Xiaomi nie zwalnia tempa. Firma, która u nas w kraju jest znana przede wszystkim ze sprzedaży smartfonów ze świetnym stosunkiem ceny do jakości (choć jej ostatnie topowe modele osiągają ten sam pułap cenowy, co wyraźnie droższa niegdyś konkurencja), zaprezentowała właśnie nową technologię. Ta wydaje się bardziej przynależeć do świata znanego z dzieł z gatunku science-fiction, ale zapewne niebawem stanie się dla nas standardowym elementem rzeczywistości.

Bezprzewodowe ładowanie – jak to działa?

Mowa o Xiaomi Mi Air Charge. Jest to nic innego, jak możliwość bezprzewodowego ładowania urządzeń mobilnych na odległość. Założenie jest następujące: smartfony (a z czasem zapewne również inne urządzenia, takie jak chociażby smartwatche) będzie można ładować bez konieczności przykładania ich do jakiejkolwiek ładowarki. Jej rolę będzie pełnić stacja emitująca fale o odpowiedniej częstotliwości. Owa stacja-nadajnik ma posiadać pięć anten, dzięki którym będzie w stanie zlokalizować telefon, a kolejne sto czterdzieści cztery anteny (!) będą wysyłać prąd w określone miejsce. Producent twierdzi, że w ten sposób będzie można ładować urządzenia z mocą 5 W. Z porównaniu ze stosowanymi obecnie, konwencjonalnymi ładowarkami to niezbyt wiele, ale wygoda takiego rozwiązania z pewnością rekompensuje stosunkowo małą moc. No i nie należy zapominać o tym, że w odpowiednie anteny będzie musiał być wyposażony także telefon. Trudno stwierdzić, o ile może to podnieść jego cenę.

Pomysł budzi jednak poważne wątpliwości

Wynalezienie takiej technologii z jednej strony budzi ekscytację, ale z drugiej poważne wątpliwości. O tym, jak nieufni bywają ludzie w stosunku do tego typu rozwiązań przekonaliśmy się (i przekonujemy nadal) przy okazji dyskusji na temat 5G. Nietrudno wyobrazić sobie sytuację, w której wprowadzenie takiego urządzenia do sprzedaży (lub chociażby zapowiedź takiego ruchu) poskutkuje protestami. O ile rzecz jasna uda się otrzymać odpowiednią certyfikację europejskich organizacji. Nie są to zresztą obawy całkowicie pozbawione sensu. O konsekwencjach dla zdrowia nie sposób wyrokować, bo nie znamy parametrów urządzenia. Nie ulega jednak wątpliwości, że taka stacja emitująca fale jest o wiele mniej wydajna zarówno od przewodowych ładowarek, jak i tych indukcyjnych. Może się więc okazać, że ładowanie urządzeń w ten sposób będzie całkowicie nieopłacalne biorąc pod uwagę zarówno cenę ładowarki, telefonu zdolnego z niej korzystać oraz koszty eksploatacji obu.

Poza tym – to, co zostało zaprezentowane przez Xiaomi, nie jest gotowym produktem. Urządzenia nie można kupić ani chociażby zamówić w przedsprzedaży. Można założyć, że chińska firma chciała po prostu pochwalić się ciekawym pomysłem. Który może, ale bynajmniej nie musi, stać się rzeczywistością.

Tak czy inaczej po raz kolejny przekonaliśmy się, że przyszłość jest bliżej, niż nam się wydaje. Warto jeszcze dodać, że nad implementacją podobnej technologii pracuje Motorola, ale pomysł Amerykanów zakłada działanie na mniejszym dystansie, niż w przypadku pomysłu Xiaomi.