Jedną z takich maszyn jest Porsche Panamera Turbo S e-hybrid Sport Turismo. Samochód, który stoi obecnie na szczycie modelowego cennika i chyba nic nie zwiastuje tego, by miało się to zmienić. Porsche Panamera jest na rynku od 2010 roku, a obecna, druga generacja, jest z nami od 4 lat. Auto powstało, by spełnić oczekiwania klientów pragnących przewieźć więcej niż jedną osobę oraz tych, których dzieci nie mieściły się już na tylnych siedziskach „Dziewięćsetjedenastki”, a w dalszym ciągu chcieli jeździć Porsche. Na rynku dostępny był również model Cayenne, ale moda na SUV-y dopiero się rodziła, a dla purystów jazda czymś innym niż nisko osadzone nad ziemią sportowe auto była kwestią nie do pomyślenia. Nad Panamerą ciążyła więc ogromna odpowiedzialność, by nie zawieźć klientów przyzwyczajonych nie tylko do luksusu, ale również do ponadprzeciętnych osiągów.

Hybryda w roli sprintera

Era hybrydowa w Porsche narodziła się razem z ekstremalnym modelem 918 Spyder. Konstruktorom chodziło o to, by ekstremalnie poprawić osiągi silnika spalinowego, a ekologia związana z możliwością bezemisyjnej jazdy, korzystając z silnika elektrycznego była skutkiem ubocznym zastosowanej technologii. Operacja się udała, a 918 Spyder jest dziś już autem kultowym. Czy Panamera przejdzie do historii jako ikona motoryzacji dowiemy się pewnie za kilkadziesiąt lat, będzie jednak z pewnością modelem, który wspólnie z Cayenne uratował markę przed bankructwem.

Porsche Panamera Turbo S e-hybrid Sport Turismo to niewiarygodna moc 680 koni mechanicznych dostępnych w każdej chwili. Osiągi samochodu mogą przyprawić o zawrót głowy, bo 5 metrowe nadwozie jest w stanie rozpędzić się do 100 km/h w 3,4 sekundy. To dokładnie tyle ile zajmie wam wypowiedzenie słów Porsche Panamera Turbo S e-hybrid. Po wypowiedzeniu brakujących słów Sport Turismo wskazówka licznika mija liczbę 130 km/h, a minęło przecież niecałe 5 sekund! Obłędna siła wgniata w fotel, a wy po kilku próbach zaczynacie czuć mięśnie, o których istnieniu do tej pory nie mieliście pojęcia. Siedząc na fotelu pasażera ciężko jest utrzymać ciało w jednej pozycji, a podczas gwałtownego przyspieszania lepiej jest położyć głowę na zagłówku. Testowane przeze mnie auto wyposażone było w sportowe kubełkowe fotele, które ustawiać można było na setki sposobów. Elektryczne siłowniki nie tylko przesuwały siedzenie w przód i do góry, ale pozwalały regulować szerokość siedziska i oparcia, dostosowując się praktycznie do każdej sylwetki. Fotele są oczywiście podgrzewane i chłodzone, a do pełni szczęścia zabrakło mi jedynie funkcji masażu, który ukoiłby napięte od przeciążeń mięśnie pleców. Cóż za niedopatrzenie, powinniście się wstydzić tam w centrali… 

Hybryda w roli limuzyny?

Nie mogąc się stuprocentowo odprężyć, wracam do osiągów tego niemieckiego ekspresu. Prędkości maksymalnej nie było mi dane tym razem wypróbować, ale producent zapewnia, że hybrydowa limuzyna pojedzie 310 km/h (słownie: trzysta dziesięć)! Uczestnicząc 2 lata temu w obchodach 70-lecia istnienia marki Porsche, organizatorzy chcieli pokazać nam możliwości tego samochodu i zorganizowali nam trasę na tor wyścigowy, gdzie mieliśmy spróbować swoich sił za kierownicą wyczynowych wersji modelu 911. Trasa poprowadzona została tak, by zademonstrować możliwości silnika… elektrycznego! Jechaliśmy więc 60 kilometrów z prędkością 30 km/h, bo trasa wiodła przez osiedla i małe miasteczka. 30 km/h? Czy po to przylecieliśmy do Niemiec, kraju szerokich autostrad bez ograniczeń prędkości? Owszem, silnik elektryczny rzeczywiście zapewnia żeglowanie w iście królewskim stylu, ale jest po prostu nudne.

Po atrakcjach na torze nie daliśmy się już nabrać drugi raz na numer z jazdą „elektrykiem” i postanowiliśmy wypróbować nasze hybrydowe Panamery na lewym pasie autostrady w kierunku Dusseldorfu. Powiem tak, Porsche Panamera Turbo S e-hybrid Sport Turismo, jest w stanie pojechać 300 km/h i robi to tak lekko, że za kierownicą zatraca się zupełnie poczucie prędkości. Auto trzyma się drogi jak przyklejone, a pokonywanie szybkich zakrętów to istna bajka. Układ kierowniczy jest bardzo precyzyjny, a kierowca cały czas wie, co się dzieje z autem.

Hybryda w oscarowej roli

Na wyróżnienie zasługuje jeden gadżet, a w zasadzie poważna funkcjonalność. Mowa o magicznym przycisku na kółku, wyboru trybu jazdy. Po jego wciśnięciu, na 20 sekund aktywowana jest pełna moc jednostki napędowej, a wy możecie poczuć się jak Kapitan James Kirk na mostku statku kosmicznego Enterprise. Po naciśnięciu tego przycisku z głośników powinien rozbrzmiewać komunikat o przejściu w „nadświetlną”. Zamiast tego aktywny układ wydechowy wydaje z siebie dźwięki, jakby w jego wnętrzu formowała się tropikalna burza. Wydech ryczy, prycha i strzela oznajmiając wokół, że prawa fizyki nie istnieją. 

Porsche Panamera jest samochodem wyjątkowym. Z jednej strony jest ekstremalnie szybkie i sieje postrach na lewym pasie autostrady. Z drugiej potrafi być łagodny, cichy i otula swoich pasażerów należnym im luksusem. Technologia hybrydowa występuje tu w dwóch rolach. W pierwszej daje możliwość poruszania się w trybie bezemisyjnym na dystansie około 50 kilometrów, w drugiej jest wsparciem dla klasycznego silnika podciągając jego osiągi do szalonych wartości. W obu tych rolach samochód zasługuje na Oscara i to za rolę pierwszoplanową męską.

CZYTAJ TEŻ: Volkswagen T-Roc R – młody byk na łące pełnej jałówek

ZOBACZ: Suzuki SX4-S Cross Hybrid – ekologia wcale nie psuje zabawy

ELLE MAN POLECA: „Projekt samochodu jest jak obraz – nigdy nie jest skończony” - wywiad z Jackiem Frohlichem, szefem działu projektantów marki BMW