Mini Cooper SE – gokart z wtyczką

Ten maluch z Wysp Brytyjskich pojawił się już niedawno w jednym z moich porównań dotyczących samochodów miejskich, ale jest na tyle ciekawy, że znalazł się także w dzisiejszym przeglądzie. Cooper SE to pierwsze elektryczne MINI i musze przyznać, że na takie auto do miasta czekałem od dawna. W moim garażu marzeń ten sympatyczny „bączek” stałby najbliżej bramy. Samochód wykorzystuje ten sam elektryczny napęd, który znalazł się w BMW i3. Jest to więc sprawdzona w licznych bojach konstrukcja, która okazała się niezawodna i wydajna. Elektryczne MINI jest typowym mieszczuchem i w większości przypadków wykorzystywane będzie przez jedną lub maksymalnie dwie osoby. Choć przy oryginalnym modelu z 1959 roku wygląda jak Guliwer w krainie Liliputów, wciąż jest filigranowym gokartem, który daje maksymalną frajdę w codziennej eksploatacji. 184 elektryczne konie niemal katapultują maszynę jak z procy. Nie chodzi tu tylko o start spod świateł, choć i tutaj autko potrafi pokazać pazur, ale o wgniatające w fotel przyspieszenie, gdy auto już się przemieszcza. Nieważne, czy jedziecie 20, 60, czy 90 km/h, po naciśnięciu pedału przyspieszenia następuje eksplozja elektronów, a auto wyrywa do przodu. Pominę temat zasięgu, bo ten zależeć będzie od tego, jak szybko znudzi się wam zabawa w wywoływanie nudności u pasażera. Około 170 kilometrów na jednym ładowaniu jest realne, ale po przejechaniu dystansu 130 km powinniście już powoli rozglądać się za gniazdkiem. MINI Cooper SE to jednak auto miejskie, a wy policzcie sami na ile dni wystarczy wam energia zgromadzona w akumulatorach.

BMW X5M – dom na sterydach

Najnowsze wcielenie Bawarskiego SUV-a o nazwie X5M50d zostało solidnie obsypane papryczką Jalapeno. Bardzo sprawnie przemieszczający się samochód stał się obłędnie szybki za sprawą wykorzystania ośmiocylindrowego silnika o mocy 600 KM! Jednak jeśli to auto ma stanąć w garażu marzeń, musi być jeszcze bardziej wyjątkowe. Odpuśćcie sobie „dychawiczne” 600 koni i wybierzcie wersję COMPETITION, której moc to 625 KM. O tym, co dzieje się po wciśnięciu pedału przyspieszenia postaram się opowiedzieć wam bez używania słów, które redaktor naczelny musiałby natychmiast wyciąć. Nadwozie wielkości domku nad jeziorem startuje z miejsca jak kot, któremu zdarzyło się przypalić ogon podczas drzemki przy kominku. Po 3,7 sekundy na ekranie wyświetla się 100 km/h. Dźwięk silnika jest hipnotyzujący sam w sobie, ale skoro ma być naprawdę ostro, X5M musiało otrzymać od inżynierów aktywny układ wydechowy, który jeszcze bardziej podkreśla ostateczną siłę niemieckiego SUV-a. Wnętrze jest luksusowo wykończone, a każdy klient może je skonfigurować indywidualnie. O tym, że BMW X5M jest najprawdziwszym samochodem sportowym świadczyć może także fakt, że 22-calowe felgi obuto w opony Michelin Pilot Sport 4. Znawców tematu nie muszę już dalej przekonywać. Tym mniej zorientowanym podpowiem, że to kultowe gumy wykorzystywane w najszybszych autach na rynku. W ten weekend wybieramy się do Trójmiasta, by pokazać chłopakom z wybrzeża jak bawią się chłopaki z Warszawy. Już wkrótce będziecie mogli przeczytać więcej na temat najszybszego SUV-a BMW.

Ford Ranger Raptor – tylko nie nazywajcie go pick-upem 

Ten niebieski kolos z daleka przypomina samochody, które codziennie muszą zmagać się z przewożeniem materiałów budowlanych i produktów rolnych. Jednak im bardziej będziecie się do niego zbliżać zobaczycie, że to nie jest zwykły wół roboczy, a monstrum postawione na ogromnych terenowych kołach. Raptor to auto wyjątkowe. Zbudowane zostało przez ludzi z działu sportowego Forda, których wyobraźnia zdaje się nie mieć granic. Kto normalny buduje pojazd dla przedsiębiorcy, będący w stanie pokonać trasę Warszawa – Szczecin wyznaczoną na wprost? Powiem więcej, ta podróż wcale nie będzie trwała dłużej niż przejazd autostradą! Tajemnicą jest specjalny tryb jazdy o nazwie BAJA (ekstremalny terenowy rajd rozgrywany na pustyniach w Meksyku), który pozwala kierowcy poznać granice swojej odwagi. Specjalnie opracowane do tego modelu zwieszenie pozwala jechać z prędkością maksymalną szutrową drogą, czy nawet polem. Jeśli wystarczy wam odwagi, będziecie mogli pochwalić się zaliczonym kursem latania. Ranger Raptor bardzo to lubi, choć żeby poczuć stan nieważkości, trzeba jechać naprawdę szybko. Co ciekawe, samochód okazuje się również niepokonany w mieście. Tam, gdzie inni kierowcy muszą niemal zatrzymać swoje pojazdy, by pokonać próg zwalniający, wy usłyszycie jedynie głuche „puf, puf”. Dla tego samochodu dziury nie istnieją i to właśnie jest w Raptorze najpiękniejsze. Terenowy charakter auta zanika zupełnie po przekroczeniu progu wnętrza. W kabinie Rangera jest cicho, przytulnie i jakby luksusowo. Deska rozdzielcza obita została skórą, a kierownica bardziej pasuje do szybkiego Focusa niż do terenowego potwora.

Skoda Superb iV – limuzyna naszych czasów

O tym, że Skoda przestała być kojarzona z tanim samochodem z komunistycznego kraju wiemy już od dawna. Sam właściciel marki – Volkswagen Group, udostępnił Czechom części, które jeszcze kilka lat temu zarezerwowane były jedynie dla Volkswagenów i Audi. Skoda umiejętnie wykorzystała nowe możliwości i wprowadziła do swojej oferty flagową limuzynę z hybrydowym napędem plug-in. To sprytne posunięcie przesunęło Skodę jeszcze bardziej w górę w hierarchii marek, którym zależy nie tylko na naszych pieniądzach, ale również na ograniczeniu emisji szkodliwych substancji do otoczenia. Superb iV pozostaje ogromną limuzyną oferującą rekordową ilość miejsca na tylnej kanapie, ale za sprawą elektrycznego silnika będzie mogła przemieszczać się po mieście bezszelestnie i bezemisyjnie. Układ hybrydowy bazuje na doładowanym silniku benzynowym 1.4 TSI i współpracującym z nim silniku elektrycznym. Agregat cechuje się mocą 218 KM i momentem obrotowym 330 Nm dostępnym już od 1550 obr./min., a to przekłada się na więcej niż lepszą dynamikę zarówno w mieście, jak i poza nim. Kluczowa jest jednak możliwość pokonania około 50 kilometrów korzystając jednie z silnika elektrycznego. To właśnie ta cecha, w połączeniu z bogatym wyposażeniem robi z Superba auto wyjątkowe. Auto rzeczywiście zrobiło na mnie dobre wrażenie. W mieście przemieszcza się bezszelestnie dając pasażerom szczyptę luksusu klasy premium. Wystarczy usiąść na tylnej kanapie, by poczuć się jak właściciel wieżowca w centrum Warszawy. Na trasie będzie równie przyjemnie pod warunkiem, że nie będziecie naginać limitów prędkości. Do 140 km/h nie będziecie się mieli do czego przyczepić, ale próba na zamkniętym odcinku drogi pokazała, że powyżej tej prędkości, nieduża jednostka napędowa robi się nieco bardziej hałaśliwa. Jednak Skoda ma w rękawie dodatkowego asa. Podczas przejazdów na długich odcinkach możemy przestawić układ hybrydowy w tryb ładowania baterii, by po wjechaniu do centrum miasta znów przejść w tryb bezemisyjny.

CZYTAJ: Przegląd samochodu: ile kosztuje? Co obejmuje? Jak się do niego przygotować?

ZOBACZ TEŻ: Ireneusz Korzeniewski w ELLE MAN: Easy Rider [WYWIAD]

ELLE MAN POLECA: Marzyliście o systemach multimedialnych w zabytkowych autach? Porsche staje na wysokości zadania