Zgodnie z rozporządzeniem polskiego rządu, od 19 czerwca stadiony znów będą częściowo otwarte dla kibiców. Jak poinformował premier Mateusz Morawiecki, w porozumieniu z PZPN ustalono, że mecze będą mogły odbywać się przy liczbie widzów nie większej niż 25% pojemności stadionu. Dotyczy to zarówno Ekstraklasy, jak i jej zaplecza oraz drugiej ligi.

Na podobne kroki decyduje się coraz więcej państw. Sprawdzamy, jak wyglądają plany dotyczące powrotu kibiców na trybuny w poszczególnych krajach.

Wyspy Owcze

Jako pierwsi w Europie (Białorusi, która w ogóle nie przerwała rozgrywek, nie liczymy) na powrót do grania zdecydowali się Farerzy. Zawodnicy tamtejszej ligi od trzech tygodni ponownie wybiegają na boiska. Od pierwszej kolejki po wznowieniu sezonu mecze na żywo mogą oglądać kibice. Ich liczba uzależniona jest od pojemności obiektu. Na największe stadiony wejść może obecnie około 500 fanów. Choć na Wyspach Owczych nie ma obecnie potwierdzonego aktywnego przypadku zakażenia koronawirusem, władze wolą dmuchać na zimne. Każdy kibic wybierający się na mecz musi mieć zainstalowaną w telefonie aplikację, która pokazuje, czy dana osoba znajduje się w tej części stadionu, do której przypisany jest jej bilet. 

Serbia

W poprzedni weekend wznowiono rozgrywki ligi serbskiej. Piłkarze grali jeszcze przy pustych trybunach, ale już od następnej kolejki ulegnie to zmianie. Rząd dał bowiem zielone światło, aby od 1 czerwca wydarzenia sportowe na terenie kraju mogły odbywać się w obecności fanów. Na razie na stadion wpuszczanych będzie maksymalnie 999 osób, ale niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości limit zostanie powiększony.

Węgry

Po powrocie do grania na Węgrzech odbyły się już dwie kolejki. W pierwszej z nich mecze odbywały się jeszcze przy zamkniętych trybunach, ale w ostatni weekend na trybunach pojawili się już kibice, oczywiście w okrojonej liczbie. Publiczność musi zachowywać 1,5-metrowe odstępy. W praktyce oznacza to, że zajęte może być co czwarte miejsce. W Miszkolcu na meczu miejscowego DVTK z ekipą Mezskovedzs pojawiło się już ponad 2 tys. kibiców. Jeszcze więcej osób miało szansę obejrzeć ostatnie niedzielne spotkanie Ferencvaros ze DVTK. Pojemność stadionu klubu z Budapesztu to 22 tys. widzów, więc przy obecnych obostrzeniach mogło wejść na niego 5 tys. fanów.

Czechy

Już w połowie maja Grzegorz Rudynek z „Przeglądu Sportowego”, specjalista od czeskiej piłki, informował, że na początku czerwca nasi południowi sąsiedzi mogą wrócić na trybuny. Tymczasem ich powrót stał się faktem… jeszcze wcześniej. Czeski rząd wyraził zgodę na to, aby od 25 maja na stadionach mogli pojawiać się kibice, na razie w liczbie maksymalnie 300. I rzeczywiście, w ostatni weekend na niektórych stadionach zasiadło już kilkuset widzów. Jeśli sytuacja epidemiologiczna nie będzie się pogarszać, pod koniec czerwca limit może zostać zwiększony.

CZYTAJ: Zamiast na randkę zabierz dziewczynę na trening – rozmawiamy z Anną Szczepaniak, trenerką crossfit [WIDEO]

ZOBACZ TEŻ: Roger Federer wypadł z gry na dłuższy czas. Co ze zdrowiem mistrza?

ELLE MAN POLECA: Michael Schumacher ma przejść ryzykowną operację. Jaki jest stan zdrowia byłego kierowcy F1?