W jednym z marcowych wydań Moto Piątku w Elle Man mogliście przeczytać pierwsze wrażenia z jazd najnowszym modelem Porsche Taycan. Moje obawy dotyczące charakteru elektrycznej limuzyny zostały rozwiane niczym kurz zalegający na tarkach toru wyścigowego podczas pandemii koronawirusa. Elektryczne Porsche jest najprawdziwszym samochodem sportowym i bez kompleksów może nosić na masce herb producenta z Zuffenhausen. Taycan jest pierwszym w pełni elektrycznym modelem Porsche, ale w ofercie marki znajdziemy kilka takich, które wykorzystują zelektryfikowane zespoły napędowe.

918 Spyder – Święty Graal

Pierwszym, pod którego maską znalazł się silnik elektryczny, a ściślej dwa silniki, był model 918 Spyder. Samochód legitymujący się mocą 887 KM walczył o miano najlepszego w klasie hiper samochodów. Ośmiocylindrowy motor spalinowy wspomagany jest tu przez dwa silniki elektryczne, po jednym na każdej osi. Jednak elektryczność nie miała tu na celu zmniejszenia zużycia paliwa, czy emisji spalin, bo kto przejmowałby się kosztami utrzymania takiego auta. W 918 Spyder zadaniem silników elektrycznych jest zwiększenie momentu obrotowego i przesunięcie go w kierunku jak najniższych obrotów, by zapewnić najlepsze przyspieszenie. Technologia, która od lat z powodzeniem stosowana jest na przykład w świecie Formuły 1 trafiła do samochodu, którym możemy bez problemu pojechać na zakupy. Może nie zapakujemy do niego produktów z IKEA, ale nowe szpilki i kapelusz waszej partnerki zmieszczą się bez najmniejszego problemu. System znany szerzej pod nazwą KERS jest doładowaniem dostępnym na życzenie kierowcy w każdej chwili i przy każdej prędkości. Ten supersamochód z Zuffenhausen osiąga pierwsze 100 km/h w 2,6 sekundy, a na lewym pasie niemieckiej autostrady jest w stanie rozpędzić się do niebotycznych 322 km/h. Inżynierowie Porsche zapewniają jednak, że w mieście, przy wykorzystaniu energii zgromadzonej w akumulatorach komputer jest w stanie wyświetlić wynik bliski 3 l/100 km! 

Panamera Turbo S E-Hybrid – cudowne dziecko benzyny i elektronów

Według początkowych założeń hybrydowy supersamochód wyprodukowano w zaledwie 918 egzemplarzach. Był pokazem możliwości inżynierów Porsche i ostentacyjnym wyzwaniem dla pozostałych producentów. Bezpośrednim spadkobiercą projektu 918 Spyder jest model Panamera, a dokładnie wersja Turbo S E-Hybrid. Przed autem stanęło ogromne wyzwanie związane z propagowaniem kultury ekologicznej wśród klientów marki. Dlaczego do tak odpowiedzialnego zadania wybrano Panamerę, a nie 911? Powód jest bardzo prosty. Ciężko byłoby przekonać purystów, że mają jeździć melexem, tym bardziej, że wciąż pamiętamy lamenty po wprowadzeniu na rynek modelu Cayenne. Ostatecznie to jego sukces uratował Porsche przed bankructwem i pozwolił na dalszy rozwój firmy. To właśnie Panamera najczęściej wykorzystywana jest przez klientów do jazdy codziennej, a technologia plug-in hybrid najlepiej sprawdza się w miejskiej dżungli. Klienci marki spod znaku wierzgającej klaczy i jelenich rogów niechętnie przyjmują ograniczenia, a możliwość jazdy bezemisyjnej pozwala dotrzeć wszędzie tam, dokąd auta spalinowe nie wjadą. Panamera jest idealną limuzyną, pozostając przy tym samochodem sportowym, co potwierdzają dane techniczne. 680 KM, 3.4 sekundy do 100 km/h i prędkość maksymalna 310 km/h. Miałem okazję jeździć tym samochodem po torze i muszę powiedzieć, że ultra luksusowe wnętrze nieco zaburza percepcję, bo Panamera Turbo S E-Hybrid wcale nie ustępuje pola „Dziewięćsetjedenastkom” dając mnóstwo frajdy zarówno na prostych jak i w ciasnych zakrętach.

Cayenne Turbo S E-Hybrid – SUV na sterydach

Żyjemy w czasach, w których posiadanie limuzyny już nie wystarczy, by zadać szyku i wzbudzić zazdrość sąsiada. Dziś ludzie na topie kupują SUV-y. Najlepiej takie, które mają 5 metrów długości, ogromne koła i, co zupełnie naturalne, ruszał spod świateł niczym wystrzelony z działa. Porsche ma w swojej ofercie takie auto. Jest to najważniejszy model ostatnich lat, za którego sprawą mogę pisać o niemieckiej marce w czasie teraźniejszym. Podobnie jak w przypadku Panamery, wersja Turbo S E-Hybrid jest najmocniejszą w gamie Cayenne. Rodzinny samochód jest w stanie przyspieszyć do 100 km/h w czasie 3,8 sekundy, a jego prędkość maksymalna to 295 km/h! Nie przekonuje was to? Dodam, że wgniatający w fotele moment obrotowy 900 Nm dostępny jest tuż po przekroczeniu wolnych obrotów. Takie osiągi w pojeździe, w którym świat oglądamy z wysokości pierwszego piętra są ostatecznym pokazem siły i choć konkurencja nie oddaje pola, to Cayenne z pewnością nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa. Hybrydowa wersja plug-in potrafi się przy tym zadowolić niecałymi czterema litrami paliwa na 100 km, jeśli będziemy pamiętać o tym, by w nocy naładować akumulatory. Producent zapewnia, że „naładowane do pełna” Cayenne jest w stanie pokonać dystans 40 kilometrów nie zużywając nawet kropli paliwa. Dlaczego nie 50? Pamiętajcie, że Cayenne jest sportowym SUV-em, a posiadanie takiego samochodu ma sens, jeśli mieszkacie poza miastem. W przypadku Warszawy, Poznania czy Trójmiasta dojazd do centrum to dystans przynajmniej 20 kilometrów. Oznacza to, że ostatnie kilometry pokonacie wsłuchując się w muzykę generowaną przez rasowe V8.

Hybrydowa rodzina wciąż się powiększa

Z dziennikarskiego obowiązku muszę przypomnieć, że Porsche w swojej ofercie ma także modele Panamera, Panamera Sport Turismo, Cayenne i Cayenne Coupe z nieco słabszymi układami hybrydowymi, wykorzystującymi trzylitrową jednostkę V6. Maksymalna moc układu to 462 KM, a sprint do 100 km/h w przypadku Cayenne E-Hybrid Coupe trwa 5,1 sekundy (5.0 s z pakietem Sport Chrono). Okazuje się więc, że elektromobilność może być fascynująca, a podana w odpowiedniej formie wcale nie musi kastrować samochodów z przyjemności jazdy i sportowych osiągów. Jeśli więc nie boicie się nowości, jesteście otwarci na nowe technologie, a nade wszystko kochacie wolność i brak wszelkich ograniczeń, powinniście skierować swoje kroki do salonów Porsche. Nieokiełznana moc emanująca blaskiem połyskujących elektronów pozwoli wam być zawsze krok przed innymi. Zawsze.

CZYTAJ: Premiery motoryzacyjne w dobie pandemii. Cztery wyjątkowe auta, które możecie już mieć

ZOBACZ TEŻ: Nowy motocykl Jamesa Bonda trafił do sprzedaży. Licencji na zabijanie nie ma w zestawie

ELLE MAN POLECA: Jeep Grand Cherokee SRT – paliwo, ogień i dym