Pomidor. Lubię jego smak i z dzieciństwa pamiętam do dziś maślaną bułkę z masłem i plastrem malinowej odmiany z odrobina soli. Na wspomnienie takiej prostej kanapki moje ślinianki już szaleją. Żadna szynka czy inna wędlina, na którą nie zawsze było nas stać, nie była w wstanie zastąpić mi i moim braciom pomidorowej rozkoszy podniebienia.

Pamiętam koniec wakacji i kupowane przez moją mamę ostatnie letnie kilogramy pomidorów, które potem zmieniały się w czerwoną zupę. Tę - na przekór wszystkim jedzącym z ryżem - ja od zawsze jadałem z makaronem. Dziś kultowa pomidorówka zamieniła się w elegancki krem podawany „na salonach” z bazylią, ale przecież to wciąż to samo warzywo.

ZOBACZ: Jesz dużo śmieciowego jedzenia? Możesz nie mieć dzieci!

Zapach i smak pomidorów zawsze towarzyszył mi w podróżach, zwłaszcza do ukochanych Włoch czy Hiszpanii. I nie mam tu na myśli słynnej Tomatiny, czyli bitwy pomidorowej. Tamtejsze odmiany, oprócz rozmaitych kształtów i kolorów zaskakiwały mnie słodyczą lub smakiem zbliżonym do papryki, mięsistością oraz brakiem pestek. Do dziś wspominam lunch w przepięknym Cefalu, gdzie z okiem małej restauracyjki rozciągał się błękit Morza Tyreńskiego, a na talerzu dostałem najlepszą burratę z najpyszniejszym, soczystym pomidorem, wszystko lekko skropione najwyższej jakości oliwą. To był najprostszy i najlepszy smak, dla którego warto było polecieć samolotem do innego kraju. Ostatnim moim odkryciem były pomidory w Bułgarii, które zjadałem z serem sirene, który jest składnikiem słynnej sałatki szopskiej. Znajomi, u których gościłem, dostali już super ważne zadanie: przywieźć do Polski dla mnie prezent. Żadna rakja czy różana woda, które są turystycznymi hitami. Ja wyprosiłem skrzynkę pomidorów. Niezła fanaberia, powiecie…

Czerwone owoce - bo pomidory według nauk ścisłych są mięsistymi jagodami - są jednymi z najpopularniejszych w polskiej kuchni składnikami. W moich restauracjach dodaje się je niemal do wszystkiego: są krewetki z pomidorami concasse, jest sałatka z pomarańczami i pomidorkami cherry, przecierane są składnikiem sosu do wołowiny. Ostatnio próbowaliśmy też pomidorowych lodów z tymiankiem do cielęciny - naprawdę petarda!

CZYTAJ TEŻ: Peganizm - najmodniejsza dieta 2019 roku?

Nie znam nikogo, kto by miał „problem” z pomidorami i ich nie lubił. Znam natomiast kilka osób, które jedzą je, a to mi dopiero ciekawostka - z cukrem! Jest to dla mnie dziwne, ale eksperymenty kulinarne jak najbardziej popieram. Ostatnio tryumfy święcą kiszonki w modnych dietach. A to z racji na ich dobry wpływ na funkcjonowanie organizmu. Pojawiły się więc kiszone pomidory, które jak każdy oddany fan zaakceptowałem od razu z wielkim apetytem. Osobiście jeździłem do rosyjskiego sklepu na Saskiej Kępie, bo tam były najlepsze i kupowałem cały zapas słoików w sklepie. Z czasem nauczyliśmy się jednak sami je kisić w restauracyjnej kuchni, więc mam je pod ręką. A właściwie pod nosem.

Pomidory z rodziny psiankowatych (prawda, że nawet nazwa gatunku jest przyjemna) kojarzą mi się z latem, z kolacjami z przyjaciółmi, z garden party, gdzie często stoję przy grillu jako jedyny chętny, co jest oczywiste z uwagi na zawód jaki wykonuje od lat. Koktajlowe malutkie kuleczki a także wielkie bawole serca to znakomity dodatek do wiosenno-letnich sałatek. Są warunkiem niedzielnych śniadań na tzw. „mieście”  (tak, lubię celebracje tego warszawskiego trendu, mimo że daleko mi do hipstera), gdzie oprócz jajecznicy zawsze zamawiam choćby plasterek czerwonej słodyczy.

TAKŻE NA ELLEMAN: Kokos – właściwości zdrowotne to nie wszystko. Liczy się też smak!

Lubię również żółte i zielone odmiany (tych jednak nie smażę jak w znanej powieści czy filmie), ale to czerwone skradły moje serce. Zimą bardzo tęsknię za słonecznym smakiem i krwistym kolorem, dlatego teraz jem je na zapas w każdym możliwym miejscu, do czego zachęcam i Was. Przepisy na pomidorowe dania dosłownie wysypują się z książek, programów i Internetu. Na pewno każdy, nawet laik, znajdzie coś prostego, by zrobić pomidorowa wariację i bardzo proszę, byście uśmiechnęli się wtedy do talerza i przypomnieli sobie, co Sowa wyskrobał w swoim pomidorowym felietonie.

A jeśli jesteście ciekawi, na co mam teraz ochotę, odpowiem: Pomidor!

---------

Robert Sowa -  kucharz, restaurator i autorytet w dziedzinie sztuki kulinarnej. Kreator menu największych wydarzeń kulturalno-kulinarnych w Polsce. Znany z programów telewizyjnych i audycji radiowych propagator kuchni polskiej w nowej odsłonie. Właściciel "N31 restaurant&bar" mieszczącej się przy ulicy Nowogrodzkiej 31 oraz „Fork Restaurant” ul. Wspólna 35 w Warszawie. Autor książek kulinarnych m.in „Uczta. Z restauracji wprost na Twój stół”, „Krok po kroku z Robertem Sową”, "Cztery pory roku", "Życie kocha jeść", "Esencja smaku", współautor „Księgi Szefów Kuchni”. Ambasador i doradca kulinarny marki Prymat, prowadzący program „Doradca Smaku” na antenie telewizji TVN. Laureat wielu nagród m.in Szef Roku 2017, Oskar kulinarny, Hermes, Profesjonalista Roku, Gentleman Roku, wyróżniony Złotym Medalem Polskiego Klubu Biznesu. Pozytywny pracoholik, bo kocha gotować i …jeść, co od teraz będzie udowadniał także na łamach elleman.pl!