Rafał Sypień: Od 3 lat jestem na podium Oscypa snowboardowego

Jeżdżę od 12 lat, czyli prawie połowę życia. Moja przygoda z freestyle'em zaczęła się w Bytomiu, skąd pochodzę. Pierwsze kroki na desce stawiałem w snow-parku niedaleko domu. Potem przez lata byłem instruktorem. Dzięki snowboardowi poznałem swoją dziewczynę. Też jeździ ekstremalnie, od lat jest najlepszą snowboardzistką freestyle'ową w Polsce. Zimą wyjeżdżamy w góry w każdy weekend. W Polsce do najlepszych miejscówek freestyle'owych należą Kotelnica w Białce Tatrzańskiej, Czarny Groń, Krynica i Biały Krzyż. Zakochałem się też w Laax w Szwajcarii.

Od 3 lat jestem na podium Oscypa snowboardowego – największych polskich zawodów snowboardowych. Śmieję się, że razem z dwoma kolegami, Wojtkiem Pawlusiakiem i Piotrem Janoszem, zamieniamy się miejscami, raz jestem pierwszy, raz trzeci. W trakcie sezonu jeździmy po poręczach, skaczemy przez przeszkody, a wszystko to nagrywamy lub fotografujemy. Sam nieraz przeleciałem przez poręcz i spadłem z kilku metrów na śnieg czy przeszkodę. Ale na szczęście nie miałem żadnych poważnych kontuzji. Inna forma urozmaicenia snowboardu to jazda poza trasą. Freeride jest niebezpieczny w wymiarze natury, trzeba mierzyć się z górą w jej surowej formie – uważać na szczeliny, skały czy schodzące lawiny.

Rafał Sypień: Z czasem strach ustępuje miejsca rutynie

Od zawsze lubiłem sporty deskowe: deskorolkę, kitesurfing, wakeboarding. W tym roku dorzuciłem ostatnią deskę, surfingową. Pierwszy raz surfowałem w Portugalii. Na snowboardzie cały czas jeżdżę, na surfingu muszę dobrze się ustawić, wyczekać falę, złapać ją. Surfing uczy cierpliwości, na tej fali się jest kilkadziesiąt sekund, a czasem czeka się na nią kilka godzin. Na snowboardzie chciałbym pojeździć w USA, np. w Kalifornii w Bear Mountain, tam mógłbym połączyć sport zimowy z surfingiem.

W zimie łatwo opalić się na pandę (z odciśniętymi goglami). Jak jest słońce, to krem się przydaje, a po zejściu ze stoku – pomadka do ust. Na wyjazdach górskich wykorzystuję roller do rozmasowania mięśni. W regeneracji pomaga również jacuzzi i sauna, po której można wskoczyć w śnieg. Chociaż najbardziej liczę na to, że mój organizm sam się zregeneruje przed kolejnym dniem pełnym jazdy. Freestyle to dla mnie nieustanne przesuwanie granic własnych możliwości. Lubię zróżnicowanie snowparku, zmieniający się setup (ułożenie przeszkód w snowparku) czy panujące warunki czynią każdy wyjazd unikatowym. Kiedy pierwszy raz staję przed przeszkodą albo próbuję nowy trik, czuję zastrzyk adrenaliny i strach przed nieznanym. Z czasem strach ustępuje miejsca rutynie. Natomiast adrenalina i przyjemność z jazdy nadal pozostają.