się, że w Stanach Zjednoczonych producent prowadzi od początku roku akcję, według której każdy, kto zakupi jego auto, dostanie cashback w wysokości dziesięciu dolarów za każdy pojedynczy koń mechaniczny. Na przykład, kupując 797 konny model Redeye, dostalibyśmy 7,970 baksów zwrotu ... 

ZOBACZ: Świetne wyniki sprzedaży są problemem dla Lamborghini?

W ten sposób Dodge zwrócił na siebie uwagę konsumentów za oceanem i rozpoczął rekordową sprzedaż. Raporty pokazały, że mnóstwo osób zdecydowało się na kupno sportowych aut producenta. Dla przykładu, Tim Kunskis, dyrektor generalny koncernu, w którego skład wchodzi Dodge obliczył ilość sprzedanych aut w koniach mechanicznych: 

- Kampania Dodge Power Dollars spełniła nasze oczekiwania, dzięki czemu przekazaliśmy klientom mnóstwo sportowych aut w całym kraju. Spełniliśmy postawiony w styczniu cel, którym było sprzedanie 500 milionów koni mechanicznych do końca roku.

Ciężko mi obiektywnie ocenić, czy raporty przedstawiane przez producenta mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości - musiałbym się przespacerować po Los Angeles albo Miami i sam stwierdzić, że rzeczywiście sporo jest na ulicach modeli z oznaczeniem SRT albo Hellcat. Podświadomie jednak moje serce się raduje, że jest jeszcze wśród producentów aut ze średniej półki cenowej taki, który zna potrzeby moto-maniaków.