Po co mężczyźnie drugi facet? – Po to, by poznał samego siebie. A także by nie dosięgła go alienacja i samotność. Stan, na który skarży się dziś coraz więcej osób – twierdzi psycholog Jacek Masłowski. Od lat prowadzi w Warszawie terapie i warsztaty dla mężczyzn. I ma jeden wniosek: męskie przyjaźnie są niezbędne.

Kiedyś, jak trzeba było naprawić dach, okoliczni mężczyźni zwoływali sąsiadów, ich synów i innych chłopaków i pracowali razem. Trochę ponaprawiali, trochę pogadali, trochę pouczyli tych, którzy robią to pierwszy raz. W grupie, w której są mężczyźni w różnym wieku, wszystko działa jak w indiańskim klanie. Starsi uczą młodszych i pokazują im, jak się rąbie drewno, zbija namiot itp. A że nie da się nieustająco rozmawiać o pracy, z czasem gada się o życiu. I tu można posłuchać, jak jest w domu u jednego faceta, a jak u drugiego. Jak inni układają sobie relacje z partnerkami, dziećmi, szefem w pracy. Można się przejrzeć w oczach kolegów i pomyśleć: „o, fajnie, też tak mam” albo „oj, kurczę, u mnie jest inaczej”. – Inni mężczyźni podzielą się z nami swoją męskością, opowiedzą, jak przeżywają świat i jak go rozumieją – tłumaczy Masłowski. – Kiedyś faceci spędzali ze sobą więcej czasu i spędzali go inaczej, międzypokoleniowo. Młody chłopak miał szansę znaleźć pośród tych starszych swój autorytet. To nie musiał być ojciec, mógł to być wuj, stryj, nauczyciel. Dziś bardzo rzadko słyszę od pacjentów, że mają męski, starszy autorytet.

Ojciec-nauczyciel

Kiedy w 1998 roku ukazała się książka Wojciecha Eichelbergera „Zdradzony przez ojca”, zawrzało. Rozpoczęły się głośne debaty o konsekwencjach nieobecności ojca w życiu chłopca. Brak ojcowskiego wsparcia i miłości to według psychologa najczęstszy powód zagubienia mężczyzn w dorosłym życiu. „Nosząc głęboko w sercu przekonanie, że nie zasłużyliśmy na miłość własnego ojca, a może też i matki, całe życie staramy się odnieść jakiś sukces, zdobyć reputację, która będzie budzić przynajmniej uznanie, jeśli nie podziw”, pisze Eichelberger. I pewnie ma rację. Gonienie za sukcesem, by sobie, światu i komuś udowodnić swoją wartość, zwykle nie kończy się dobrze. Tak zaczyna się ułuda, depresja i nieszczęśliwe życie. I wielu mężczyzn nosi to trudne dziedzictwo przez całe dorosłe życie.

I o tym najczęściej opowiadają mężczyźni, którzy trafiają na spotkania terapeutyczne. O trudnej relacji z ojcem, o zawłaszczeniu przez matkę, babcię, ciotki oraz braku „męskich, budujących doświadczeń”. Większość z nich nigdy nie wyjeżdżała z kumplami na męskie wyjazdy, nie ma swojej męskiej grupy wsparcia, nie uczyła się życia u boku kochającego ojca lub dziadka. Takim facetom łatwiej jest nawiązywać relacje z kobietami, bo wychowali się w ich otoczeniu. – Tyle że z kobietą, nawet bardzo bliską, nie porozmawiasz o wszystkim – kontynuuje Masłowski. – Są rozmaite męskie sprawy, które trzeba przegadać z kumplami, facetami, przyjaciółmi. Dobrym porównaniem są kobiece rozmowy o porodach. Dziewczyny nie idą z pytaniami o bóle porodowe czy puchnące w ciąży nogi do mężczyzn. Bo co my im możemy odpowiedzieć? „Yhy”? One znajdują grupy koleżanek i z nimi przegadują te tematy. 

I analogicznie, mężczyznom też jest potrzebna grupa do omawiania naszych spraw. Po to właśnie powstają męskie kręgi. By faceci dzielili się ze sobą swoją męskością, ale i przeżyciami. By dostali wsparcie od tych, którzy ich rozumieją i czują podobnie”. Męskie kręgi, warsztaty z męskości i podobne grupy zyskują ostatnio na popularności, głównie w dużych miastach. Ludzie, którzy do nich wyemigrowali, musieli odciąć się od korzeni. Jeśli nawet mieli przyjaciół i kumpli z dzieciństwa, ci zostali daleko. Wir wielkiego miasta wciąga, ale nie tworzy głębokich relacji. Na przyjaźń trzeba czasu, a my żyjemy w niedoczasie. Stąd rosnąca popularność zorganizowanych spotkań, na których mężczyźni rozmawiają o swoich potrzebach.

Męskie warsztaty

W Warszawie powstała Fundacja Masculinum, gdzie regularnie prowadzone są „męskie warsztaty”. Jest też wiele grup w sieci, na przykład na Facebooku, gdzie można znaleźć wsparcie. Grupy te często zmieniają się w paczki dobrych znajomych i przyjaciół. Spotkania nie polegają na „waleniu browara i sypaniu sprośnych żartów”, ale są próbą rozmowy o głębokich ludzkich potrzebach. Tam mężczyźni znajdują wsparcie, nikt ich nie ocenia. Wszak przyjaźń powinna być oparta właśnie na akceptacji. Oczywiście nie zawsze tak jest.

– Często męskie przyjaźnie kręcą się wokół sprawności i zadań do wykonania. „Niepowodzenie” jest słowem tabu, więc mężczyźni nie mają odwagi mówić o swoich przeżyciach, szczególnie tych związanych ze smutkiem i bezradnością – dodaje Krzysztof Bąk, psycholog, który często prowadzi terapie mężczyzn. Dla niego grupy męskie i kręgi mają także dodatkowe cele. – Są od podbijania świata, od działania, mężczyźni, spotykając się, dają sobie nawzajem energię i napęd. Co więcej, spotkania w wyłącznie męskim gronie pozwalają rozładować frustrację, głównie zawodową, ale często też rodzinną. Po prostu faceci mogą sobie ponarzekać. A narzekanie, wypłakanie, naprawdę daje upust emocjom i uspokaja. I wreszcie, w męskich grupach często snuje się nostalgiczne wspomnienia, a to jest doskonały sposób na radzenie sobie z upływem czasu – podsumowuje Bąk.

Musisz być jak radziecki czołg

Jak to działa w praktyce? Gdy do grupy dołącza nowy mężczyzna, przegląda się w oczach pozostałych i czuje albo ulgę, bo mają podobne problemy, albo mobilizację, by coś w swoim życiu zmienić – na zasadzie: „oni mogą, to ja też”. Jeśli trafi na przyjaciół, dowie się, że im też zdarzają się kłopoty z partnerkami, nie mają erekcji, uzależnili się od pornografii, czują się niekochani, pomijani, zbędni. Albo marzą o związku, chcieliby kogoś znaleźć, ale boją się odrzucenia. Brzmi znajomo? 

Tak, to głęboko skrywane sekrety współczesnych facetów. I nie jednego… ale wielu. Dobrze opisuje to w swojej książce „Sztuka obsługi penisa” seksuolog Andrzej Gryżewski: „Mężczyźni są bardzo samotni w swoich problemach z seksem. Nie pójdą przecież do kumpla i nie powiedzą: «Stary, pojawiły mi się zaburzenia erekcji, co z tym zrobić?». Boją się, że zostaną wyśmiani. (…) Nasza kultura mówi wprost: facet powinien być twardy. Nie płacze, wszystko ogarnia. A jego członek jest jak radziecki czołg: przejedzie przez las, rzekę, pole i dom. Dojedzie aż do Berlina. Udajemy więc, że tematu nie ma”. Prawda, że tak jest? A w warsztatach i męskich kręgach chodzi właśnie o to, by wrócić do założeń prawdziwej przyjaźni. Do szczerości, otwartości i odwagi, by przyznać, że owszem, czasem płakać się chce, a czołg nadaje się do Muzeum Techniki.

Czy męską przyjaźń może zastąpić relacja z kobietą? – Nie, mężczyzna musi mieć swój świat z męskimi sprawami, gdzie jest otoczony facetami o podobnych problemach – przekonuje Jacek Masłowski. Uważa, że mężczyźni powinni spędzać razem czas, ponieważ są tak skonstruowani, że bliskość tworzą poprzez działanie. Choć tu następuje w ostatnich latach zmiana. Faceci coraz częściej chcą rozmawiać o uczuciach, tyle że nie potrafią. Nie mają doświadczenia z domu rodzinnego. I kiedy nagle zaczynają się otwierać przy innych mężczyznach, zebrane przez lata emocje puszczają. Na męskich kręgach, warsztatach i terapiach płyną łzy. Mężczyźni, gdy poczują, że nie muszą prężyć muskułów, potrafią przyznać się do bezradności, słabości i osamotnienia.

Jak się czujesz?

Istnieją doświadczenia wspólne dla wszystkich mężczyzn. Jeden z organizatorów męskich kręgów w Warszawie zdradził, że po latach tej pracy umie powiedzieć, czego pragną wszyscy faceci. Bez wyjątku. Wiecie, co to było? Uznanie i święty spokój. Ten drugi łatwiej osiągnąć. Ale uznanie – to już wymaga wielkiej odwagi. Bo najpierw trzeba się odsłonić, pokazać słabości i prawdę o sobie. A do tego potrzeba przyjaźni. Tej prawdziwej. – Tak było zawsze, męskie wspólnoty działały od prehistorycznych czasów – kończy Jacek Masłowski. Potem rewolucja przemysłowa i migracje za pracą do miast poszatkowały nasze życie. Pojawił się podział czasu pracy, zmianowość, wyzysk. Ograniczyło to wspólnie spędzany czas. Ale męska przyjaźń jest facetom niezbędna. 

Łatwo mówić. A jeśli nie ma z kim pogadać? Chwileczkę… Wiesz, ilu facetów myśli w tej chwili to samo. Nie czekaj, aż inni zaproszą cię do Drużyny Pierścienia. Może to właśnie ty zacznij rozmowę, która będzie początkiem wielkiej przyjaźni? Tym razem nie pytaj, jaki wynik ligi. Zamiast tego wystarczy proste „jak się czujesz?”.

WIĘCEJ O MĘSKIEJ PRZYJAŹNI: Tomasz Sobierajski w ELLE MAN: Przyjacielski Wielki Szlem [FELIETON]

---------

Agnieszka Prokopowicz - dziennikarka, redaktorka magazynów ELLE i ELLE MAN. Pracowała w wielu magazynach na polskim rynku prasowym, kierowała zespołem "Kawy czy herbaty" w TVP, prowadziła kilka programów o kulturze i kinie, współtworzyła nagradzany "Weekendowy magazyn filmowy". Wraz z Ireną Kamińską-Radomską napiała książkę o savoir-vivrze pt. „Jak zostać damą”.