Ten najsłabszy wcale nie oznacza słaby. Porsche Taycan 4S napędzany jest dwoma silnikami elektrycznymi, które legitymują się łączną mocą 530 KM i momentem obrotowym równym 640 Nm. Jak to przekłada się na osiągi? Porsche podaje w katalogu, że auto wyposażone w pakiet Sport Chrono (poznacie go po zegarze umieszczonym na środku deski rozdzielczej) przyspiesza do 100 km/h w 4 sekundy, a prędkość maksymalna ograniczona została do 250 km/h. I jeśli miałbym poprzestać na danych przeczytanych z katalogu, musiałbym napisać, że te osiągi oszałamiające nie są, bo na rynku jest wiele aut, które są w stanie dorównać Porsche w wyścigu spod świateł i to za ułamek jego ceny.

Brutalna siła

Na szczęście miałem jednak możliwość spędzenia z nim trochę czasu i muszę wam powiedzieć (napisać), że Taycan 4S jest po prostu niewiarygodny i to pod każdym względem! Przyspieszenie wciska w fotel tak bardzo, że na skórze oparć foteli odciskają się kręgosłup i nerki. Model jest bardzo brutalnie usposobiony i nie zupełnie nie zna półśrodków, czy kompromisów. Dwa silniki elektryczne, umieszczone po jednym na każdej osi, błyskawicznie wchodzą na obroty i rozkręcają się w taki sposób, że trzeba się dobrze trzymać, żeby zachować zawartość żołądka w sobie do czasu zakończenia jazdy.

Pół biedy, jeśli jedziemy sami. Mamy wtedy wpływ na siłę przyspieszenia, choć czasem sam uderzałem głową o zagłówek przy gwałtowniejszym wciśnięciu pedału przyspieszenia. Jednak, jeśli kierowca nie będzie delikatny, pasażerowie nie będą mieć łatwo, a ich błędniki współpracując z mięśniami brzucha szybko wyślą kierowcę do firmy detailingowej.

Poooweeer!

Wiem, może się wydawać śmieszne to co piszę, ale zrozumieją mnie osoby, które doświadczyły jazdy samochodem elektrycznym. Tam nie ma opóźnień związanych ze wzrostem obrotów, nie ma opóźnienia turbosprężarki, czy kompresora. Jest za to uderzenie w plecy, a samochód katapultuje się do przodu. I mówię o samochodach, które przyspieszają do 100 km/h w 7, czy 8 sekund. Taycan 4S robi to w 4 sekundy. Jednak nie przyspieszenie od 0 do 100 km/h robi największe wrażenie, a właśnie przeciążenia, gdy auto jest już w ruchu i to przy dowolnej prędkości. Jedziemy 40 km/h? Naciskam gaz i BUM! Jedziemy 80? BUM, 140, 180 km/h? Proszę bardzo! Ten elektryczny osiłek miał się zapewne nazywać „Tyson”, tak mocno bije po głowie, ale prawdopodobnie słynny bokser zażądał zbyt wysokiej kwoty za użycie jego nazwiska. Co ciekawe, za przeniesienie napędu tylnego silnika odpowiada dwubiegowa skrzynia biegów. Podczas zabawy, w okolicach 120 km/h, następuje zmiana biegu i dociśnięcie pasażerów do oparć foteli.

Myślę, że przejażdżka Taycanem powinna być jedną z tych rzeczy, które koniecznie trzeba zrobić przed śmiercią. Auto zachowuje się przy tym jakby było przyspawane do asfaltu. Nie mam mowy o jakimkolwiek pisku opon, czy uślizgu kół. Porsche Taycan jest tak niewiarygodnie stabilny, że zacząłem zastanawiać się na tym, czy faktycznie z podwozia nie wysuwa się jakaś przyssawka, bo nie byłem w stanie dotrzeć do granicy przyczepności. Tu w normalnych warunkach po prostu nie da się wyprowadzić auta z równowagi. Skręcam kierownicą, Porsche skręca. Skręcam bardziej, on posłusznie wykonuje polecenie. Jazda krętą drogą to obłędna przyjemność. Oczywiście dla kierowcy, bo pasażerowie nie mają wtedy łatwo. I wtrącę jedynie, że Porsche Taycan 4S waży około 2200 kilogramów, a nisko położony środek ciężkości (akumulatory trakcyjne umieszczone są w podłodze) jedynie pomaga w utrzymaniu auta na krętej drodze.

Zróbmy sobie przerwę

Każda zabawa kończy się jednak w momencie, gdy trzeba zatankować. W aucie z klasycznym napędem podjeżdżamy pod dystrybutor z paliwem, wkładamy bagnet do wlewu i za 3 minuty jesteśmy gotowi do dalszej jazdy. Z samochodami elektrycznymi jest nieco inaczej. „Tankowanie” prądu trwa w najlepszym przypadku 2 godziny i to wtedy, gdy mamy do dyspozycji stację ładowania prądem stałym o mocy 50 kWh. W Polsce są już dostępne szybsze ładowarki, ale i tak przygotować się trzeba na przynajmniej godzinny postój. Samochód przygotowany jest do ładowania prądem nawet 350 kWh i trwa to wtedy 22 minuty, ale takiej ładowarki jeszcze w naszym kraju nie mamy. Godzina lub więcej, to wystarczający czas, by nieco ochłonąć i przyjrzeć się bliżej temu elektrycznemu cudeńku. Testowany przeze mnie egzemplarz pomalowany został kultowym już lakierem Mamba Green w opcji Metalik. Auto w tym kolorze prezentuje się zjawiskowo, a Porsche zaszalało dodatkowo instalując w aucie 21-calowe felgi Taycan Exclusive Design z panelami z włókna węglowego za jedyne… sprawdźcie sobie sami w konfiguratorze. Wnętrze to połączenie luksusu i świata cyfrowego. Zakrzywiony ekran przed kierowcą pełni rolę „zegarów”, centralny to oczywiście centrum dowodzenia, a do dyspozycji są jeszcze dwa. Pierwszy zlokalizowany jest na konsoli centralnej i ściśle współpracuje z tym wyżej, drugi zaś (czyli czwarty) umieszczony jest przed pasażerem. Może on wyświetlać mapę nawigacji satelitarnej lub wskazania prędkościomierza! Po co? No właśnie po to, by pasażer nie narażał się na uszkodzenie kręgów szyjnych wypatrując wskazań na ekranie kierowcy!

Soundtrack ze Star Trek i Gwiezdnych Wojen

Porsche Taycan kryje w sobie jeszcze jedną niespodziankę. W trybie Sport Plus może emitować z głośników dodatkowy dźwięk. Ale jaki miałby to być dźwięk, skoro auto napędzane jest silnikami elektrycznymi? V8 odpada, V6 nieco ubogo. Boxer z 911? Już lepiej, ale pomysłowi Niemcy poszli dalej i wgrali dźwięk przypominający przechodzenie statków kosmicznych w prędkość nadświetlną. I ten dźwięk słyszalny jest zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz pojazdu. Powiem szczerze, że wrażenie jest ciekawe, a ścieżka dźwiękowa wzmaga odczucia podczas przyspieszania. Jednak jeśli jakimś cudem nie dacie się zahipnotyzować, do dyspozycji będziecie mieli system audio Burmester i internetowe radio z możliwością słuchania stacji radiowych z całego świata.

Ale, ale… ja tu gadu gadu, a baterie są już naładowane i wystarczą na kolejne 300 km zabawy. Dziękuję wam bardzo, że dotrwaliście do tego miejsca i życzę, abyście mogli doświadczyć sami tego, co oferuje pierwsze elektryczne Porsche. I gwarantuję wam, że wcale nie musicie polować na ekstremalną wersję Turbo S, bo nawet najtańszy i najsłabszy Taycan 4S będzie w stanie przyprawić was o zawrót głowy.