Oprócz TEGO dużo czasu spędzaliśmy na rozmowach „o życiu”. Chłonąłem wszystko, co mówiła. Była mądra. I była artystką, więc jej ogląd świata był szczególnie ciekawy. Któregoś dnia, kiedy siedzieliśmy u niej przy kolacji (to był schyłek naszego związku, o czym ja jeszcze nie wiedziałem), rozmowa zeszła na przyjaźń i przyjaciół. Opowiadałem jej o moich przyjaźniach, zachłystywałem się tym dużo bardziej niż winem, które podała do kolacji. W pewnym momencie popatrzyła, mrużąc badawczo lewe oko, i powiedziała: „Przyjaźń to wielka rzecz, skarbie. Ci twoi przyjaciele... te twoje dziesiątki przyjaciół... to bzdura i bujda. Wspaniale będzie, jeśli w dorosłym życiu będziesz miał jednego przyjaciela. A jeśli będzie ich dwóch lub trzech, to będziesz mógł nazywać siebie szczęściarzem!”. Bardzo uraziły mnie wtedy jej słowa. Na szczęście miała swoje sposoby, żeby mnie pocieszyć, więc nie chowałem urazy zbyt długo. Ale to, co wtedy powiedziała, zostało ze mną na zawsze i mocno pulsowało w mojej głowie. Po kilku miesiącach znudziła się mną i wyposażonego w wiele prawd o życiu posłała w świat.

Dorosłe życie dopadło mnie niedługo potem i przygwoździło całą swoją mocą. Miałem to szczęście, że wtedy i teraz są ludzie, którzy pomagają mi stanąć do pionu, wspierają wtedy, kiedy mi się mniej wiedzie, ale – co trudniejsze – są obok mnie, kiedy pławię się w sukcesach i zaszczytach. Anka miała rację. Dodałbym jedynie, że obecnie za szczęściarzy mogą uważać się ci, którzy W OGÓLE mają przyjaciół...

Czy wiemy, czym jest przyjaźń?

Kilka lat temu przeprowadzano międzynarodowe badanie wśród mężczyzn. Wśród badanych było kilkanaście tysięcy dorosłych facetów z różnych krajów świata: Japonii, Kolumbii, Kanady, Egiptu, Rosji, Włoch, Francji. Była również reprezentatywna grupa Polaków. Zaproszono mnie do udziału w badaniach w roli eksperta. Uzyskane wyniki były fascynujące na wielu płaszczyznach, ale tym, co przykuło szczególnie moją uwagę, była kwestia przyjaźni. Okazało się bowiem, że w Polsce statystycznie kilka razy częściej niż w innych krajach mężczyźni, zakładając rodzinę, rezygnują z przyjaciół. Przestają się z nimi spotykać, nie wychodzą na miasto, nie spędzają czasu, nie jeżdżą razem na wakacje. Odcinają przyjacielski tlen. Pogłębiona analiza wyników badań pokazała, że powoduje to w nas, mężczyznach, Polakach, ogromne poczucie frustracji. A kiedy okres promocji w związku się kończy, mamy bardzo duże poczucie osamotnienia. Tym bardziej że po kilku latach, kiedy chcielibyśmy przyjaźń zadzierzgnąć na nowo, to przyjaciół już nie ma. I trudno im się dziwić. Bo, cokolwiek górnolotnego o przyjaźni by nie mówić, jest to rodzaj związku, który ma swoje prawa i – jak każdy związek – wymaga od nas zaangażowania i mozolnej pracy (głównie nad sobą). Co to oznacza?

  • Po pierwsze, przyjaciele to szalenie ważne dla nas osoby. Z tego powodu należy otaczać ich szczególnym szacunkiem. Niestety jako ludzie mamy pewną nieładną przypadłość. Kiedy mówimy komuś, że jest dla nas ważny, że go/ją kochamy, to zaraz potem uzurpujemy sobie prawo do tego, żeby od ra- zu traktować tę osobę dużo gorzej. Bo przecież i tak wie, że jest dla nas ważna. Bzdura! Przyjaciel ma być dla nas ważny nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w gestach, zachowaniach oraz w wysokiej pozycji, jaką mu/jej wyznaczamy w życiu.
  • Po drugie, nie ustawajmy w chwaleniu przyjaciół za wszystko. Za to, jakimi są ludźmi, za to, co zrobili, co osiągnęli, do czego doszli. Dziękujmy im za to, że są w naszym życiu, i przepraszajmy, jeśli ich czymś uraziliśmy.
  • Po trzecie, bądźmy wobec nich do bólu lojalni. Bywałem świadkiem sytuacji, kiedy jeden przyjaciel wyśmiewał drugiego i tak budował swoją pozycję. Wdrapywanie się po plecach przyjaciela dokądkolwiek jest zwyczajnie słabe.
  • Po czwarte, przyjaciele nie są dani raz na zawsze, a przyjaźń na całe życie nie zawsze jest możliwa. W związku z tym nie trzymajmy się kurczowo starych przyjaciół, jeśli są wobec nas niefajni i nielojalni. Czasem trzeba ich puścić wolno, oddać światu i czekać. Niektórzy wrócą po latach, inni nie wrócą już nigdy. Trudno.
  • Po piąte, nie wmawiaj sobie, że w twoim życiu nie ma miejsca na więcej przyjaciół, bo możesz stracić z oczu i z życia wielu wyjątkowych ludzi.
  • Po szóste, wyłącz pseudopsychologiczne myślenie, zgodnie z którym nie powinniśmy od bliskich ludzi niczego oczekiwać, bo dzięki temu unikniemy rozczarowań. Od przyjaciół masz pełne prawo oczekiwać, że będą obok ciebie w ważnych momentach, że cię wesprą, zrozumieją, pomogą. Oni też mają prawo oczekiwać tego samego od ciebie.

Parafrazując słowa Sandora Máraia, który napisał jedną z najpiękniejszych książek o przyjaźni pod tytułem „Żar”, przyjaźń jak przeznaczenie nie wchodzi ślepo do naszego życia, a wchodzi przez drzwi, które sami przed nią otwieramy. Nasi przyjaciele nie są przypadkowi, my ich wybieramy, za- praszamy do naszego świata. To, jacy są, świadczy o tym, jacy i my jesteśmy.

Kilka dni temu mój zacny przyjaciel Filip Cembala, który eksploruje temat przyjaźni, przygotowując się do kolejnej dużej roli w teatrze, przysłał mi mema z pytaniem: „Who is your 2 a.m. friend?”. O co chodzi? Otóż Amerykanie ukuli termin „2 a.m. friend” dla tych przyjaciół, do których bez chwili wahania możemy zadzwonić o drugiej w nocy i poprosić ich o pomoc, a oni bez mrugnięcia okiem spełnią naszą prośbę. Ja mam takich przyjaciół. Jestem szczęściarzem. A ty?