Zostanę dzisiaj dłużej w pracy, bo szef prosił. W końcu ten raport, który mi zlecił do zrobienia 15 min przed planowanym wyjściem musi powstać na asapie i z samego rana wylądować na jego biurku. Wszyscy znamy podobne sytuacje i musimy się na nie godzić, bo tu kredyt na mieszkanie, tam rata za samochód, a zaraz jeszcze wychodzi nowy model telewizora z funkcjami, bez jakich nie można żyć. Czas skończyć z tym nowoczesnym niewolnictwem, bo ma zły wpływ na nasze zdrowie.

Mamy na to naukowe dowody. Pierwsze w historii badanie wpływu liczby godzin pracy na naszą umieralność dobitnie pokazuje, że im więcej czasu spędzamy na wypełnianiu służbowych obowiązków, tym większe prawdopodobieństwo przedwczesnej śmierci. Przepracowanie może być bowiem przyczyną ataku serca bądź wylewu. I według szacunków może ginąć z tego powodu około 745 tys. osób rocznie.

Przez długi tydzień pracy należy rozumieć 55 godzin i jak czytamy na łamach Environment International w 2016 roku wykonywanie obowiązków służbowych co najmniej tyle czasu było powodem wylewu u 398 tys. osób, a 347 tys. dostało przez to ataku serca. Z analizy WHO i ILB dowiemy się też, że jest to bardzo poważny wzrost w stosunku do lat poprzednich.

W przeciągu 16 lat liczba śmiertelnych wylewów związanych z przepracowaniem zwiększyła się o 19 proc., a jeśli idzie o zgony z powodu niewydolności serca będzie to wzrost aż 42 proc.  Jak w takim razie uchronić się przed śmiercią? Sprawa jest dość prosta. Według badań optymalny tydzień pracy powinien liczyć między 35 a 40 godzin. Dlatego czas odłożyć te raporty nawet za cenę fakapu i iść do domu.