Spośród wszystkich gatunków piw warzonych na całym świecie ta konkretna odmiana belgijskiego ale jest szczególna. Nie ze względu na swoją recepturę (choć ta oczywiście nie jest bez znaczenia), a z powodu tego, kto je wytwarza. Za piwo trapistów odpowiedzialni są bowiem, cóż trapiści – to istniejący od siedemnastego wieku odłam znacznie starszego zakonu cystersów, który powstał w opactwie Notre-Dame de la Trappe (stąd wziął swoją nazwę). Trapiści są znani na całym świecie z przede wszystkim tworzenia piwa, które powstaje według ściśle określonych reguł. Jego historia sięga 1836 roku – najpierw sprzedawano je okolicznym mieszkańcom, a z czasem rozpoczęła się sprzedaż na szerszą skalę. W 1997 roku trapiści założyli stowarzyszenie o nazwie International Trappist Association (ITA), dzięki któremu tworzone przez nich piwo zostało oznaczone znakiem towarowym. Wszystko dlatego, że browary niezwiązane z trapistami zaczęły tworzyć swoje własne wersje tego piwa.

Piwo trapistów – czym się charakteryzuje?

Piwo trapistów jest niepasteryzowanym piwem górnej fermentacji. Podczas procesu refermentacji do brzeczki dodawany jest cukier. Finalny produkt jest dość mocny (zawiera zazwyczaj od 6 do 9 procent alkoholu) i może być leżakowany w butelkach nawet przez kilka lat. Aby na etykiecie piwa znalazł się znak ITA, musi zostać spełnionych kilka warunków:

  • piwo musi być warzone na terenie opactwa trapistów, pod ścisłym nadzorem mnicha oddelegowanego do tego zadania,
  • browar musi być pod całkowitą kontrolą klasztoru, a procedury handlowe przebiegają zgodnie z jego uchwałą
  • dochody ze sprzedaży piwa są przeznaczone na utrzymanie klasztoru i mieszkających w nim mnichów, a dodatkowe zyski są przeznaczane na cele charytatywne.

Prawo do warzenia piwa trapistów ma zaledwie jedenaście opactw – sześć w Belgii, dwa w Holandii i po jednym w Austrii, Stanach Zjednoczonych, Włoszech i Wielkiej Brytanii. Jedno z belgijskich opactw napotkało niedawno na spory problem – straciło certyfikat ITA z powodu niespełnienia jednego z warunków. W Hamont-Achel, czyli najmniejszym browarze trapistów zabrakło mnichów, którzy zajęliby się warzeniem.

Problemy z piwem trapistów

Stało się tak pomimo faktu, że do spełnienia warunków niezbędnych do uzyskania certyfikatu potrzeba zaledwie dwóch mnichów. I choć do sytuacji doszło w najmniejszym z browarów to nie oznacza to, że w innych opactwach jest lepiej.

Nasz opat żartuje, że kiedyś mieliśmy piętnastu mnichów, czyli całą drużynę do rugby. Teraz jest nas dwunastu, czyli zespół piłkarski plus jeden rezerwowy.

mówi Fabrice Bordon z belgijskiego Chimay w rozmowie z „Wall Street Journal”. Manu Pauwels, który pełni funkcję menadżera do spraw marketingu w opactwie Westmalle (stosunkowo dużym, bo za piwo odpowiada tam aż trzydziestu mnichów) twierdzi, że środki, które można by zastosować w innych rodzajach biznesu tutaj nie zadziałają. Zacytował zdanie mnichów, wedle którego „trzeba mieć wiarę w Boga. On zajmie się tym problemem”. Amerykański serwis cytuje też ojca Isaaca Kelleya z amerykańskiego Spencer, który bez ogródek diagnozuje problem:

Powiedzmy sobie szczerze. Klasztorny styl życia nie jest zbyt atrakcyjny dla tych, którzy zajmują się piwem i jego produkcją.

Reguła zakonna trapistów opiera się na regule świętego Benedykta, a więc należy do najbardziej restrykcyjnych w Kościele Katolickim. Zakłada pełną izolację od świata, klauzulę milczenia, posty, oddanie się modlitwie (siedem razy dziennie) oraz pracy fizycznej.