Tomasz Sobierajski: Dzięki twoim zdjęciom pandemia ma twarz.

Monika Szałek: O to mi chodziło. Od marca żyjemy w spirali strachu i paranoi. Mamy wrażenie, że żadne, nawet ogólnoświatowe organizacje nie wiedzą co robić i z czym mamy do czynienia. Trwamy w niepewności i napięciu. A ja poprzez moje zdjęcia pokazuję coś dobrego. Pokazuję zadowolonych ludzi, dumnych ze swojej pracy. Ludzi, którzy nie użalają się nad sobą. Zależało mi na tym, żeby w fatalnych czasach tchnąć w osoby, które portretowałam, jak i w osoby, które na wystawie oglądają te zdjęcia, dużą dozę optymizmu. 

W tej wystawie łączysz dwa światy…

Tak, bo z jednej strony mamy ekskluzywną galerię handlową, a po drugiej stronie ulicy jest jeden ze szpitali, w którym robiłam zdjęcia. Tu mamy ludzi, którzy poprawiają sobie nastrój, kupując eleganckie rzeczy, a tam, w szpitalu człowiek w kombinezonie siedzi i trzyma za rękę chorą staruszkę, która się boi, a której - z powodu pandemii - nikt z bliskich nie może odwiedzić. 

Skąd taki tytuł wystawy? Większość z nas nazwałoby ją „Bohaterowie” albo „Niezwykli”.

Osoby, które fotografowałam – personel szpitalny, począwszy od pań sprzątających po dyrektorów klinik i dyrektorów szpitali – mówili mi, że nie czują się bohaterami. Po prostu wykonują swoją pracę. Podkreślają, że są zwykłymi ludźmi. Z tego powodu nazwałam tę wystawę „Zwykli?” z pytajnikiem na końcu, żeby odbiorcy tych zdjęć odpowiedzieli sobie na pytanie, czy ci ludzie naprawdę są zwykli.

A jacy są według Ciebie?

Odpowiem trochę przewrotnie. Cała masa pracowników szpitali w momencie wybuchu epidemii poszła na zwolnienia lub urlopy. Nie osądzam ich. Mieli prawo się bać. A ci, których fotografowałam, zostali. Mimo tego, że ich też ogarniał lęk. 

Może na początku nie zdawali sobie sprawy z tego, że to będzie tak poważne?

Przyznali, że tak naprawdę zaczęli się bać, kiedy w szpitalu pojawiły się pierwsze śluzy i kiedy zaczęli przychodzić do nich psychologowie i rozmawiać na temat tego, że czekają ich duże zmiany w pracy. Musieli oswoić się ze skomplikowanymi procedurami bezpieczeństwa, z pustymi korytarzami szpitalnymi. Lęk ustąpił w momencie, kiedy do szpitala przyjechał pierwszy zakażony pacjent…

Czyli tak zwany „pacjent zero”.

Tak, i wtedy zdali sobie sprawę z tego, że nie są tu po to, żeby się bać, tylko po to, żeby ratować ludzkie życie. Ale dla mnie to są bohaterowie. Dziewczyny z SOR-u opowiadały mi o tym, jak dzielą czas i zadania między sobą, bo nie są w stanie wytrzymać w tych koszmarnych, nieoddychających kombinezonach dłużej niż 4 godziny. Potem zmieniają się koleżankami, przez 4 godziny wypełniają papiery, których mają mnóstwo i znów na kolejne 4 wskakują w kombinezon. Jedna pani doktor wysłała swoje córki na wieś i nie widziała się z nimi 3 miesiące, bo nie była pewna, czy nie przyniesie czegoś ze szpitala. Inna miała w mieszkaniu oddzielny pokój i izolowała się po pracy od swoich domowników. 

A Ty się bałaś?

Bałam się za każdym razem, kiedy jechałam do szpitala. To normalne. Ale choćby nie wiem co, wiedziałam, że muszę zrobić te zdjęcia. Muszę wykonać zadanie. 

Jak dużo emocji kosztowała Cię ta sesja?

Czułam przede wszystkim zmęczenie fizyczne. Kiedy z kimś pracuję, bardzo ważne jest to, żebym nawiązała z nim kontakt. Muszę porozmawiać, muszę poobserwować, zobaczyć jak ludzie się zmieniają. Nie zrobię dobrego zdjęcia, jeśli choćby przez szparę nie zajrzę do czyjejś duszy. Ale nie traktuję tego jako koszt, ponieważ dostałam od tych ludzi bardzo dużo dobrej energii i wspaniałych słów. Dostałam też od nich spokój. Oswoiłam dzięki nim strach przed chorobą. 

 Co chciałaś przekazać innym tą sesją?

Przede wszystkim to, że fotografia portretowa może być fotografią zaangażowaną, która zwraca uwagę na jakieś społeczne zjawisko. 

Tyle że w fotografii zaangażowanej portrety dokumentują zmęczenie, strach, ból. A Twoje portrety pokazują pięknych, uśmiechniętych ludzi. 

Warto podkreślić, że fotografia zaangażowana, to najczęściej fotografia reporterska. I wiem, że jest cała masa świetnych fotografów w Polsce, którzy weszli do szpitali i pokazali ten stan umęczenia. Bo ci ludzie naprawdę tam bardzo ciężko pracują. A mnie zależało na tym, żeby pokazać sytuację z COVID nie przez pryzmat dramatu, ale przez pozytywne emocje. Jestem portrecistką, ale zarazem w głębi serca społecznikiem – i moje zdjęcia to pokazują. Skłaniam poprzez nie ludzi do tego, żeby w tych twarzach, zrealizowanych w stylistyce beauty dostrzegli (nie)zwykłych ludzi. 

Kiedy już zrobiłaś wszystkie zdjęcia, wróciłaś do domu, siadłaś przed komputerem i zaczęłaś przeglądać sfotografowane twarze, co poczułaś?

Popłakałam się ze wzruszenia. Otwierając każde zdjęcie po kolei przypominam sobie o czym z daną osobą rozmawiałam, jej historię, jej niepewność lub dystans. Przypływają do mnie te emocje, ten szczególny rodzaj chemii, która zadziewa się między fotografem, a osobą fotografowaną. Ta praca, ta sesja zostanie ze mną na zawsze. 

  • ZWYKLI?
  • Monika Szałek
  • Wystawa fotografii
  • Galeria Mokotów w Warszawie

---------

Monika Szałek - fotografka, freelancer, magister Filologii Polskiej Uniwersytetu Łódzkiego, absolwentka Wydziału Fotografii Warszawskiej Szkoły Filmowej. Od dwunastu lat oddaje się wyłącznie fotografowaniu. Ma na koncie kilka wystaw, ponad 100 okładek magazynów, kilkanaście zilustrowanych fotografiami książek oraz kilkadziesiąt kampanii reklamowych. Najczęściej portretuje polskie gwiazdy – pisarzy, aktorów, muzyków, sportowców, prezenterów telewizyjnych. Opowiada zdjęciami historie, które są uzupełnieniem wywiadów. Z sympatią fotografuje modę. Lubi pracować z dziećmi wykonując ich emocjonalne portrety. Jej zdjęcia publikowane były m.in. w magazynach Twój Styl, Elle, Zwierciadło, PANI, Gala, na Harpersbazaar.pl i Anywhere.pl.

ZOBACZ TEŻ: Zdjęcia do dokumentów bez wychodzenia z domu? Polski start-up uruchamia nową aplikację

CZYTAJ TAKŻE: Robisz dużo fotografii telefonem? Koniecznie sprawdź te 5 aplikacji do obróbki zdjęć

WIĘCEJ O FOTOGRAFII: Lubicie fotografię i szukaliście pomysłu na wrześniowy urlop? Oto FotoCamp